Czy Pani się do mnie uśmiecha?

Dlaczego? Przecież się nie znamy.

Początek kwietnia spędziłam w Norwegii. Była to moja pierwsza wizyta na skandynawskiej ziemi i wiele wskazuje na to, że nie ostatnia. Już pierwszego dnia, właściwie niedługo po tym, jak wysiadłam z samolotu, rzuciło mi się w oczy coś dziwnego.


 Zauważyłam, że ludzie, których mijam na ulicy się do mnie uśmiechają.


Tak, do mnie. Wielokrotnie się upewniałam, że uśmiech i krótkie pozdrowienie, czy też przywitanie Hi! są skierowane do mnie.

Dlaczego? O co chodzi?

Mąż tylko się…uśmiechnął. Kochanie, tutaj tak właśnie jest, usłyszałam.

Wsiadamy do autobusu. Uśmiechnięty kierowca, mówi dzień dobry i do widzenia, gdy wysiadamy.

Ja nadal w szoku.

Na deser zakupy w sklepie spożywczym. Stoję w kolejce i co widzę? Uśmiechających się do siebie klientów i kasjerki. I to jeszcze nie wszystko. Oni ze sobą sympatycznie rozmawiają. Taka mała, niezobowiązująca pogawędka przy kasie. Czy ja trafiłam do kraju totalnych wariatów?

Przecież my tutaj, w Polsce nie szczerzymy zębów w uśmiechu do mijanych na ulicy ludzi. Nie witamy się z nieznajomymi. W kolejce do kasy w sklepie przestępujemy z nogi na nogi, niecierpliwiąc się, że stoimy już 5 minut. Wrzucamy zakupy do torby, kartę do czytnika i już nas nie ma. Uśmiech? Dobre słowo? Rozmowa z kasjerką? Pff. O czym ja w ogóle mówię?

No właśnie. O czym jak mówię?

Dlaczego nie uśmiechamy się do siebie na ulicy?

Po powrocie do Polski od razu zderzyłam się z brakiem życzliwości. Takiej zwykłej, ludzkiej. Z typowym przejawem braku manier i podstawowych zasad dobrego wychowania. I zapytałam samą siebie, dlaczego do cholery tak jest?


 Czy naprawdę nie stać nas na tak mały gest, jakim jest uśmiech?


Jako naród mamy wiele powodów do dumy i zadowolenia. Przetrwaliśmy dwie wojny. Podobno mieliśmy duży udział w obaleniu komunizmu. Mamy człowieka, który skakał przez płot i otrzymał Nagrodę Nobla. Zresztą Noblistów mamy więcej. Mieliśmy też wspaniałego papieża. Teraz nasz człowiek przewodniczy Radzie Europejskiej. Z każdej olimpiady nasi sportowcy przywożą medale. A piłkarze w końcu zaczęli wygrywać ważne mecze. I w końcu pokonali Niemców. Kraj się rozwija, bezrobocie podobno maleje.

Oczywiście mamy też powody do niezadowolenia. Ja też jestem absolwentem z dyplomem magistra, który mogę sobie upchnąć głęboko w szufladzie. Płaca minimalna jest na skandalicznym poziomie. Czekanie w wielogodzinnej kolejce do lekarza z dzieckiem na ręku nie daje powodów do radości. A pociągi jeżdżą nadal za wolno i zimą zdarza im się utknąć na kilka godzin w szczerym polu. Jeśli już o zimie mowa, to ta trwa zdecydowanie za długo. A latem słońca oczywiście mogłoby by być więcej.

Lubimy narzekać, ale lubimy też się bawić. Długie weekendy w Polsce to jest coś. W piątkowe i sobotnie wieczory na ulicach widać tłumy uśmiechniętych, młodych ludzi. Nawet na festiwalu w Opolu, którego poziom był, jaki był, nie było widać zasmuconych, skwaszonych twarzy.


 Mimo to, nie potrafimy uśmiechnąć się do siebie na ulicy.


Lubimy za to kątem oka zerkać sobie na innych. Albo spod ciemnych okularów lustrować wzrokiem (przecież tego nie widać, prawda?) osoby mijane na ulicach. Komentujemy stroje, krytykujemy. Robimy to niestety zbyt często. Internet jest pełen hejtu.


 I w tym wszystkim brakuje właśnie przejawów życzliwości. Uśmiechu, który na jedną mikro-sekundę poprawiłby czyjś nastrój. Uśmiechu, który będzie odwzajemniony.
I nie zostanie odebrany jak oznaka wariactwa.


Nie wiem, jak jest w innych krajach. Mało podróżowałam dotąd po świecie. Norwegia zapadła mi jednak głęboko w sercu właśnie z tak prozaicznego powodu, jakim jest uśmiech na ulicy. Chciałabym, aby na naszych ulicach było go więcej.

Myślę, że w uśmiechniętym społeczeństwie żyłoby nam się lepiej. Przyjemniej. I trochę łatwiej.

 

 

 

 

 

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Hej Mazury! Weekend w sercu Mazur – Ruciane-Nida, Ukta, Mikołajki, Kadzidłowo, Pranie

Segregacja śmieci w mieszkaniu. Jak idea zero waste pomaga w utrzymaniu porządku w domu?

Wakacyjna apteczka

Wakacyjna apteczka – co do niej zapakować? Praktyczna lista do pobrania

Malta na własną rękę – ceny, wskazówki i informacje praktyczne

11 thoughts on “Czy Pani się do mnie uśmiecha?”

  1. Zróbmy eksperyment w pobliskim sklepie 🙂 Zacznijmy i my uśmiechać się do zmęczonej pani w kasie, do zdenerwowanego klienta za nami 🙂 Zobaczymy, czy po miesiącu coś się zmieni. Może zarazimy kasjerkę uśmiechem, a ona będzie zarażać innych klientów 🙂 Może to będzie dobry sposób, aby nas trochę obudzić i zasiać odrobinę empatii? Ja zaczynam od poniedziałku? A wiecie, że dobre rzeczy wracają 😉

    1. Podejmuję wyzwanie, chociaż ja uśmiecham się zawsze 🙂 Nie potrafię podejść do kasy, nie mówiąc dzień dobry, nie podziękować za obsługę, pożegnać się. I widzę, że często moja postawa jest zaskoczeniem. Przyjemnym, ale jednak zaskoczeniem. Nie musi tak być. Tak samo, jak nie musimy mijać się na ulicy patrząc na mijanych ludzi z bezdusznym wyrazem twarzy. Często nasz uśmiech może komuś poprawić nastrój i sprawić, że dzień przynajmniej przez minutę będzie lepszy 🙂

  2. Doskonale rozumiem szok i niedowierzanie 🙂 Ja pierwszy raz spotkałam się ze zwykłą, codzienną życzliwością ponad 12tys kilometrów od naszego kraju.
    Próbowałam i dalej próbuję wprowadzać miłą atmosferę w naszym mieście zwykłym „dzień doby” z uśmiechem i „miłego dnia” na do widzenia. Mijanych, na wędrówka po ulubionym Parku Narodowym, też pozdrawiam i czasem zanim ja otworzę buzię, zostaję pozdrowiona pierwsza 🙂 Może jeszcze, lub już, nie jest z nami tak źle?

    1. Ja ostatnio postawiłam sobie za punkt honoru uśmiechać się i witać ze wszystkimi mijanymi podczas biegania spacerowiczami, rowerzystami i innymi biegaczami. Bilans niestety nie jest na plus 🙁 W niedzielę przywitał się ze mną tylko jeden chłopak, którego zresztą spotkałam na ścieżce już dzień wcześniej, więc może uznał, że już się znamy 🙂 Nie poddaję się jednak i próbuję dalej 🙂

  3. Zgadzam się z tobą w zupełności, kiedyś równiez pisałam o tym u siebie 🙂
    Wiedząc to szystko, ja staram się usmiechac do innych, czasami ten drobny gest, robi komuś cały dzień, jak mawiaję amerykanie:)
    To naparwdę kosztuje niewiele, a jest bardzo cenne, nie tylko dla innych ale również dla nas.

    Przesyłam Ci więc usmiech 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close