Bez cesarki i lekarza, czyli o ciąży i porodzie w Norwegii

Ciąża i poród prowadzone przez położną, minimum ingerencji w poród z zewnątrz, ograniczenie ilości badań do niezbędnego minimum i poddanie się siłom natury – tak w skrócie można określić to, jak wyglądają ciąża i poród w Norwegii.

Moja przeprowadzka do Norwegii zbiegła się z początkiem 27 tygodnia ciąży. Przygotowania do przyjazdu tutaj poprzedziło poszukiwanie informacji o tym, w jaki sposób prowadzi się tutaj ciążę, czy powinnam wykonać jakieś dodatkowe badania (których w Polsce na przykład standardowo się nie wykonuje) oraz zapoznania się z opiniami na temat szpitala położniczego (w Bergen jest tylko jeden) oraz lekarzy, którzy ewentualnie mogliby moją ciążę prowadzić. To wszystko czego zdążyłam się dowiedzieć, trochę mnie zaskoczyło. Całej reszty dowiedziałam się już na miejscu i muszę przyznać, że elementów zaskoczenia było jeszcze więcej. Ale po kolei.

Ciąża i poród w Norwegii – co może zaskoczyć?

Pierwszą i chyba zasadniczą różnicą pomiędzy sposobem prowadzenia ciąży w Polsce i Norwegii jest ta, że w Norwegii ciążę uznaje się dopiero od 13 tygodnia, czyli od początku drugiego trymestru. To właśnie po upływie tego czasu kobiety zgłaszają się do lekarza, mają robione badania krwi stwierdzające ciążę, a także badania, które standardowo wykonuje się i u nas (m.in. grupa krwi). Podczas tej wizyty zakładana jest też karta ciąży i ustalany termin kolejnej wizyty. W Norwegii (tak, jak w Polsce) opieka medyczna dla kobiet w ciąży jest bezpłatna, jednak założenie jest takie, że kobiecie przysługuje przez cały okres ciąży 9 wizyt, za które nie musi płacić. Jedną z tych wizyt jest badanie USG, na które ciężarna jest zapraszana w 18 tygodniu ciąży. I jest to jedyne USG, które się tutaj podczas ciąży robi, o ile oczywiście ciąża przebiega prawidłowo. Badanie USG wykonywane jest w klinice położniczej, jest bardzo szczegółowe, odbywa się na nowoczesnym sprzęcie i w technologii 3D (a może 4D?) i jest bezpłatne. Pomimo tego, że 18 tydzień ciąży już dawno był za mną, również otrzymałam zaproszenie to badanie i bardzo miło je wspominam.

W Norwegii ciąża traktowana jest jako zupełnie normalny stan i mam wrażenie, że jest to zupełnie inny sposób postrzegania ciąży od tego, jaki mamy w Polsce.

Ilość badań i wizyt u lekarza jest tu ograniczona do naprawdę niezbędnego minimum. Nie ma czegoś takiego, jak zwolnienie lekarskie od pierwszych dni ciąży. Oczywiście jeśli kobieta czuje się bardzo źle, to nie musi chodzić do pracy. Sama może też zadecydować o zmianie systemu pracy np. na 1/2 etatu. Jednak kobiety w Norwegii są z reguły bardzo aktywne i przebiegająca prawidłowo ciąża nie zmienia ich trybu życia. Raczej nie spotyka się tu z postawą typu: jestem w ciąży – nie muszę pracować, bo i tak mi będą przez 9 miesięcy płacić. Takie podejście jak najbardziej mi się podoba, bo zarówno w pierwszej, jak i drugiej ciąży niemal do samego końca nie luzowałam sobie z pracą. Oczywiście w drugiej było o wiele łatwiej, bo pracowałam w domu. W pierwszej ciąży natomiast codziennie dojeżdżałam do pracy po 20 km w jedną stronę autobusem PKS, miałam nienormowany czas pracy, często musiałam jednego dnia być w kilku miejscach i jeszcze nadrabiać niedokończone sprawy wieczorami w domu. I takim sposobem przepracowałam niemal całą ciążę, bo na zwolnienie poszłam dopiero w 38 tygodniu.

Bez cesarki i lekarza, czyli o ciąży i porodzie w Norwegii

Kolejną ciekawostką dotyczącą ciąży w Norwegii jest to, że nie prowadzi jej ginekolog ani lekarz położnik, a lekarz pierwszego kontaktu (czyli lekarz rodzinny). Mało tego – kobieta decyduje, czy chce, żeby ciąża była prowadzona przez lekarza, czy położną. I może zdecydować się też na system mieszany, czyli przez całą ciążę być pod opieką i położnej i lekarza. Z tego, co wiem, najczęściej wybieraną przez ciężarne w Norwegii jest opieka położnej. I nie jest to zaskakujące, w końcu położna jest do prowadzenia ciąży i przygotowania kobiety do porodu przygotowana lepiej od lekarza rodzinnego.

Jak wygląda wizyta u położnej? Na każde spotkanie trzeba zabrać ze sobą próbkę moczu do badań. Podczas wizyty sprawdzana jest waga, mierzony brzuch, położna słucha też tętna płodu (bez użycia USG!). Po standardowych badaniach jest czas na to, aby porozmawiać. O wszystkim. O samopoczuciu, obawach i niepokoju związanym z porodem, o diecie w ciąży, o wyprawce dla dziecka, o tym, jak przygotować się do porodu itd.

To również położna, a nie lekarz, towarzyszy kobiecie na sali porodowej. Ja podczas porodu nie miałam żadnego konaktu z lekarzem. Poza położną, która przyjmowała mnie na oddział i towarzyszyła nam przez cały okres porodu oraz położną, która asystowała już w ostatniej fazie porodu, żadnego innego personelu medycznego nie widziałam. I muszę przyznać, że było to dla mnie bardzo komfortowe.

W Norwegii bardzo duży nacisk kładzie się na poród naturalny, bez jakichkolwiek interwencji medycznych. Cięcie cesarskie jest robione tylko i wyłącznie w uzasadnionych przypadkach i jest naprawdę rzadkością.

Cesarka na życzenie? O czymś takim w ogóle nie ma mowy!

Nacięcie krocza, czy lewatywa też nie są wykonywane rutynowo, podobnie, jak znieczulenie zewnątrzoponowe, które jest bezpłatne i jak najbardziej kobiecie przysługuje możliwość, by z niego skorzystać. Ja urodziłam bez znieczulenia, chociaż był to jeden z pierwszych punktów w moim planie porodu. Jednak akcja porodowa potoczyła się u mnie dość szybko (urodziłam w ciągu 2 godzin od momentu przyjazdu do szpitala), a podanie znieczulenia mogłoby ją niepotrzebnie spowolnić. Skorzystałam więc z naturalnej metody uśmierzania bólu i większą część porodu spędziłam w wannie. Położna proponowała mi także akupunkturę, ale nie przepadam za igłami, więc się nie zdecydowałam.

Cały poród, a także pobyt na sali poporodowej wspominam bardzo dobrze. Tak, jak już wspomniałam – podczas porodu położna była przez cały czas z nami. Była uśmiechnięta, bardzo miła i wspierająca. Dodawała otuchy, co kilka minut słyszałam, jaka to ja jestem dzielna i jak pięknie oddycham 🙂 W sali, w której rodziłam, nie było nikogo poza nami. Panował przyjemny (jak na szpital) nastrój, światło było przygaszone, paliły się świece, wejście do sali (nazwałabym ją raczej pokojem narodzin) było zasłonięte parawanem.

Po porodzie synek od razu trafił w moje ramiona i został ze mną przez ponad 2 godziny, większość czasu spędzając przy piersi. Dopiero po tym czasie, gdy już zasnął, mój mąż wspólnie z położną zważyli go i zmierzyli (wszystko odbywało się w tej sali, gdzie rodziłam). Tutaj też maluszek miał pobraną krew do badań, także nawet na chwilę nie został od nas zabrany. Lekarz zbadał go dopiero po kilku godzinach po narodzinach i wszystko również odbyło się w naszej obecności.

Zauważyłam, że duży nacisk kładzie się tutaj na bliski kontakt mamy i dziecka w pierwszych godzinach po porodzie oraz na karmienie piersią. Położne służą pomocą (jeśli występują jakiekolwiek problemy) i bardzo wspierają, jeśli w pierwszych godzinach karmienie sprawia problemy. Już po powrocie do domu przez cały czas można korzystać ze wsparcia położnej z najbliższej przychodni oraz grup wsparcia laktacyjnego. Z tego, co słyszałam, większość Norweżek karmi piersią przynajmniej przez 12 miesięcy.

To, co chciałabym podkreślić, to to, że wszystko jest tutaj konsultowane z rodząca i o niemal każdej czynności podczas porodu jest się informowaną. Jeśli nie wyrażam na coś zgody, to jest to szanowane i w pełni respektowane. Personel szpitala stara się także zapewnić kobiecie i jej partnerowi podczas porodu (a także już po porodzie) maksimum prywatności i intymności. Tak, żeby w razie potrzeby być i służyć pomocą, ale jednocześnie nie przeszkadzać.

O przyjeździe do szpitala, czyli o tym, że akcja porodowa już się rozpoczęła należy poinformować telefonicznie. Dzięki temu personel szpitala jest już przygotowany na nasze przybycie. Nie ma jednak co się spieszyć z przyjazdem, bo jeśli akcja porodowa dopiero się rozpoczyna, skurcze są rzadkie i nieregularne itd. istnieje duże prawdopodobieństwo odesłania rodzącej do domu.

Myślę, że warto też wspomnieć o tym, że jadąc do szpitala, zamiast dużej podróżnej torby wystarczy zabrać ze sobą małą torebkę z telefonem i kapciami 🙂 Wszystko dla dzidziusia (pieluszki, kosmetyki do mycia, kaftaniki, kocyki) i młodej mamy (podkłady, podpaski, koszule do spania, płyny do mycia) jest tutaj zapewnione. Zaskakiwać może również wyżywienie w formie samoobsługowego bufetu, gdzie można sobie wybrać do zjedzenia to, na co ma się akurat ochotę i przez cały czas można napić się ciepłej kawy, czy herbaty.

I ostatnia ciekawostka na koniec – to rodząca sama decyduje o tym, jak długo chce pozostać w szpitalu po porodzie. Jeśli czuje się na siłach, a maluszek jest zdrowy, ze szpitala może wyjść tego samego dnia, kiedy urodziła.

Decydując się na przeprowadzkę do Norwegii w zaawansowanej już ciąży byłam pełna obaw, czy oby na pewno jest to dobry pomysł. Szybko jednak przekonałam się, że kobiety w ciąży mają tu naprawdę dobrą opiekę, która – wbrew temu, co można przeczytać na wielu forach i grupach dyskusyjnych w sieci – jest na wystarczającym poziomie i pozwala poczuć, że ciąża to nie choroba. Bo niestety mam wrażenie, że tak właśnie w Polsce ją traktujemy. Ilość wizyt u lekarza, badań krwi, często comiesięczne badania USG i zwolnienie lekarskie od pierwszych tygodni ciąży – mam wrażenie, że tak wygląda coraz więcej ciąż w Polsce. Podobnie poród – nigdy nie byłam i nie będę zwolenniczką cesarki na życzenie, a przeczytałam mnóstwo narzekań na temat tego, że nie można tutaj z takiej możliwości skorzystać oraz, że porodów nie przyspiesza się przez podanie oksytocyny. Ale czy w polskich szpitalach jest możliwosć, aby korzystać z nich do woli? Z tego, co wiem, chyba też nie.

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis Was zainteresował. Jeśli macie jakieś pytania, albo chcecie podzielić się swoimi doświaczeniami i przemyśleniami odnośnie ciąży i porodu, piszcie śmiało. Dajcie też znać, czy wpisy dotyczące moich spostrzeżeń, doświaczeń i przemyśleń o mieszkania i życiu w Norwegii Was ciekawią i chcecie o nich czytać w kolejnych wpisach na blogu. 

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Woskowijka - less waste w kuchni

Woskowijka – ekologiczna i wielorazowa alternatywa dla folii spożywczej i aluminiowej

Jagodzianki z kruszonką – przepis na najlepsze drożdżówki z jagodami

Gofry gryczane bezglutenowe

Gofry z mąki gryczanej

Wakacyjna apteczka

Wakacyjna apteczka – co do niej zapakować? Praktyczna lista do pobrania

22 thoughts on “Bez cesarki i lekarza, czyli o ciąży i porodzie w Norwegii”

  1. Bardzo interesujący wpis. Opieka w Norwegii wydaje się ograniczona w minimum, jak i w UK. Poród miałaś jak marzenie – to ograniczenie do minimum i kontakt „skóra do skóry” przez 2 godziny, coś wspaniałego! Super, że macie dobrą opiekę laktacyjną, ja drżę na samą myśl, że będą mi dokarmiać dziecko w szpitalu, ale już zaopatrzyłam się w odpowiednią lekturę i chyba będę rodzić z doulą.

    Mam trochę inaczej niż u Ciebie – ja za 2 tygodnie, w 32 tygodniu ciąży przeprowadzam się do Polski i czeka mnie mnóstwo badań, które są obowiązkowe przed porodem w Polsce.Trochę się ich obawiam, bo tutaj przez całą ciążę nie miałam żadnego badania ginekologicznego. A tu jakieś wymazy i inne cuda;)

    Z drugiej strony, muszę też przyznać, że przeraża mnie trochę, że czuję się zostawiona sama sobie w UK – na każdej wizycie co 4 tygodnie mam badany tylko mocz i ciśnienie, czasami bicie serca dziecka. Położna lub lekarz pierwszego kontaktu w ogóle nie zagląda do mojej karty ciąży, tylko pyta czy wszystko ok. Na końcu uzupełnia swoją rubryczkę i tyle;) Konfrontując to z grupą mam na FB, którą rodzą w tym samym czasie w Polsce, czuję się bardzo do tyłu;)

    Ciążę znoszę bardzo dobrze, za kilka dni przechodzę na macierzyński, ale pracuje fizycznie, więc jest mi coraz ciężej. Też nie podoba mi się podejście „jestem w ciąży, to mi się należy” czy odchodzenie na chorobowe w dniu pojawienia się dwóch kresek na teście. Rozumiem odosobnione przypadki, jednak w Polsce z tego prawa korzysta większość kobiet.

    Pisz jak najwięcej o życiu w Norwegii, chętnie poczytam:)

  2. Wow wow wow…. czytałam to jak najpiękniejszą bajkę 🙂 mnie właśnie ta ilość badań w PL zatrważa, traktuje się ciążę jak nie wiem co by to było, ja w pierwszej ciąży trafiłam do lekarki która wysłała mnie łącznie na chyba 8 usg… a w ostatnich tygodniach miałam chodzić na badanie krwi raz na tydzień, masakra. Potem się upierała że mam wywołać od razu po terminie, ale się zaparłam i nie zgodziłam. Choć koniec końców wywoływany poród miałam i bardzo kiepsko go wspominam. Może nie był najgorszy ale drugi raz zrobię wszystko żeby nie wywoływać. Najważniejsze dla mnie że udało się sn. Z plusów to faktycznie ten kontakt 2h był, ale niestety przerwany na szybkie badania bo nie praktykują badań na mamie albo później. Z tym wyjściem że szpitala też wspaniale, mi się strasznie te dwa dni dłużyły!
    Super że masz takie dobre wspomnienia mimo początkowych obaw związanych z porodem w obcym kraju 🙂

    A ja chętne poczytam o tym co Ci się podoba / nie podoba w życiu tam, tak porównując do Polski 🙂 ale to pewnie będziesz miała więcej wniosków z czasem 🙂

  3. No to widzę wiele podobieństw do Szwecji, chociaż ja miałam cesarkę (tutaj również kładzie się nacisk na poród siłami natury, ale jak ktoś ma wskazania to nie robią żadnych problemów). Po porodzie miałam Lili od razu przy piersi i tak się nie rozstawałyśmy do wyjścia ze szpitala. Spała z nami w łóżku (mąż był z nami te 2 dni w szpitalu), ponieważ to był sierpień powiedziano nam żeby nie zakładać jej niczego poza pieluszką, więc większość czasu spędziła na mnie lub na Arku. To było niesamowite doświadczenie. W Polsce zabrano mi Mati na całą noc, nie pozwolili mi się ją opiekować tuż po operacji, beznadzieja. W SE żadnych zabiegów medycznych i badań bez obecności rodziców. Posiłek zjadłam chyba 2 h po operacji. Dla mnie ten poród był 200% lepszy niż pierwszy. A jeżeli chodzi o opiekę, to pisałam na blogu o tym (jak chcesz to zajrzyj, opisywałam też sam poród). Również po 13 tygodniu pierwsza wizyta, żadnych badań ginekologicznych, picia glukozy, bezsensownego pobierania krwi (tylko z palca na standardowych, na pierwszej te o których pisałaś). Zdecydowanie mniej inwazyjne podejście o mi bardzo odpowiadało. A u mnie w ogóle ciążę prowadziła położna, lekaża widziałam raz jak rozmawiałam o moich problemach przy pierwszym porodzie i tyle. Mi opieka nad ciężarną bardzo pasowała, więc jakby coś kiedyś 😉 to tu z chęcią!

    1. Czytajac wasze doswiadczenia zaluje ze niedawno z partnerem przeprowadzilismy sie do Polski. Chyba bede przedluzac ile moge planowanie rodziny do czasu, az gdzies znowu wyjedziemy:)

      Olga, mimo tego ze porod mnie wciaz przeraza, czytajac Twoj opis wszystko wydaje sie byc tak latwe i uspokajajace. Moze powinnas pomyslec o karierze jakiegos coacha ciazowego? Wroze kariere 🙂
      I jak najbardziej duzo postow z Norwegii prosze!
      Pozdrawiam goraco i duzo zdrowia dla was.

      1. Marino, mnie poród też przeraża, pomimo, że dwa mam już za sobą. Nie da się ukryć, że jest to ból i bardzo duży wysiłek. Dlatego uważam, że bardzo ważne są warunki, w jakich rodzimy. Tutaj w NO poród w szpitalu odbywa sie w tak kameralnej atomsferze, że można poczuć się niemal jak w domu, ze świadomością, że ma się jednak dobrą opiekę odpowiednio przygotowanego, ale bardzo dyskretnego personelu. I to właśnie cała ta otoczka decyduje o tym, jak wspominamy poród. Bo o bólu zapomina się od razu, gdy tylko maluszek ląduje na twojej piersi.
        Pozdrawiam i ślę buziaki 🙂

    2. Dla mnie to, że Natan spędził przy piersi pierwsze kilkadziesiąt minut po porodzie było niesamowitym doświadczeniem. I podobnie, jak u Was – miałam go cały czas przy sobie, nikt się nie czepiał, że mam go w łóżku, wszystkie badania były robione w mojej obecności i za moją zgodą. I chociaż mam również dobre wspomnienia z porodu w Polsce, to jednak ten tutaj będę wspominać dużo, dużo lepiej 🙂

  4. Bardzo ciekawy i rzeczowy artykuł. Rzeczywiście różnice są spore, niektóre bardzo mi się podobają, inne trochę mniej. Wolałabym chyba być prowadzona przez lekarza ginekologa i mieć zleconą większą ilość badań, ale ten kontakt z dzieckiem po porodzie i szybsze wypuszczanie do domu (jeśli wszystko jest ok) jest super. Gratuluję jeszcze raz i życzę Wam dużo zdrówka. 🙂

  5. Bardzo wartościowy artykuł! Co prawda macierzyństwo jeszcze raczej dłuuugo przede mną, ale uwielbiam czytać o macierzyństwie. Warto wiedzieć jak to wygląda w innych krajach, szczególnie w czasach emigracji z Polski. Bardzo mi się podoba to, że podkreśla się fakt, że ciąża to stan naturalny, a nie jakaś choroba. W Polsce mamy z tym duży problem niestety. Pisz jak najwięcej o Norwegii, śledzę te teksty z bardzo dużym zainteresowaniem!

    Edit: z tym brzuszkiem wyglądasz niezwykle uroczo! Ale z dzidziusiem już po tej stronie jeszcze bardziej! 🙂

  6. Chyba się tam przeprowadzę jak kiedyś będę w ciąży 😛 😀 Bardzo mi się podoba takie podejście i uważam, że nie można traktować ciąży jak chorobę. Z tego co widzę w Polsce się przesadza, wszystko robi się na zaś. Najbardziej mnie z tego wszystkiego przeraża to, że w PL chyba często robią nacięcie krocza. Nie mogę sobie tego wyobrazić, i nie chciałabym tego mieć. Tylko nie wiem czy ode mnie coś będzie zależało.

  7. Aż się chce rodzić! 🙂
    W Polsce poród również przebiega przede wszystkim w towarzystwie położnej, więc byłoby wspaniale, gdyby ta sama położna mogła prowadzić ciążę – to ma ogromny wpływ na poczucie bezpieczeństwa rodzącej!
    Ciekawa jestem, jak w Norwegii podeszliby do moich dwóch cięć cesarskich (nie na życzenie). VBAC po jednym cc jest jak najbardziej możliwy, ale po dwóch cc szanse na poród siłami natury maleją. Zresztą po co ja się zastanawiam, trzeciej ciąży nie planuję, więc raczej już się nie przekonam 😉
    A propos USG, to czytałam gdzieś ostatnio, że promieniowanie może źle wpływać na zdrowie maluszka, ale lekarze nadal masowo stosują to badanie, bo uważają, że jego rola diagnostyczna jest ważniejsza. W każdym razie badań USG nie powinno być więcej niż 3 w trakcie ciąży. Jak znajdę ten artykuł, to wrzucę link.

  8. Wspaniałe podejście. W Polsce też nie jest aż tak źle, jakby się mogło wydawać. W każdym razie nie wszędzie. Coraz więcej ma do powiedzenia wykwalifikowana położna a szpitale stawiają na naturalność i kontakt dziecka z matką. No i na koniec… Raz jeszcze gratuluję 🙂

    1. Ja z porodu w PL mam bardzo dobre wspomniania, ale rodziłam w prywatnej klinice i z tego, co wiem, w placówkach państwowych bywa różnie. Ale zgadzam się i widzę to, że podejście do porodów bardzo się zmienia, co bardzo mnie cieszy 🙂

  9. Moim zdaniem to pierwszy trymestr jest najważniejszy. W pierwszym tworzy się człowiek i wykształcają najważniejsze organy. Co do porodu to urodziłam w samochodzie, z pomocą męża. Tak, tak… nie zdążyliśmy do szpitala. Moje dziecko widziało najpierw tatę, słońce i mnie. : ) Było łatwiej niż w szpitalu. Spokojniej i razem. Myślę, że porody w domu to pewnie cudowna sprawa… tylko ta obawa przed komplikacjami.

    1. To, że pierwszy trymestr jest bardzo ważny, nie jest w NO negowane. Kobiety przyjmują kwas foliowy i witaminy, jeśli źle się czują, pozostają w domu. A to, że badanie potwierdzające obecność ciąży wykonuje się dopiero po 12 tygodniach wynika z tego, że w pierwszych tygodniach często dochodzi do samoistnego poronienia, na które nie mamy wpływu, więc lekarze wolą chwilę poczekać, aż ten najbardziej ryzykowny czas minie. Ja sama, chociaż ciążę miałam stwierdzoną w 5 tc. na kartę musiałam poczekać do 14 tc. (będąc jeszcze w PL).

      A co do Twojego porodu – WOW WOW WOW! Zawsze mi się wydawało, że takie rzeczy to tylko w filmach 🙂 Zgadzam się, że poród domowy musi być cudownym przeżyciem, a komplikacje, no cóż, mogą pojawić się też w szpitalu 🙂

      Pozdrawiam i życzę dobrego dnia 🙂

      1. Tak myślałam, że wynika to z wysokiego ryzyka poronień. Nie mniej jednak jestem zdania, że to w tym okresie kobieta musi o siebie najbardziej dbać i bardzo uważać. 🙂

        Też myślałam, że takie rzeczy tylko w filmach. Kiedy wszyscy załamywali ręce przed porodem, że jak ja sama, z dziećmi zdążę do szpitala. Przecież to daleko. Mówiłam, że to nie film i nie urodzę przecież w samochodzie. Rodzenie trwa… a jednak! : ) Wiesz, nawet wsiadając do auta nie miałam świadomości, że tak to się skończy. Wezwałabym karetkę. A tak. Moje dziecko ma wpisane w akcie urodzenia: „poród uliczny” 🙂 a godzinę określaliśmy sami.

  10. Piękny post, świetnie napisany i w bardzo pozytywnym tonie. Wszędzie powinni tak dbać i troszczyć się o kobiety i o ich komfort psychiczny. Takie świeczki i intymna atmosfera musi być bardzo pomocna i lepsza niż zimne, jasne , surowe wnętrze sali szpitalnej….również dla bobasa:) Pokój narodzin to piękna nazwa, powinna na stałe wejść do naszego słownika:)

  11. Bardzo fajnie, że piszesz o różnicach w podejściu do ciąży na porodu porównując Polskę i Norwegię. Z jednej strony stawianie na kontakt matki z dzieckiem zaraz po porodzie zdecydowanie na plus, ale będąc szczególnie w pierwszej ciąży chyba wolałybyśmy mieć wykonywane więcej badań, aby mieć pewność, że z nami i dzidziusiem wszystko w porządku.
    Jeszcze raz gratulujemy narodzin synka!

  12. Wow! Z Twojego opisu Norwegia wydaje się być wręcz idealnym krajem na ciążę i poród:) Sam fakt intymności, rodzenia indywidualnie, a nie w sali z kilkoma zy kilkunastoma kobietami, gdzie personel biega między nimi, powoduje, że na fakt porodu patrzy się nieco inaczej.
    A fakty bycia z dzieckiem od razu po porodzie, w sensie, że nie zabierają malucha od razu po porodzie na kilka godzin, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie można zeobić dla budowania więzi matki i dziecka….Wiele bacań to potwierdza, ze dziecko dane od razu po porodzie (nie wazne cesarka czy porod natulatny) na rece, gdzie maluch moze wsluchac sie w bicie serca matki bardzo mocno wplywa na budowanie wiezi…

    Chcialabym, zeby wszystkie kobiety mialy takie wspomnienia z porodu, niezaleznie od tego, w jakim kraju rodzą. Ten spokoj, więź, intymność i odpowiednia armosfera, zwyczajnie należą się i okobiecie i dziecku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close