Co fajnego jest w bieganiu?

Co fajnego jest w bieganiu? To pytanie zadaję sobie od kiedy pamiętam. Bo biegania nigdy mnie nie kręciło. Nie umiałam znaleźć w nim nic fajnego. Bo zmęczenie, kolka, zadyszka i pot na czole fajne nie są. I do pozytywnych stron biegania raczej zaliczyć ich nie można.

Nigdy nie byłam fanką biegania. Pamiętam dobrze te dramatyczne lekcje wychowania fizycznego w liceum, kiedy trzeba było zaliczyć bieganie na 1000 m. Nie wiem, co sprawiało, że był to dla mnie dystans nie do pokonania. Po paru metrach miałam problem ze złapaniem oddechu i brakowało mi tchu. Kiedy koleżanki były coraz bardziej z przodu, łapała mnie kolka. W końcu, pozostając już na szarym końcu ze świadomością, że i tak będę ostatnia, symulowałam potknięcie. Do mety kuśtykałam udając, że boli mnie kostka, albo kolano. To oczywiście nie było żadnym usprawiedliwieniem i pała w dzienniku oczywiście musiała się pojawić. Profesor (tak jeszcze w moich licealnych czasach nazywało się nauczycieli) chyba wiedział, że udaję. A ja coraz bardziej nie lubiłam biegania.

Na studiach biegać już nie musiałam. Co za ulga! Obowiązkowe zajęcia wychowania fizycznego zaliczyłam w dwa  semestry, a na żadnych zajęciach nie padło znienawidzone słowo – bieganie. Ale pewnego wieczoru, namówiona przez współlokatorkę, wyszłam z nią pobiegać. Cierpliwa to była dziewczyna i odkryła przede mną wielką tajemnicę biegania. Żeby biec bez zadyszki, bez bólu w klatce piersiowej i bez kolki, trzeba oddychać. Dobrze oddychać. Nie łapać oddech otwartą buzią i tak samo oddech wypuszczać. Jakie to było trudne do opanowania! Ale za to…pomagało biegać! To wtedy pierwszy raz przebiegłam nie 1000 m, ale 3000 m. I poczułam, że to może być fajne. I pewnie bym się wtedy z bieganiem  zaprzyjaźniła, gdyby nie lenistwo. Bo żeby pobiegać trzeba podnieść dupę z kanapy, założyć buty i wyjść z domu. To jeszcze byłam w stanie zrobić. Zresztą musiałam, bo miałam psa, którego trzeba było na podwórko kilka razy dziennie wyprowadzić. Ale żeby tak pobiegać? E tam! Przecież wieje, pada, zimno, gorąco, nie mam kurtki, nie mam butów, nie mam czasu, nie ma chęci…A poza tym to bieganie wcale nie jest fajne.

Nadal tak twierdzę. Ale to się zaczyna zmieniać. Dzisiaj biegałam. Pisząc ten post mam jeszcze czerwone policzki i przyspieszone tętno. Biegałam też przedwczoraj. I przedprzedwczoraj też. I jutro też pójdę biegać. Postawiłam sobie cel – będę biegać. Tak, jak biega cała Polska. I polubię bieganie. Bo jeśli tego nie zrobię, nie będzie mi to sprawiało przyjemności. A ciężko jest zmusić się do robienia czegoś, czego się nie lubi. Dlatego od kilku dni zaprzyjaźniam się z bieganiem. Mam piękne buty! Dostałam od męża, który nie wiedząc czemu, mocno we mnie wierzy. Więc biegam, żeby mieć te wspaniałe, różowe buty na nogach. Z nikim się nie ścigam. Biegam w swoim tempie. Kontroluję oddech. Tak  bardzo się na tym koncentruję, że nie myślę o niczym innym. Totalnie się przy odprężam i resetuję. Próbuję się uśmiechać. Jest ciężko. Pokonuję siebie. Z każdym przebiegniętym metrem pokonuję też niechęć do biegania. Uparłam się. I zaczynam dostrzegać jasne strony. Dzisiaj ptaki tak wspaniale śpiewały w lesie! A jutro ma świecić słońce, może uda się opalić twarz?

Jest coś jeszcze. Dobiegłam dzisiaj do miejsca, w którym na lekcjach w-fu biegałyśmy na 60 m. To taki bieg na szybkość. Przytrzymałam się na chwilę, cofnęłam kilka lat wstecz. Widziałam siebie stojącą na końcu kolejki. Zestresowaną. Ze świadomością, że przecież i tak będę miała czas gorszy od koleżanki, z którą biegnę. I pewnie jeden z najgorszych w ogólnej klasyfikacji.

Uśmiechnęłam się i pobiegłam dalej.

 

 

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Przeziębienie w ciąży

Przeziębienie w ciąży – co może pomóc?

Po raz trzeci będę mamą.

Będę mamą po raz trzeci!

20 rzeczy dobrych dla zdrowia, które możesz zrobić jesienią

Domowa kapusta kiszona krok po kroku + przepis na surówkę z kapusty kiszonej z jabłkiem i marchewką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close