SLS w kosmetykach – czy naprawdę szkodzi skórze?

Często prosicie mnie o to, abym wyjaśniła, jak poszczególne składniki kosmetyków – zwłaszcza te uważane za szkodliwe i przez to niestosowane w kosmetykach naturalnych – wpływają na naszą skórę i zdrowie, oraz czy rzeczywiście mogą być szkodliwe. Kolejnym, dość często pojawiającym się pytaniem jest to, w jaki sposób ten negatywny wpływ na skórę się objawia. Dość długo zbierałam się do przygotowania wpisu na ten temat, a że jest to zagadnienie na kilka wpisów, dzisiaj dzielę się pierwszym z nich. Będzie o SLS-ach i o tym, czy SLS w kosmetykach naprawdę szkodzi skórze.

Zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie, czy SLS w kosmetykach naprawdę szkodzi skórze mam jedno słowo wyjaśnienia. Nie jestem biotechnologiem, chemikiem, kosmetologiem ani dermatologiem. Od kilku lat stosuję kosmetyki naturalne i interesuję się wszelkimi zagadnieniami związanymi z naturalną pielęgnacją, jednak nie jestem ekspertem. Jestem praktykiem. Dlatego pamiętajcie, że całą swoją wiedzę opieram na własnych doświadczeniach związanych z naturalną pielęgnacją, a także wiedzy, którą czerpię z różnego rodzaju publikacji, artykułów i badań. I to właśnie w oparciu o tą wiedzę postaram się Wam przybliżyć, jaki jest wpływ SLS-ów na naszą skórę.

SLS w kosmetykach – co to jest i jaką pełni rolę

SLS, czyli Sodium Lauryl Sulfate jest popularnym i dość tanim anionowym środkiem powierzchniowo czynnym, stosowanym w większości kosmetyków przeznaczonych do mycia ciała i włosów, czyli żelach do mycia, płynach do kąpieli, szamponach do włosów. Znajduje się też w mydłach, solach do kąpieli i pastach do zębów. Jego rolą jest obniżanie napięcia powierzchniowego wody, sprawianie, że kosmetyk się pieni i odtłuszcza skórę, rozpuszczając brud pochodzenia lipidowego. Substancją bliźniaczą SLS-u jest SLES, czyli Sodium Laureth Sulfate, o którym najprościej powiedzieć, że jest złagodzoną wersją SLS-u, co zawdzięcza dodatkowi tlenku etylenu.

Obie te substancje, czyli SLS i SLES nie są mile widziane w kosmetykach naturalnych i uznawane za mające szkodliwy wpływ na naszą skórę. Mówi się o ich drażniącym działaniu, które może się przejawiać w zaczerwieniu skóry, wysypkach, nasilonym swędzeniu, czy nadmiernym przesuszeniu skóry. I to działanie SLS-ów jest nawet potwierdzone badaniami.

Negatywne skutki działania SLS-ów na skórę:

  • podrażnienia skóry objawiające się swędzeniem, wysypką, zaczerwienieniem,
  • uszkodzenia naturalnej bariery hydrolipidowej naskórka i zwiększona utrata wody, którą możemy zaobserwować, gdy skóra staje się ściągnięta i wysuszona,
  • pieczenie przy kontakcie ze śluzówką oka,
  • podrażnienie błony śluzowej jamy ustnej,
  • zwiększone wydzielanie sebum – jest to związane z uszkodzeniem naturalnego płaszcza ochronnego skóry, czyli naturalnej bariery hydrolipidowej.

Mówi się też o tym, że SLS może kumulować się w naszych narządach wewnętrznych – sercu, płucach, mózgu i wątrobie i mieć szkodliwy wpływ na ich funkcjonowanie. Czytałam też o tym, że SLS w kosmetykach może zaburzać prawidłowe funkcjonowanie naszej gospodarki hormonalnej, jednak nie znalazłam żadnego potwierdzenia prawdziwości tych doniesień. Dlatego w dalszej części wpisu skupię się tylko na wpływie SLS-ów na skórę.

I pewnie Was zaskoczę, gdy napiszę, że SLS w kosmetykach wcale nie jest taki zły.

Bo chociaż jego szkodliwe działanie zostało potwierdzone, to musicie wiedzieć, że w przeprowadzonych badaniach sprawdzano oddziaływanie SLS-u w różnych stężeniach, ale pozostawionego na skórze przez dłuższy okres czasu, czyli przez co najmniej kilka godzin. I nie wątpię, że po tych kilku godzinach SLS, jako syntetyczna substancja drażniąca, mógł spowodować stan zapalny, wysypkę, zaczerwienienie i świąd skóry. Ale – i to będzie chyba najważniejsze zdanie z tego wpisu – SLS, który zmywamy ze skóry w ciągu kilku minut, nie powinien mieć na nią jakiegokolwiek szkodliwego wpływu. Wyjątkiem będzie oczywiście skóra wrażliwa i skłonna do alergii. Podrażnienia mogą pojawiać się także wtedy, gdy będziemy stosować kosmetyki, w których składzie poza SLS-em będą też np. alkohol stearylowy (Stearyl Alcohol), sól (Sodium Chloride) i kwas benzoesowy (Benzoic Acid). Ale jeśli nasza skóra nie jest bardzo wrażliwa i nie chodzimy przez kilka godzin z niezmytym ze skóry żelem pod prysznic – nic złego stać się nie powinno.

SLS w kosmetykach – stosować, czy nie?

No to teraz odpowiedzmy sobie na pytanie: stosować ten nieszczęsny SLS, czy nie? Bo jeśli jednak nie jest tak niebezpieczny, to dlaczego tak wielu producentów rezygnuje z jego stosowania chwaląc się tym dużymi literami na etykiecie produktu, a producenci kosmetyków naturalnych mają wręcz „odgórny” zakaz stosowania SLS-ów? Zajmijmy się najpierw tymi pierwszymi.

Producenci kosmetyków (nazwijmy je drogeryjnymi) rezygnują ze stosowania SLS-u w części swoich produktów, bo zmusza ich do tego panujący trend, by SLS-u nie używać. Coraz większa świadomość konsumentów, chcących kupować bezpieczne i łagodne kosmetyki oraz straszenie negatywnym działaniem SLS-u zmusza ich niejako do tego, by wyeliminować ze składów ten nieszczęsny detergent. Tylko, czy pozbywają się go tak naprawdę? A no właśnie cały szkopuł w tym, że jednak nie, albo też nie zawsze. Bo zamiast SLS-u pojawia się np. SLES, czyli jego nieco łagodnieszy odpowienik. Albo Amonium Lauryl Sulfate lub Magnesium Lauryl Sulfate działające dokładnie tak samo, jak SLS. Tylko, że my kupując „szampon bez SLS-u” nie zawsze o tym wiemy.

Popularnym składnikiem stosowanym zamiast SLS-u i SLES-u stał się też Sodium Coco Sulfate, często występujący również w składzie kosmetyków naturalnych. Jest to substancja pianotwórcza o takich samych właściwościach jak SLS, ale pozyskiwana z kokosa. Pochodzenie roślinne SCS umożliwia stosowanie tej substancji w kosmetykach naturalnych, jednak – jak dowiedziałam się całkiem niedawno – ma ona podobno tak samo drażniące działanie, jak SLS. Z tymże jest nieco łagodniejsza. I w tym momencie zgłupiałam, bo byłam przekonana, że jednak żel pod prysznic z Sodium Coco Sulfate jest łagodnym kosmetykiem myjącym. A tu taka informacja. Czyżbym padła ofiarą eko-ściemy? Zaczęłam uważnie przyglądać się składom żeli pod prysznic i szamponów (tych z certyfikatem eko oraz oznaczonych po prostu jako kosmetyk naturalny) i zauważyłam, że wielu producentów stosuje SCS w połączeniu np. z betainą cukrową, czy glukozydem, które podobno mają właściwości łagodzące działanie nie tylko Sodium Coco Sulfate, ale też Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate. Trochę mnie to uspokoiło, ale przyznaję, że trochę przez to poległam, bo jednak moja znajomość składników okazała się być na niewystarczająco dobrym poziomie. Żeby uspokoić samą siebie i zaspokoić ciekawość, przejrzłam składy wielu kosmetyków myjących oferowanych przez eko-producentów i trafiłam na całą masę kosmetyków zawierających Coco Glucoside, Decyl Glucoside, Disodium Cocoyl Glutamate i Lauryl Glucoside, czyli łagodne substancje myjące, co do działanie których nie pojawiały się póki co żadne wątpliwości (przynajmniej ja o nich nie słyszałam). To na nich składy kosmetyków do mycia ciała i włosów opierają m.in. Sylveco, Biolaven, Vianek, Zielone Laboratorium, Bioline, Lavera, Planeta Organica. Znajdziecie je też w produktach wielu innych producentów kosmetyków naturalnych.

Dlaczego nie stosuję kosmetyków z SLS-ami?

Podsumowując to, co napisałam do tej pory, muszę też wyjaśnić, dlaczego sama nie stosuję kosmetyków z SLS-ami. W końcu chwilę wcześniej napisałam, że SLS nie jest przecież taki zły. Kilka lat temu, gdy zaczynałam stosować kosmetyki naturalne trafiłam właśnie na takie, które nie zawierały SLS, SLES, ALS, MLS i SCS. Po pewnym czasie zauważyłam, że od kiedy zaczęłam je używać, skóra głowy przestała swędzieć, a z ramion i pleców zniknęły drobne, podskórne krostki, z którymi walczyłam od lat. Przypisałam to oczywiście działaniu kosmetyków bez SLS-ów i pozostałam im wierna. Jednak – jak się łatwo domyślić, a i ja dość szybko do tego doszłam – w tych kosmetykach nie było też parabenów, silikonów i innych substancji, które mogły wpływać drażniąco na skórę. Czy zatem to, że stan mojej skóry znacznie się poprawił to na pewno zasługa tego, że przestałam stosować SLS-y? Dzisiaj tego nie wiem, ale przyzwyczajenie robi swoje i po prostu nauczyłam się unikać tych substancji w kosmetykach. Również Lenie kupuję kosmetyki, w których SLS-ów nie ma. Albo obie myjemy się tymi, które kupuję dla siebie. A jeśli jestem zmuszona do tego, by umyć się kosmetykiem z SLS to to robię.

Mam nadzieję, że nie namieszałam Wam teraz w głowach na tyle, że zastanawiacie się, czy nie wrócić do stosowania kosmetyków z SLS-ami, skoro wcale nie są aż tak szkodliwe, jak się mówi.

Nadal uważam, że lepiej dmuchać na zimne i jeśli wiem, że coś może w jakimś tam stopniu mieć negatywny wpływ na moje zdrowie, to jednak staram się ograniczać nasz kontakt do minimum.

Przy skórze, która nie jest bardzo wrażliwa, przesuszona, podrażniona, skora do częstych stanów zapalnych i rekacji alergicznych, stosowanie kosmetyku z SLS-em, który jest zmywany ze skóry w ciągu kilku minut, krzywdy raczej sobie nie zrobicie. A kierując się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem, będziecie wiedzieli, co jest dla Was najlepsze i po który kosmetyk ze sklepowej półki sięgnąć.

Jestem ciekawa, co sądzicie na temat obecności SLS w kosmetykach. Czy unikacie kosmetyków, które zawierają SLS-y, czy je stosujecie? Czy zauważyliście, żeby SLS miał negatywny wpływ na wygląd i zdrowie Waszej skóry? A może zmiana kosmetyków na te bez SLS-ów wyraźnie wpłynęła na poprawę jej wyglądu? 

 

Jeśli macie ochotę, możecie udostępnić ten wpis znajomym, korzystając z ikonek znajdujących się poniżej. Za każde udostępnienie pięknie Wam dziękuję 🙂

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Najlepszy naturalny dezodorant w mojej kosmetyczce

Żel aloesowy – właściwości, działanie i 10 super sposobów wykorzystania aloesu w pielęgnacji

Dobre kremy z filtrami do twarzy, ciała i dla dzieci – ponad 60 propozycji z polskich sklepów

Kubeczek menstruacyjny – hit czy kit? Wszystko, co warto wiedzieć o kubeczkach menstruacyjnych + recenzja kubeczka OrganiCup

31 thoughts on “SLS w kosmetykach – czy naprawdę szkodzi skórze?”

  1. Bardzo rzetelny tekst napisałaś. Super:) Od 2 lat już nie używam kosmetyków z SLS. Początki miałam bardzo ambitne. Sama zaczęłam robić kremy, balsamy, nawet pastę do zębów. Jednak brak czasu no i ceny niektórych składników spowodowały, że trochę się zniechęciłam. Ostatnio pojawiły się kosmetyki, gdzie zamiast SLS dodają SCS, słyszałaś o tym?

        1. Akurat to, że dla wegan nie ma znaczenia, bo jednak to substancja z kokosa jest pozyskiwana 🙂 Ale to fakt, że SCS jest nawet w bardzo łagodnych kosmetykach i stosują go nawet znani producenci kosmetyków naturalnych.

  2. Bardzo wartościowy wpis. Ja przyznam, że w kosmetycznej dżungli czuję się trochę zagubiona, bo moja wiedza na ten temat jest znikoma, a tu proszę konkret:parabenów i silikonów unikać ponad wszelką wątpliwość, SLS lub SLES (też unikam) ujdzie. Dzięki!

  3. Ja jestem na etapie, gdzie bardzo mocno myślę o kosmetykach naturalnych. Mam dość problematyczną cerę, dlatego chciałabym przynajmniej spróbować. Zabieram się do tego powoli, bo mam jeszcze za małą wiedzę i fajnie, że trafiłam do Ciebie, bo widzę, że mogę tu znaleźć wiele odpowiedzi na moje pytania oraz wątpliwości co do kosmetyków drogeryjnych. Wiadomo, że nie wymienię od razu całej kosmetyczki, ale systematycznie będę testować i zobaczę jak będą mi służyć 🙂
    W ciąży moja skóra nie jest reprezentatywna, bo zmiany hormonalne działają niekorzystnie i zdarzają mi się wysypki i wysuszanie skóry ;/

    1. Jeśli będziesz potrzebowała jakiejkolwiek pomocy z doborem kosmetyków – daj znać – postaram się pomóc. Stopniowa wymiana kosmetyków to bardzo rozsądne podejście, tym bardziej, że skóra będzie musiała oczyścić się z chemicznych substancji, którymi do tej pory ją żywiłaś i będzie kaprysić, więc natychmiastowa zamiana wszystkich kosmetyków na nowe i naturalne nie jest najlepszym rozwiązaniem.

      A w ciąży i mi skóra zaczęła kaprysić. Do tej pory jakoś sobie z tym radziłam, ale od dwóch tygodni widzę pojawiające się na twarzy przebarwienia i nie jest to fajne…

      1. O bardzo chętnie skorzystam, odezwę się po porodzie teraz nie chcę nic już kombinować.
        U mnie niestety też pojawiły się lekkie przebarwienia pod oczami, wyglądają niby jak piegi, ale bardziej rozlane, krem cc wyrównuje kolor. Mam nadzieję, że po ciąży przebarwienia znikają.
        Nie obeszło się bez kremu ze sterydem na wysypkę na brzuchu ;/ Na szczęście jest już lepiej, myślałam, że oszaleję :/

        1. U mnie przebarwienia pojawiły się na całej twarzy i nie wygląda to dobrze. Pech, że akurat teraz, bo słońce będzie sprzyjało temu, że będą się pogłębiać. Ale nie zamierzam czekać, aż znikną same, jak już urodzę i coś lekkiego, aby je eliminować będę na pewno stosować.

          1. Faktycznie, słońce nie jest tu przyjacielem. A próbowałaś robić okłady z ogórka zielonego? Oprócz nawilżenia cery ma właściwości rozjaśniające, naturalna metoda i może pomoże? Pamiętam, że moja mama robiła sobie maseczki z ogórka, lub po prostu kładła plastry na twarzy, aby zminimalizować przebarwienia.

  4. Używam dwóch szamponów jeden z sls i drugi bez. Przy tym drugim moje włosy cały dzień dobrze wyglądają, a skóra głowy nie przetłuszcza się tak szybko jest umyję je szamponem z sls. Do takich wniosków doszłam 🙂 I teraz trzymam się tego jednego szamponu bez sls, a tego drugiego używam raz na dwa tygodnie.

    1. To, co zauważyłaś, wynika z tego, że szampon z SLS podrażnia naturalną barierę naturalną ochronną skóry Twojej glowy, czyli w sposoób zbyt agresywny rozpuszcza sebum. Robiąc to, przyczynia się do jego nadprodukcji, czyli właśnie przetłuszczania się skóry (i włosów) 🙂

  5. Ja może nie na temat, ale podziwiam Twoją wiedzę, jeżeli chodzi o kosmetyki naturalne. Czy one pomogą na trądzik? Wszyscy polecają takie apteczne, chemiczne produkty. Ja odżywiam się zdrowo (jestem na diecie rozpisanej przez bardzo dobrą dietetyk), badania mam w normie. A moja twarz wygląda jak u piętnastolatki, mimo że mam niemal 25 lat… Jest lekka poprawa, jak zmieniłam zwykły fluid na podkład mineralny, ale mimo wszystko…

    1. Mogą pomóc, ale powinny stanowić jednak wsparcie dla kosmetyków przeznaczonych do cery trądzikowej, tych o działaniu złuszczającym na przykład. Kosmetyki naturalne mają to do siebie, że są kompozycją olejów roślinnych i różnych ekstraktów, które często mają właściwości zapychające. A tego przy trądziku nie lubimy. Bardzo niewiele z nich zawiera też kwasy, czy składniki złuszczające, które są przy trądziku potrzebne oraz brakuje w nich wystarczająco mocnego filtra.

      Jednak wiele z nich naprawdę może być niezłym wsparciem przy leczeniu trądziku. Zielona glinka, spirulina, hydrolaty, ekstrakt z aloesu, olejek z drzewa herbacianego, olejek cytrynowy, olej z pachnotki, olej tamanu – jest z czego wybierać.

      Polecam Ci blog Justyny(http://www.italianablog.pl/) , która zmagała się z cerą trądzikową i próbowała wielu rozwiązań, w tym również kosmetyków naturalnych. Tam na pewno znajdziesz wiele pomocnych wskazówek 🙂

  6. Miałam romanse z produktami bez SLSów, głównie w szamponach do włosów. Skora głowy była rożnie zadowolona, przy ilości składników ciężko powiedzieć co było główną przyczyną ale,… Miałam podejście do kilku, a może kilkunastu produktów, moje włosy ich nie polubiły. Jeszcze do niedawna wolały mocno myjące środki, obecnie używam tych delikatniejszych, ze względu na skórę głowy. Włosy są zadowolone. Moja cera i skóra ciała już na przykład nie lubi mocno myjących kosmetyków. Sporadycznie, w zależności co jest jeszcze w składzie.
    P.S. Skorzystam i zapytam. Może możesz polecić coś do mycia twarzy. Mam taki problem ze znalezieniem czegoś co mnie nie podrażni.

    1. Najbardziej łagodne do mycia twarzy są olejki (np. ten, który oferuje Clochee, czy Resibo), mydło Aleppo oliwkowe z minimalnym dodatkiem oleju laurowego (albo z samej oliwy z oliwek) i rękawica Glow, używając której nie ma potrzeby stosowania kosmetyków myjących. Do głowy przychodzą mi jeszcze pianki do mycia twarzy, które są jednak łagodniejsze od żeli do mycia twarzy i skuteczniejsze, niż np. mleczka. Fajna wydaje się być ta pianka: http://triny.pl/zele-i-pianki/3037-eclab-nawilzajaca-pianka-do-mycia-twarzy-dla-cery-suchej-i-wrazliwej.html i myślę, że sama też ją kiedyś przetestuję.

  7. Ja również unikam SLS w kosmetykach. Można powiedzieć, że jedynym produktem jaki mam z SLS jest szampon w kostce LUSH, który stosuje wymiennie z naturalnym szamponem do włosów blond i taki duet dobrze ze sobą gra. Jednak widzę różnice w innych produktach, które zastąpiłam naturalnymi kosmetykami. Po prostu skóra lepiej wygląda. A jeszcze zmieniając temat 😛 Dziś znalazłam przy robieniu porządków małe pudełeczko masła shea 😛 Więc dziś używałam 😉

      1. Staram się wyszukiwać tylko takie. Jednak zanim wymienię całą moją kosmetyczkę to potrwa. Jestem kosmetyczną minimalistką (a raczej staram się być), więc na razie nie szaleje z nowościami. Jednak często dużo czasu zajmuje mi sprawdzanie co jest wege, a co nie (jeżeli nie ma znaczka Vegan Society). Więc teraz robię już listy. Jak trafię coś o dobrym składzie i vege, to zapisuje na później.

  8. Generalnie unikam, ale też nie wariuję jakoś jak mam użyć czegoś z SLS. Miałam jakiś czas temu wielką fazę na kosmetyki naturalne, ale nie przypominam sobie, żeby mój stan skóry i włosów jakoś na dłuższą metę się poprawił. Włosom i tak najbardziej pomogły spożywcze oleje, cerze – podkłady mineralne. Dalej kupuję kosmetyki o „dobrych” składach, ale miewam też zwykłe kosmetyki z drogerii. Nie jestem jakąś maniaczką kosmetyków ogółem, używam ich jak najmniej, jak dla mnie to może być to mydło Biały Jeleń. A co do tego, że od czasu do czasu wymieniają jeden składnik na drugi i okazuje się, że tamten stary był fe, a później że jednak nie aż tak, to zastanawiam się, czy to nie jest podobne sztuczne kreowanie potrzeb jak i wszędzie indziej na rynku…

  9. Zdarza mi się czasami używać produktów, które zawierają SLS. Nie jestem w tej kwestii radykalna. Jednak szukając kosmetyków, zwłaszcza do oczyszczania twarzy, wybieram te bez SLS. Podobnie jeżeli chodzi o kosmetyki do włosów, a w szczególności odżywki, tam SLS nie jest dla mnie do niczego potrzebny.

  10. Podzielę się moim doświadczeniem z szamponami. Przez dobrych parę lat walczę ze swędzącą skórą głowy, dlatego slsy jako pierwsze odpuściłam. Przeszłam przez wszystkie substancje myjące z koko betainą i alkoholami na czele. Alkohol w szamponie noszczy moje włosy a betaina podrażnia moją skórę głowy tak bardzo, że robią mi się ranki we włosach. Raz umyłam włosy próbką szampony John Masters Organic i było bosko! Sprawdzam skład? SLS!! Kupiłam mydło Agafii do włosów. SLS na pierwszym miejscu. Efekt? Skóra głowy przeszczęśliwa. W moim wypadku szkodziły mi silikony i substancje zapachowe albo jeszcze inne dodatki. Nie wiem dlaczego moja skóra nie lubi naturalnych substancji myjących bo wolałabym używać tego, co uznaje się za bezpieczniejsze 😉 jednak z slsów na razie nie zrezygnuje bo nie mam alternatywy 🙂

  11. Bardzo staram się unikać i raczej sięgam po te „łagodniejsze” alternatywy SLS, ale niestety muszę powiedzieć, że nie trafiłam jeszcze na taki kosmetyk, po którym widziałabym jakąś ogromną różnicę. Niektóre nawet bardziej podrażniają. Największy problem mam z szaponami i odżywakami do włosów. Najgorzej chyba działa szmpon w kostce z Lush. Po nim mam taki świąd głowy, że można zwariować. A SLS to jedyny zły składnik tych szamponów. Używam innych naturalnych szamponów i odżywek już od dawna, ale moje włosy nie są po nich ładne, bardziej lśniące, czy lepiej się rozczesują. Wręcz przeciwnie. Szukam dalej z nadzieją, że w końcu trafię na taki kosmetyk. Jeśli chodzi o mydła to przerzuciłam się na te prawdziwe lub ekologiczne i w tym przypadku widzę dużą różnicę na lepsze 🙂

  12. Kosmetyki z SLS-em nie są kosmetykami dobrej jakości, ponieważ są wyprodukowane na bazie tanich półproduktów. SLS (lub handlowo Texapon) jest po prostu tanim składnikiem (w porównaniu do innych łagodniejszych związków myjących), łatwo go zagęścić solą, więc na takim produkcie dobrze się zarabia i producenci na pewno z niego nie zrezygnują. Podrażnienia po SLS to już kwestia indywidualna, co nie zmienia faktu, że jest to środek wywołujący podrażnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close