Co mnie przekonuje do biegania? 7 najlepszych powodów, by zacząć biegać.

Jako początkująca biegaczka wciąż poszukuję argumentów, które przekonają mnie do tego, że warto biegać.  Wiem już o tym, że biegając można mieć zadyszkę, zakwasy, pot na plecach i czole. I zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to korzyści, które przemawiają za bieganiem. Ba! Akurat to wszystko do biegania może zniechęcać. A co może do biegania zmotywować i zachęcić? Oto 7 najlepszych powodów, by zacząć biegać.

1. Dzisiaj biegają wszyscy. I starzy i młodzi.

Skoro biegają wszyscy, to i ja będę 🙂 A biegają wszyscy, bez względu na wiek. I ja tych wszystkich biegających podziwiam. Starszych za to, że nie dają zamknąć się w domu, przed telewizorem i pomimo często zaawansowanego wieku, wychodzą codziennie potruchtać na świeżym powietrzu. Podziwiam ich za siłę woli, za odwagę, za chart ducha. I energię, której często brakuje nam, ludziom młodym. Nasze pokolenie zasługuje na oklaski za to, że pomimo ciągłego zabiegania, obowiązków rodzinnych, życia towarzyskiego i często pracy do późnych godzin nocnych, znajdują czas, żeby pobiegać. Wpisują sobie bieganie na listę priorytetów i choćby się waliło i paliło – biegają. Tych młodszych muszę pochwalić za to, że są w stanie wylogować z sociali chociaż na pół godziny, wyjść z domu i pobiec. Chociaż często jest to bieganie połączone z relacją minuta po minucie na Instagramie, to i tak zasługuje na pochwałę. Lepiej biegać po lesie ze smartfonem w ręku, niż nie biegać wcale! 

2. Bieganie jest tanie.

Na pewno jest tańsze niż karnet do fitness klubu. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości, bo sama porzuciłam siłownię na rzecz biegania (o tym, dlaczego jeszcze porzuciłam klub fitness opowiem w oddzielnym poście). Ale żeby zacząć biegać, trochę kasy jednak trzeba wydać. Kiedyś biegałam w zwykłych trampkach i starych, wyciągniętych dresach. I było git. Dzisiaj jednak biega się inaczej. W super butach, w nieprzemakalnych kurtkach, w ekstra dopasowanych legginsach. W lesie trzeba jakoś wyglądać. A co dopiero, jak się biega w centrum miasta. Niezbędne są też gadżety. Pulsometr, coś do słuchania muzyki, GPS, pas lub nerka i koniecznie coś do schowania telefonu. A to wszystko kosztuje, więc tak tanio nie jest. Sama póki co zainwestowałam w buty (okej, nie ja, tylko mój mąż). Uważam, że akurat dobre buty są potrzebne. Komfort biegania, który zapewniają, nie jest nawet porównywalny do tego, który próbują zapewnić zwykłe trampki, czy buty przeznaczone do ćwiczeń w fitness klubie. A do tego są takie śliczne! Ich energetyczny, różowy kolor sprawia, że biegnę czasami tylko po to, by nacieszyć oczy ich widokiem 🙂 Co do pozostałego wyposażenia biegacza – na początek, dopóki bieganie nie wejdzie nam w nawyk – na pewno nie warto wydawać pieniędzy. A jakieś dresy w szafie na pewno się znajdą.

3. Bieganie odchudza!

To jeden z najczęściej powtarzanych argumentów, które mają skłonić (przepraszam, przekonać) do biegania. Chociaż zdarza mi się słyszeć, że odchudzanie przez bieganie to tak nie do końca. Wolę jednak uwierzyć w to, że to jednak działa. Nawet jeśli nie na zrzucenie kilku kilogramów, to przynajmniej na zachowanie smukłej, w miarę szczupłej, ledwo co odzyskanej, sylwetki (0d maja ubiegłego roku zrzuciłam 23 kg). Biegając angażujemy do pracy większość naszych mięśni. Przyspieszamy, a wręcz rozpędzamy metabolizm. Spalamy od 700 do 1000 kcal na godzinę. Mało tego! Podobno nasz rozpędzony bieganiem metabolizm nie zatrzymuje się wraz z zatrzymaniem stopera. Kalorie spalamy szybciej (i spalamy ich więcej) przez następne 12, a nawet 14 godzin. Chcę w to wierzyć. Tak, bardzo, ale to bardzo chcę, żeby to była prawda!

4. Bieganie uszczęśliwia.

Euforia biegacza. Coś Ci to mówi? Dla mnie nadal niewiele, bo chociaż rzeczywiście po zakończonym biegu na mojej twarzy pojawia się uśmiech (najpewniej spowodowany tym, że to już koniec), to w stan euforycznej radości jeszcze nie popadłam. A niemieccy badacze wykazali, że bieganie ma wpływ na obszary mózgu odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Ich zdaniem bieganie uwalnia endorfiny, które wprawią nas w dobry nastrój. Mało tego. Endorfiny uwolnione podczas biegania mogą spowodować u nas euforyczny odlot – jak po narkotykach. Co Ty na to? Ja mam nadzieję się o tym przekonać.

5. Bieganie to samo zdrowie.

Jest to chyba jeden z najmocniejszych argumentów przemawiających za tym, żeby zacząć biegać. Regularne bieganie, 3-4 razy w tygodniu, znacząco wpływa na poprawę naszego stanu zdrowia. I nie mam tu na myśli tylko tego, że biegając przez cały rok, w każdych warunkach pogodowych, wzmacniamy odporność i rzadziej dopadają nas infekcje wirusowe, przeziębienia, czy katar. Bieganie zapobiega nadciśnieniu i pomaga je leczyć. Zapobiega odkładaniu się cholesterolu i obniża jego poziom. Wzmacnia serce i poprawia wydolność krążeniowo-oddechową. Zapobiega cukrzycy, wspomaga leczenie otyłości. Bieganie zmniejsza też ryzyko zachorowania na Alzheimera i nowotwór. Fajnie co?

6. Bieganie poprawia życie seksualne.

Gdzieś słyszałam, że jak się biega to można i częściej i dłużej. W łóżku oczywiście. Ha! To jest to dowiedzione naukowo! Biegając chudniemy. A gdy chudniemy, reguluje się proces uwalniania testosteronu, który odpowiada za nasze uczucie pożądania. Czyli chudnąc, nabieramy ochoty na seks. A co więcej? Bieganie podwyższa też poziom dopaminy, która pomaga nam odczuwać przyjemność. Poza tym dodaje nam energii i pewności siebie. Panów pewnie zainteresuje też badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Harvarda w USA. Wykazało ono, że u mężczyzn powyżej 50. roku życia, którzy biegają przynajmniej 3 godziny tygodniowo, ryzyko impotencji jest niższe o 30 proc. Nie pozostaje nam więc nic, jak tylko biegać i się kochać.

7. Bieganie dodaje nam wiary we własne siły.

Tak, tak, tak! Nagle niemożliwe przestaje istnieć. Każdy kolejny metr, który przebiegamy (o kilometrach nie wspominając) pokazuje nam, że możemy więcej. Że osiągnęliśmy to, co jeszcze wczoraj było nie do osiągnięcia. Udowadnia, że potrafimy. U mnie tak to właśnie działa. Już nie mówię sobie – nie umiem biegać. Nie myślę – nie dam rady. Wychodzę z domu dumna z siebie, a podczas biegania uśmiecham się do siebie i mijanych ludzi. Już wiem, że umiem, potrafię, że dzisiaj przebiegnę więcej niż wczoraj, a jutro przebiegnę ten dłuższy dystans o kilka minut szybciej. Na trasie  jestem coraz bardziej pewna siebie i swoich możliwości. A gdy czuję, że nie dam rady – odpuszczam. Ale z przekonaniem, że jutro znowu spróbuję pokonać swoje słabości i zdobyć kolejny kilometr.

Jestem pewna, że moje argumenty przekonały Cię do tego, że warto biegać. Do mnie dotarły na tyle, że właśnie zakładam buty i biegnę do lasu!

Biegacie? Co Was najbardziej do tego przekonuje?

 

 

 

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Przeziębienie w ciąży

Przeziębienie w ciąży – co może pomóc?

Po raz trzeci będę mamą.

Będę mamą po raz trzeci!

20 rzeczy dobrych dla zdrowia, które możesz zrobić jesienią

Domowa kapusta kiszona krok po kroku + przepis na surówkę z kapusty kiszonej z jabłkiem i marchewką

18 thoughts on “Co mnie przekonuje do biegania? 7 najlepszych powodów, by zacząć biegać.”

  1. Chyba należę do tych opornych względem biegania. Nie mogę jednak nie zaprzeczyć, że chcę spróbować, ale tylko w jednym miejscu w rodzinnych stronach. Jak widzę w marzeniach ta drogę to aż chce już tam być i pobiegać. Może jednak i ja się przekonam.

    1. Ja rok temu też należałam do tych opornych, których bieganie wręcz odpychało. Nie lubiłam i tyle. Aż pewnego dnia wpadła mi do głowy myśl, że może jednak spróbuję. Pokonam tę niechęć i podejmę wyzwanie. Szybko dałam się przekonać do tego, że bieganie jest fajne! A okoliczności przyrody tylko podkręcają przyjemność, jaką nam daje 🙂 Powodzenia!

  2. „W lesie trzeba jakoś wyglądać” 😀 Ale faktycznie dużo osób teraz biega. I dobrze 🙂 A ilu biegaczy można spotkać w Niemczech… Jestem teraz i widzę, codziennie po południu w parku zawsze mijam co najmniej 10 zabieganych 🙂 Ja tam póki co wolę ćwiczyć tabatę, ale zachęciłaś mnie, żeby wrócić do biegania 🙂

  3. Ja muszę zacząć regularnie biegać. Tym bardziej, że kilku moich znajomych regularnie biegających bardzo to zachwala. Na razie mam tylko jednorazowe zrywy raz na kilka tygodni ale zwykle kończą się stanem przedzawałowym i niestety mnie zniechęcają do systematyczności 🙂

  4. Mnie 3 biegi uliczne załatwiły na 2 tygodnie :(. Ale w zeszlym tygodniu poszłam na trening biegowy i było MEGA! Samo bieganie trochę mnie nudzi ale trening siły biegowej plus dystans ok.4km- czad!

  5. Nie ma róży bez kolców. Bieganie obniża poziom testosteronu, co osłabia kości. Choć negatywny wpływ na uklad kostny ćwiczeń tlenowych jest chyba tajemnicą. Można temu przeciwdziałać dodając do biegania trening siłowy, który wzmacnia kości poprzez podnoszenie poziomu testosteronu, ale też przez najzwyklejsze w świecie obciążenie. Pozdro!

    1. Dzięki za komentarz! Nie słyszałam wcześniej o tym, że bieganie obniża poziom testosteronu i można temu przeciwdziałać dokładając ćwiczenia siłowe. Muszę koniecznie uzupełnić braki w wiedzy! Pozdrawiam 🙂

  6. Kiedyś, w czasach szkolnych nie znosiłam biegania. Był to dla mnie najgorszy sport, na w-fie koszmar! Ale pod koniec liceum coś „kliknęło” i pokochałam ten sport! Teraz staram się biegać, ale nie robię tego regularnie. Trudno się zmobilizować, ale jak już wyjdę i biegnę, to czuję się wspaniale! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close