Certyfikaty kosmetyków naturalnych i ekologicznych – co warto o nich wiedzieć?

Certyfikaty kosmetyków naturalnych i ekologicznych mają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Dla tych pierwszych fakt, że kosmetyk ma certyfikat, oznacza, że jego skład jest pewny i nie znajdzie tam żadnych niechcianych substancji. Dla drugich certyfikaty kosmetyków naturalnych to natomiast rzecz zbędna, bo tylko podnoszą ich cenę. Często słyszę też argument, że kosmetyki bez certyfikatów są tak samo dobrej jakości jak te, które certyfikaty mają. O tym, kto ma rację, co warto wiedzieć o certyfikatach, a także o tym, jaki jest mój stosunek do certyfikatów kosmetyków naturalnych, opowiem Wam w dzisiejszym wpisie.

Kilka lat temu, sięgając po swoje pierwsze kosmetyki ekologiczne i organiczne, jedną z najważniejszych rzeczy, na które zwracałam uwagę były znajdujące się na ich opakowaniach certyfikaty. Moja wiedza dotycząca składów kosmetyków była wtedy zdecydowanie mniejsza od tej, jaką mam w tej chwili i niemal wszystko to, co widziałam w INCI wydawało się być jakąś abstrakcją. A kupując kosmetyk z certyfikatem Ecocert, BDIH, Soil Association, czy NaTrue miałam pewność, że wydaję pieniądze na produkt ekologiczny, z czystym składem, bez substancji chemicznych.

Zaglądanie do INCI wydawało się być zbędne, bo certyfikaty kosmetyków naturalnych uważałam za wiarygodne źródło informacji na temat ekologiczności, organiczności, czy naturalności kosmetyku.

I chociaż zdania nie zmieniłam i nadal ufam certyfikatom, nie zwracam już na nie tak dużej uwagi. Dlaczego? Na to pytanie odpowiem Wam trochę później. Najpierw chciałabym omówić kilka najbardziej znanych certyfikatów. Przekonacie się, że w wielu przypadkach ich obecność na opakowaniu nie zwalnia nas z czytania składu kosmetyku, ale też zobaczycie, jak bardzo potrafią być restrykcyjne i wymagające.

Certyfikaty kosmetyków naturalnych – ECOCERT, BDIH, Soil Association, COSMEBIO

Kosmetyk naturalny, ekologiczny, organiczny, czyli właściwie jaki? Od wyjaśnienia, kiedy mówimy o kosmetyku naturalnym, a kiedy o kosmetyku organicznym proponuję zacząć, bo dzięki temu łatwiej będzie mi opowiadać o certyfikatach, które są tym produktom przyznawane.

Naturalnymi nazywa się kosmetyki, które zostały uzyskane ze składników pochodzenia roślinnego i mineralnego, oraz w dwóch przypadkach – wosku pszczelnego i lanoliny – pochodzenia zwierzęcego. Teoretycznie w ich składzie nie powinno być substancji syntetycznych, takich jak parafina i pozostałe oleje oraz produkty ropopochodne, parabenów, PEG-ów, silnych detergentów pianotwórczych, konserwantów i sztucznych barwników oraz substancji zapachowych. Kosmetyki naturalne powinny być też wytwarzane z poszanowaniem środowiska naturalnego i zwierzęcego, ich składniki powinny być pozyskiwane w sposób nie inwazyjny dla środowiska, a opakowania pochodzić z recyklingu i do recyklingu się nadawać.

Jak widzicie, ta definicja jest trochę niedoprecyzowana i nie znajdziemy w niej informacji dotyczącej zawartości poszczególnych substancji, wymagań dotyczących ich pochodzenia oraz pozyskiwania. Daje to producentom więc pełną dowolność w tworzeniu receptur kosmetyków, które mogą zawierać ekstrakty pozyskiwane na przykład z kwiatków rosnących w przydrożnym rowie.

Trochę inaczej wygląda definicja kosmetyków organicznych. Tutaj obowiązują już rygorystyczne normy, mówiące m.in. o tym, że kosmetyki organiczne powinny być przynajmniej w 90 proc. wyprodukowane ze składników pochodzenia organicznego. Organicznego, czyli z kontrolowanych upraw organicznych, które są poddawane stałym kontrolom, nie mogą stosować pestycydów, nawozów sztucznych, modyfikować sztucznie uprawianych roślin i spełnić szereg innych wymogów.

W przypadku takich kosmetyków wiemy już więc na pewno, że przynajmniej 90 proc. zawartych w nim substancji zostało wytworzonych z surowców pozyskanych z roślin, które nie rosły we wspomnianym już przydrożnym rowie, a w spełniającej wysokie wymagania hodowli.

Okej, ale co resztą składników?

I tu właśnie przechodzimy do certyfikatów, które określają dokładnie, co kosmetyki i w jakiej ilości mogą zawierać, a czego w ich składzie być nie powinno.

Na początek najbardziej znany certyfikat, którym jest ECOCERT

ECOCERT

Francuska organizacja ECOCERT zajmuje się certyfikacją produktów ekologicznych od 2002 roku.

Kosmetykom przyznaje dwa rodzaje certyfikatów: organiczny i naturalny.

♦ Kosmetyk organiczny – według wytycznych ECOCERT kosmetyk organiczny powinien zawierać minimum 95 proc. składników pochodzenia roślinnego, a 10 proc. wszystkich składników wagowych musi pochodzić z certyfikowanych upraw ekologicznych.

♦ Kosmetyk naturalny – w przypadku kosmetyków naturalnych ECOCERT wymaga, by przynajmniej 50 proc. jego składników była pochodzenia roślinnego, a 5 proc. wszystkich składników wagowych pochodziła z upraw ekologicznych.

Zgodnie z wymaganiami stawianymi przez ECOCERT kosmetyk certyfikowany:

♦ nie może zawierać w składzie:  syntetycznych tłuszczy, olejów, PEG-ów, silikonów, parabenów, sztucznych aromatów i barwników; pochodnych ropy naftowej, nanocząsteczek, fenoksyetanolu,

♦ w jego składzie nie można stosować też surowców modyfikowanych genetycznie oraz pozyskiwanych od martwych zwierząt,

♦ składniki kosmetyku oraz produkt końcowy nie mogą być testowane na zwierzętach,

♦ składniki kosmetyku nie mogą być poddawane sterylizacji poprzez napromieniowanie,

♦ proces technologiczny musi odbywać się w sposób przyjazny dla środowiska,

♦ opakowania kosmetyków powinny być biodegradowalne albo nadawać się do recyklingu i nie mogą zawierać składników pochodzenia zwierzęcego,

♦ składniki pochodzenia zwierzęcego, takie jak wosk pszczeli, mleko, czy miód nie mogą być pozyskiwane w jakikolwiek sposób krzywdzący lub zadający ból zwierzętom.

Ta lista jest znacznie dłuższa i znajdziecie ją tutaj, ale chciałabym, żebyście zwrócili uwagę na jedno – ECOCERT dopuszcza stosowanie określonych konserwantów, które w wielu przypadkach mogą być uznane za kontrowersyjne. Ważne jest też to, że certyfikat ECOCERT jest przyznawany konkretnym produktom, a nie całej marce kosmetyków oraz to, że na etykiecie kosmetyku znajdziecie szczegółowe informacje, jaka jest procentowa zawartość składników roślinnych, składników naturalnych i składników z certyfikowanych upraw.

BDIH

Certyfikat BDIH i wytyczne dotyczące kosmetyków, które mogą go otrzymać zostały opracowane w Niemczech. Jest to certyfikat bardzo podobny do ECOCERT. Jednak w przeciwieństwie do kosmetyków z ECOCERT, te z certyfikatem BDIH nie muszą podawać informacji o tym, jaka jest procentowa zawartość składników naturalnych, roślinnych i certyfikowanych. Ważne jest też to, że BDIH przyznaje się całej linii produktów, nawet gdy kilka z kosmetyków wchodzących w jej skład, nie do końca spełnia wymogi potrzebne do uzyskania certyfikatu. Dlatego, jak sami widzicie, obecność certyfikatu na opakowaniu nie zwalnia nas z czytania jego składu.

Wymagania dotyczące kosmetyków certyfikowanych przez BDIH:

♦  kosmetyki muszą mieć składy oparte na bazie olejów roślinnych, tłuszczów i wosków, ekstraktów ziołowych i wód kwiatowych, olejków eterycznych i substancji zapachowych,

♦ składniki kosmetyków nie mogą być testowane na zwierzętach,

♦ składniki kosmetyków nie mogą pochodzić od martwych zwierząt,

♦ surowce stosowane w recepturach kosmetyków powinny pochodzić z kontrolowanych upraw ekologicznych lub dzikich zbiorów,

♦ kosmetyki nie mogą zawierać w składzie organiczno-syntetycznych ani syntetycznych barwników, aromatów, silikonów, parafiny i innych pochodnych ropy naftowej,

♦ proces produkcyjny powinien być przyjazny dla środowiska,

♦ dopuszcza się stosowanie łagodnych konserwantów (podobnie jak w przypadku ECOCERT),

♦ dopuszcza się stosowanie nieorganicznych soli (np. siarczan magnezu) i mineralnych surowców (np. chlorek sodu),

♦ opakowania kosmetyków powinny być przyjazne środowisku i biodegradowalne albo nadające się do recyklingu.

COSMEBIO

Kolejny francuski certyfikat kosmetyków naturalnych. Zgodnie z założeniami COSMEBIO kosmetyk ekologiczny musi zawierać co najmniej 95 proc. składników pochodzenia naturalnego, naturalnych lub pochodzących z rolnictwa ekologicznego.

Wymagania dotyczące kosmetyków z certyfikatem COSMEBIO:

♦ spośród wszystkich składników roślinnych wchodzących w skład kosmetyku, przynajmniej 95 proc. musi pochodzić z upraw ekologicznych,

♦ kosmetyk nie może zawierać syntetycznych konserwantów i parabenów,

♦ kosmetyk nie może zawierać syntetycznych zapachów i barwników,

♦ skład kosmetyku powinien być wolny od składników modyfikowanych genetycznie,

♦ nie dopuszcza się stosowania substancji pochodzenia petrochemicznego, czyli parafiny, silikonów, PEG-ów,

♦ kosmetyki i ich składniki nie mogą być testowane na zwierzętach,

♦ produkcja powinna odbywać się z poszanowaniem środowiska,

♦ kosmetyki i ich składniki nie mogą być poddawane jonizacji,

♦ opakowania powinny być biodegradowalne albo nadawać się do recyklingu.

Kosmetyki spełniające wymagania określone w karcie COSMEBIO oznacza się certyfikatami BIO i ECO. Na etykiecie produktu podaje się szczegółową zawartość składników naturalnych oraz pochodzących z certyfikowanych upraw ekologicznych.

W przypadku tego certyfikatu warto wiedzieć o tym, że dopuszcza się stosowanie minimalnej ilości syntetycznych substancji, które nie posiadają swoich naturalnych odpowiedników. Jednak nawet te substancje nie mogą pochodzić z przemysłu petrochemicznego.

Soil Association

Ostatnim certyfikatem, o którym chcę Wam powiedzieć, jest brytyjski Soil Association. Wprowadza on podział na kosmetyki organiczne i naturalne (podobnie jak ECOCERT), ale! symbol dla nich wszystkich jest taki sam. Dlatego warto jest wiedzieć, jak kosmetyki organiczne i naturalne certyfikowane przez Soil Association od siebie odróżnić.

♦ Kosmetyk organiczny – 95 proc. jego składników musi być pochodzenia organicznego i jest to informacja, która powinna być umieszczona na opakowaniu. Producent musi też wyraźnie zaznaczyć, które składniki są pochodzenia naturalnego. Nazwa kosmetyku zawiera słowo organiczny.

♦ Kosmetyk naturalny – co najmniej 70 proc. składników kosmetyku musi być pochodzenia organicznego. Producent podaje na opakowaniu, które składniki i w jakiej ilości są pochodzenia organicznego, naturalnego i syntetycznego. W nazwie kosmetyku nie ma słowa organiczny, natomiast w jego opisie znajduje się zapis „zawierający składniki organiczne”.

Wymagania dotyczące kosmetyków z certyfikatem Soil Association:

♦ składniki organiczne powinny być stosowane tylko w przypadku, gdy nie mają organicznego odpowiednika,

♦ surowce, składniki i kosmetyki nie mogą być testowane na zwierzętach,

♦ składniki nie mogą być modyfikowane genetycznie,

♦ kosmetyki muszą być wytwarzane z poszanowanie środowiska naturalnego,

♦ w składzie kosmetyków nie mogą być stosowane: produkty pochodzenia petrochemicznego, parabeny, sztuczne aromaty, detergenty takie jak SLS, silne konserwanty, glikole, DEA, TEA, MEA i triclosan,

♦ opakowania kosmetyków powinny być biodegradowalne lub nadawać się do recyklingu,

♦ nieorganiczne składniki kosmetyków muszą spełniać surowe wymagania toksykologiczne, być w pełni bezpieczne dla ludzi i środowiska.

EDIT: Wszystkie omówione certyfikaty oraz dodatkowo włoski ICEA zostały ujednolicone i objęte certyfikatem COSMOS. Zgodnie z podziałem tego certyfikatu kosmetyki dzielone są na naturalne (zawierające do 5 proc. substancji syntetycznych) oraz ekologiczne (20 proc. składników musi pochodzić z upraw ekologicznych). Zgodnie z tym certyfikatem w kosmetykach obowiązuje zakaz używania składników, technologii i procesów produkcyjnych, które mogą mieć jakikolwiek, negatywny wpływ na zdrowie człowieka i środowisko naturalne.

Czy certyfikaty kosmetyków naturalnych są potrzebne?

Przybliżyłam Wam już najpopularniejsze certyfikaty kosmetyków naturalnych. Starałam się to zrobić w jak najbardziej czytelny sposób i mam nadzieję, że wszystko jest zrozumiałe. Teraz chciałabym odpowiedzieć Wam na pytania, czy certyfikaty są potrzebne, oraz czy kosmetyki bez certyfikatów są gorsze?

Moim zdaniem certyfikaty to ważna i potrzeba rzecz, bo wyznacza producentom kosmetyków standardy, które są dość wysokie i często też restrykcyjne. Pomaga też wprowadzić porządek na rynku kosmetyków naturalnych, który przez brak regulacji prawnych jest zalewany kosmetykami pseudo-naturalnymi.

Widząc na sklepowej półce kosmetyk z certyfikatem wiem, że wybieram produkt, który został stworzony w oparciu o jasne i czytelnie sprecyzowane wymagania, zawiera składniki dobrej jakości i będzie bezpieczny dla mojej skóry. Nie oznacza to jednak, że nie czytam jego składu.

Kupując kosmetyki certyfikowane mam też pewność, że w ich składzie znajdę więcej niż tylko 1 proc. naturalnych składników.

Nie znaczy to jednak, że nie kupuję kosmetyków, które certyfikatów nie mają.

Zdaję sobie bowiem sprawę z tego, że małe firmy, które często są rodzinnymi manufakturami, tworzącymi kosmetyki naturalne z pasji i miłości do natury, nie mają pieniędzy na bardzo kosztowny proces certyfikacji. Ale ich kosmetyki bywają nawet w 100% naturalne, a stosowane surowce są wysokiej jakości i pochodzą z upraw ekologicznych.

I nawet jeśli ktoś mi mówi, że kupiłam krem, który zawiera ekstrakty z kwiatów rosnących w najbliższym lesie, czy przydrożnym rowie, to nie zniechęci mnie do jego stosowania. Wolę kwiatki z lasu, niż parafinę, parabeny i całą resztę syntetyków.

♦♦♦

Podsumowując, chcę Wam powiedzieć, że lubię gdy kosmetyk jest certyfikowany, ale nie jest to główny wyznacznik decydujący o tym, czy go kupię. Ważniejszy jest dla mnie skład, który staram się zawsze sprawdzić oraz zaufanie do marki.

Jednak kilka lat temu to właśnie certyfikaty pomagały mi stawiać pierwsze kroki w świecie kosmetyków naturalnych i uważam, że dla początkujących mogą być naprawdę bardzo pomocne. Trzeba jednak wiedzieć, kiedy i za co są przyznawane.

A jaki jest Wasz stosunek do certyfikatów kosmetyków naturalnych? Czy zwracacie uwagę na ich obecność na opakowaniu kosmetyku? I czy znacie wytyczne, które decydują o przyznawaniu poszczególnych certyfikatów?

 

 

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Żel aloesowy – właściwości, działanie i 10 super sposobów wykorzystania aloesu w pielęgnacji

Dobre kremy z filtrami do twarzy, ciała i dla dzieci – ponad 60 propozycji z polskich sklepów

Kubeczek menstruacyjny – hit czy kit? Wszystko, co warto wiedzieć o kubeczkach menstruacyjnych + recenzja kubeczka OrganiCup

Kosmetyki zero waste – przegląd produktów z polskich sklepów

6 thoughts on “Certyfikaty kosmetyków naturalnych i ekologicznych – co warto o nich wiedzieć?”

  1. Kolejny wartościowy post 🙂 Fajnie że uświadamiasz że Certyfikat na opakowaniu to nie wszystko i nie zwalnia z czytania składu. Ja szczerze mówiąc nie to że wcale nie patrzę na Certyfikaty ale bardziej przyglądam się składom niż tym logotypom 😉 Wiem tylko że są bardziej i mniej restrykcyjne Certyfikaty ale który dokładnie czego wymaga to już nie, tzn. mniej więcej wiem, ale nie znam tego na pamięć 😉

  2. Warto też wspomnieć o organizacji COSMOS, która zrzesza wszystkie powyższe. Została powołana w 2011 roku,by ujednolicić standardy w tej kwestii w Europie. Nadaje ona dwa rodzaje certyfikatow: Cosmos Natural oraz Cosmos Organic. Ja jestem za, gdyż tych jednostek certyfikujacych jest za dużo. Dla mnie kosmetyki z certyfikatem nie są kierunkowskazem, bo zdaje sobie sprawę, że to również wielki bio-business. Kieruje się intuicja, jakoscia kosmetyku i skladem oczywiście, a certyfikat to wartość dodana 🙂 Choć nie zawsze wskazuje on lepsza jakość. W tej kwestii potrzebna jest praktyka 😀

    1. Cosmos wyrzuciłam w ostatniej chwili, bo wydawało mi się, że namieszam tym w głowach, chociaż teraz myślę, że może powinnam jednak o nim wspomnieć?

      Dziękuję bardzo za komentarz i pozdrawiam 🙂

    1. Zgadza się i jest to certyfikat włoski. Wydaje mi się jednak, że te, które wymieniłam sa tymi najbardziej popularnymi. Do ostatniego momentu zastanawiałam się też nad NaTrue. Celowo pominęłam natomiast Cosmos, bo wydaje mi się, że to już by zamieszało w głowach 🙂

  3. Bardzo ciekawy i dobrze napisany post! Oczywiście masz rację, że czytanie składów to podstawa, ale dla osób, które nie chcą/nie umieją/nie mają czasu albo ochoty analizować listy INCI, certyfikaty (oczywiście te, o których piszesz czyli te naprawdę godne zaufania) to świetna wskazówka czy warto kupić produkt czy nie. Niestety greenwashing ma się świetnie, więc myślę, że certyfikaty są dobrą i czytelną informacją!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close