Jak wygląda obecnie moja dieta i co CHCĘ w niej zmienić

Odpowiedź na pytanie, jak wygląda obecnie moja dieta może być tylko jedna: źle! I niestety jestem tego świadoma, co tylko pogłębia moją frustrację takim stanem rzeczy. Dlatego postanowiłam napisać ten wpis. To będzie taka moja publiczna spowiedź i jednocześnie zapowiedź zmian, z których chcę się przed Wami rozliczać. Mam nadzieję, że mnie zmotywujecie i nie skrytykujecie tak bardzo, jak na to zasługuję 😉

Jeśli jesteście ze mną od samego początku na pewno pamiętacie, że mam za sobą dietę redukcyjną, dzięki której schudłam ponad 20 kilogramów. Ta ogromna nadwaga towarzyszyła mi przez ponad 3 lata po urodzeniu córki. I pomimo wielu samodzielnych prób schudnięcia ponosiłam na tym polu spektakularne porażki.

Waga stała w miejscu do momentu, gdy zdecydowałam się na odchudzanie pod okiem specjalisty. Ułożony przez dietetyka jadłospis i moje uczciwe podejście do diety poskutkowały i w ciągu 8 miesięcy zgubiłam ten ogromny nadbagaż.

Poczułam się lepiej, zaczęłam biegać, odzyskałam energię. I obiecałam sobie, że nigdy więcej!

Chwilę później zaczęłam pisać tego bloga, który dodatkowo motywował mnie do tego, by wprowadzać wciąż nowe, dobre zmiany w moim sposobie odżywiania i przestrzegać zdrowych nawyków.

Druga ciąża była ogromnym sprawdzianem, bo bardzo obawiałam się tego, że znowu przytyję ponad 20 kilogramów. Tym razem przyrost wagi był jednak spokojniejszy, na kilka dni przed porodem waga pokazywała wprawdzie prawie 19 dodatkowych kilogramów, ale już kilka dni po porodzie z tego nadbagażu zostało 10, a kilka tygodni później do redukcji pozostało 7.

I właśnie te 7 kilogramów zaczęło mi ostatnio ciążyć. I wcale nie dlatego, że czuję się gruba, bo tak nie jest, ale dlatego, że spojrzałam uczciwie na swój jadłospis i sposób odżywiania, który gdybym tylko się zmotywowała, wyglądałby o wiele lepiej. I raczej pomógłby mi w tym, żeby pozbyć się dodatkowych kilogramów, a nie trzymać je przy sobie.

Jak wygląda obecnie moja dieta?

Chyba najsensowniej będzie, jak po kolei wypunktuję, co w mojej diecie wymaga zmiany:

brak regularności posiłków i totalny chaos w ich spożywaniu – to, nad czym tak długo pracowałam, czyli regularne zjadanie 5 posiłków o określonych porach przestało obowiązywać po porodzie. Częste karmienia synka, odsypianie nocy, praca w każdym wolnym momencie wprowadziły ogromne zamieszanie w moim jadłospisie. O stałej porze zjadam w tej chwili tylko śniadanie i obiad, pozostałe posiłki często pomijam, albo zjadam, gdy jestem już bardzo głodna. Często w biegu i byle jak.

późne kolacje i wieczorne podjadanie – nigdy nie miałam problemu z jedzeniem późno w nocy, ale przez to, że w ciągu dnia jem nieregularnie i często pomijam posiłki, albo zjadam coś na szybko, wieczorem mój organizm zaczyna upominać się o jedzenie. Bywa też, że kolację jem dopiero o 22, albo i później.

słone przekąski – chyba nigdy w życiu nie jadłam chipsów tak często, jak teraz! Nie objadam się nimi codziennie, ale jak już przychodzi sobota i mamy obejrzeć z mężem jakiś film, albo serial, to nawet o 22.00 potrafię wysłać go do sklepu po wielką paczkę chipsów. Następnego dnia czuję się po nich fatalnie, ale nie przeszkadza mi to w tym, żeby w kolejny weekend znowu się nimi objadać.

za mało warzyw i owoców – ogólnie jemy dużo warzywnych obiadów, ale to za mało, żebym mogła dostarczyć organizmowi niezbędną ilość warzyw i owoców. Tym bardziej, że często w ciągu dnia nie zjem nawet jabłka! A jak już mi się przypomni, żeby sięgnąć po jakiś owoc to zazwyczaj jest to banan zjadany wieczorem, czyli wtedy kiedy według zaleceń owoców jeść nie powinniśmy.

za dużo cukru – niestety, tak jak i z chipsami, zdarza mi się przesadzić z ilością zjedzonych ciasteczek i sięgać po nie zbyt często. To dotyczy także wszelkiego rodzaju placków i placuszków, które jem za często i ciast, które piekę niemal w każdy weekend.

za mało wody – przez pierwsze 3 miesiące po porodzie, gdy synek bardzo często domagał się jedzenia, piłam niemal non stop. Zdarzało się, że dziennie wypijałam nawet 5-6 litrów wody! Za to ostatnio piję jej tak mało, że zdarza mi się odczuwać suchość w gardle i ściągniętą skórę, czyli pierwsze oznaki odwodnienia. Piję za to nawet 5 kaw dziennie…

za dużo węglowodanów – są takie dni, gdy na pierwsze i drugie śniadanie oraz kolację jem kanapki, a na obiad np. makaron. Moje posiłki są mało zróżnicowane, a najczęstszym dodatkiem do kanapek jest masło orzechowe.

Jak sami widzicie jest źle. I aż dziwne, że jedząc tak, jak jem udaje mi się utrzymać wagę na tym samym poziomie. Myślę, że wpływa na to karmienie piersią, które ratuje mnie przed tyciem.

Jak się czuję?

Dieta i sposób odżywiania mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie, więc muszę napisać też o tym, jak te moje jedzeniowe grzechy na mnie wpływają.

Ogólnie nie jest źle. Mam dużo energii, nie narzekam na problemy ze snem i koncentracją. Raczej nie bywam rozdrażniona i poirytowana, chociaż zdarza się, że nerwy trochę mi puszczają. Ale to przy dwójce dzieci chyba normalne 🙂

Odczuwam natomiast coraz większy dyskomfort ze strony układu trawiennego, moja cera zaczyna kaprysić. Bardzo często po zjedzonym posiłku robię się też senna i odczuwam zawroty głowy.

Co CHCĘ zmienić w mojej diecie?

Celowo piszę CHCĘ, unikając słowa muszę. Przymus nie działa na mnie motywująco i zawsze wolę robić to co chcę, a nie to co muszę. Zresztą chyba każdy tak właśnie ma.

Co w takim razie chcę i planuję zmienić w diecie?

♦ Zależy mi przede wszystkim na tym, żeby uregulować częstotliwość zjadanych posiłków, zadbać o ich lepszą jakość i jednocześnie zmniejszyć ich porcje.

♦ Chcę też ograniczyć cukier (ale nie mam na myśli detoksu cukrowego), wyrzucić z diety niezdrowe przekąski, skończyć z podjadaniem.

♦ Zauważyłam, że często po zjedzeniu makaronu mam wzdęcia. Być może chodzi o gluten? Chcę to sprawdzić, ale dopiero za jakiś czas. Teraz na pewno będę dążyła do tego, żeby jeść makaron i ryż maksymalnie raz w tygodniu, przepraszając się z kaszami.

♦ Podobne dolegliwości, jak po makaronie, mam po surowym mleku. Ograniczyłam jego picie do minimum i właściwie dodaję je już tylko do kawy. Na pewno będę chciała to utrzymać, chociaż pewnie najlepiej by było całkowicie z niego zrezygnować.

♦ Pić więcej wody!

♦ Owoce jeść tylko rano.

♦ Codziennie zjadać jakąś sałatkę warzywną albo owocową.

♦ Znaleźć lepszą niż kanapki alternatywę dla kolacji. Tutaj liczę na Wasze podpowiedzi!

Na razie to wszystko, bo wciąż karmię piersią, nie mogę więc pozwolić sobie na zbyt duże ograniczenie kalorii i typową dietę redukcyjną. Poza tym w tym całym słabym sposobie odżywiania codziennie pojawiają się zdrowe posiłki, przyrządzane ze zdrowych produktów, więc nie jest aż tak źle, jakby mogło się wydawać. Ale jednak do poprawy jest bardzo dużo.

Jaki mam plan?

Nie mam żadnego planu, przynajmniej takiego, który byłby spisany na kartce, w komputerze, czy gdziekolwiek indziej. Mam za to wielką potrzebę wprowadzenia tych zmian, o których napisałam.

Będę wprowadzać je stopniowo, dzień po dniu, do momentu, w którym uznam, że jestem na właściwej drodze.

Myślę, że bardzo pomocny będzie Dziennik Obserwacji Organizmu, który kupiłam dawno, dawno temu i który chyba w końcu zacznie być mi bardzo potrzebny.

Zaczęłam już też biegać i chociaż jest to na razie bieganie dość nieregularne (pogoda jest jeszcze bardzo kapryśna), to bardzo motywuje mnie do tego, by wprowadzić zmiany w sposobie odżywiania.

 

No i liczę na Wasze wsparcie, bo teraz gdy już przyznałam się do tego, jak jest źle, będę regularnie informować o moich postępach, albo ich braku. Tak, jak kilka lat temu informowałam mojego dietetyka na comiesięcznych spotkaniach kontrolno-motywacyjnych.

 

Uf! Napisanie tego tekstu nie było łatwe, ale jakoś poszło. I bardzo mnie to zmotywowało do działania! Trzymajcie za mnie kciuki, a jeśli sami też planujecie w najbliższym czasie wprowadzić jakieś zmiany w swojej diecie, koniecznie dajcie mi o tym znać 🙂

 

 

 

 

 

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Przeziębienie w ciąży

Przeziębienie w ciąży – co może pomóc?

Po raz trzeci będę mamą.

Będę mamą po raz trzeci!

20 rzeczy dobrych dla zdrowia, które możesz zrobić jesienią

Domowa kapusta kiszona krok po kroku + przepis na surówkę z kapusty kiszonej z jabłkiem i marchewką

27 thoughts on “Jak wygląda obecnie moja dieta i co CHCĘ w niej zmienić”

  1. Czy Ty pisałaś ten wpis o mnie? Możemy się razem pilnować, bo mam takie same dietowe cele ;). A na kolacje polecam coś na bazie cukinii, np. mini pizze albo serki wiejskie z warzywami. Muszę też do tego wrócić ?? Trzymam kciuki za Ciebie i za siebie!

    1. Cukinia od tygodnia leży nietknięta w lodówce, dobrze że mi o niej przypomniałaś! Jutro ją upiekę razem z batatem. Dzisiaj była granola z jogurtem 🙂 Też trzymam za nas kciuki i liczę na wzajemną motywację 🙂

  2. Jej Olga, nigdy bym nie podejrzewała, że masz na koncie takie małe grzeszki 😉 Z Twoich postów i wrzutek, choć czasem pojawiają się tam ciacha różnej maści, wnioskowałabym raczej coś odwrotnego. No ale cóż, zima rządzi się swoimi prawami i każdy z nas chce coś zmienić na wiosnę.

    1. No bo większość mojego jadłospisu to jednak dobre i zdrowe posiłki, ale nawet one jedzone nieregularnie, w pośpiechu i byle jak mnie nie ratują, zwłaszcza gdy w weekend dorzucę do nich paczkę chipsów 🙂

      1. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy dla zachowania równowagi psychicznej potrzebują od czasu do czasu wyłamać się z własnych ram. Mój rytm najbardziej rozwalają wyjazdy. Z jednej strony bardzo je lubię i ich potrzebuję, z drugiej chętnie wracam do domu do swojego stylu życia. Równowaga jest 😉

  3. Ja jutro zamierzam zrobić spaghetti z cukinii z krewetkami, czosnkiem, chilli, pomidorkami koktajlowymi, serem feta i prażonymi orzechami laskowymi. To akurat bardzo pożywne danie, ale z drugiej strony to będzie taka trochę obiadokolacja. A tak w ogóle ostatnio sporo jem kaszy jaglanej – nie wiem czy ktoś sponsoruje te wszystkie publikacje, ale póki co jaglanka wydaje się super zdrową kaszą i w dodatku mi smakuje (zwłaszcza wytrawnie)! A na kolację możesz jeszcze pomyśleć np. o zupach warzywnych z zielona soczewicą (plus marchewka, cebulka, seler, pietruszka, fasolka szparagowa itd.) – do tego kurkuma i chilli. Oczywiście wszędzie, gdzie się da to chilli dodaje, bo to jednak przyspiesza trawienie. Ja lubię też czerwona herbatę, a na słodycze apetyt zabija mi wieczorne picie matchy. Aha i są dobre wina bezalkoholowe (wytrawne mają naprawdę mało kalorii) i to jest dobra alternatywa dla chipsów w trakcie filmu (ja piję wino z mężem do seriali). 🙂

    1. Często gotuję taką zupę z soczewicy, albo zielone zupy krem, ale na obiad. Chociaż właśnie myślałam nad tym, żeby miseczkę takiej zupy zjeść na kolację, co byłoby zdecydowanie zdrowszą alternatywą dla kolejnej kanapki 🙂

      Wina nie piję, bo po pierwszej ciąży przestało mi smakować, ale w czasach, gdy je lubiłam, to obowiązkowo z jakimś serem, krakersami itd., bo się zaraz głodna robiłam. Więc może lepiej, że jednak nie piję 🙂 Tutaj w Norwegii mamy za to super piwo bezalkoholowe z bardzo małą ilością kalorii, ale piwo bez przekąsek? No nie 🙂

  4. Kochana jestem z Tobą, a można powiedzieć że jedziemy na jednym wózku 😉 co prawda ja miałam straszną chęć na słone grzeszki w ciąży (ale wcale się nią nie usprawiedliwiam), a przed porodem wsunęłam dwa domowe hot dogi (potem się bałam czy ich nie zwrócę ale udało się :D), ale teraz staram się pilnować tyle że do ideału jeszcze daleko.

    Też muszę opracować taki plan w kilku punktach bo inaczej słowa są puste jak kalorie które zdarza mi się zjadać. Powodzenia, wierzę w nas!

    1. A ile w ogóle przybyło Ci w ciąży?

      Wydaje mi się (i może się ze mną zgodzisz), że przy maluszku karmionym piersią na żądanie największym problemem dla mamy jest zachowanie regularności swoich posiłków. Zwłaszcza na początku, gdy karmi się niemal cały czas, a nie zawsze jest w domu ktoś, kto Ci przygotuje i podstawi pod nos posiłek o określonej porze 🙂

      1. w tej za dużo… 😉 ok 16 kg (w pierwszej 12, ale jednak dużo bardziej pilnowałam diety). I zgadzam się z Tobą, ostatnio jak zostałam sama z nimi to prawie 3h próbowałam sobie zrobić coś do jedzenia i nie dało się. Zdecydowanie to problem nr 1 😉

  5. Olga. Wow. To odważny wpis. Trzymam kciuki. Nie znam się na chudnieciu, znam się tylko na wegańskiej diecie i dobrym określaniu sobie celów. Myślę że masz ich za dużo ;). Czy je wszystkie pamiętasz?Określ sobie coś mierzalne go, łatwego do zapamiętania. Np. Miesiąc z sałatkami i owocami zamiast chipsow i słodyczy. Termin końcowy nakreślić ci horyzont, a zasada „no fastfood” zmotywuje do zmiany nawyków (coś trzeba jeść zamiast fastfoodow gdy jesteś glodna). Bez słodyczy i tak schudniesz. Owoce i warzywa maja przeciez mniej kalorii ;). A po miesiącu? Możesz świętować pierwszy sukces i…Zacząć nowy miesiąc ;). Trzymam kciuki i zdecydowanie zajrzę tu za miesiąc ;).

    1. Spokojnie, na pewno nie wszystko na raz, tylko metodą małych kroków będę to ogarniać. Zaczynam od wyregulowania pór posiłków i picia wody. Słodycze już w styczniu zredukowałam niemal do minimum, ale jednak czasami nachodzi mnie jeszcze ochota na kostkę czekolady, albo kilka ciasteczek. Od razu chcę też wyeliminować sobotnie chipsy i popracować nad kolacjami. A reszta trochę później 🙂

  6. Olga gratuluję po pierwsze odwagi do napisania tego tekstu po drugie uświadomienia sobie problemu, bo to pierwszy krok do zmian 🙂 Bardzo ci kibicuję i wierzę, że ci się uda. Już to robiłaś więc wiesz co i jak.
    Czytając o twoich dolegliwościach od razu nasunęły mi się dwie myśli. Nadwrażliwość na gluten i nabiał. To dwa najbardziej alergenne produkty. Przydałoby się wzmocnić jelita, bo z tego co piszesz może to świadczyć o ich rozszczelnieniu (tak właśnie wpływa pszenica i nabiał na nie) i zadbać o równowagę flory. Zastanów się czy nie dorzucić do tego planu dobrego probiotyku i kiszonek – oczywiście jeśli możesz ze względu na młodego 🙂

    1. Dziękuję!

      Właśnie tak czułam, że napisanie tego wpisu będzie takim pierwszym krokiem, który powinnam była postawić już dawno, ale wiesz, jak czasami z tym trudno.

      Zamówiłam sobie właśnie książkę „Food Pharmacy”, bo myślę, że rzeczywiście moje jelita wymagają małej regeneracji. I zastanawiam się nad ograniczeniem glutenu i nabiału, chociaż własnie mam wątpliwości, czy oby na pewno nabiał mi szkodzi. Bo z jednej strony czuję jakieś dolegliwości po mleku, ale już np. po jogurcie nie. Z kolei pszenica – nie mam co do niej złudzeń i chcę, żeby było jej w mojej diecie (i mojej rodziny) jak najmniej.

      Czy polecisz mi jakiś dobry probiotyk?

      A kiszonki…wiem, że dobre. Ale…ciężko tu z nimi, a poza tym, niespecjalnie lubię 😉

      1. Mój egzemplarz Food Pharmacy zaginął razem z innymi ksiązkami i kosmetykami. Czekam na przesyłkę już od kilku tygodni, ale ślad po niej zaginął. 🙁
        Nabiał niestety/stety głównie szkodzi. Większość ludzi bardzo źle trawi nabiał niezdając sobie z tego sprawy. U dzieci można to łatwo zaobserwować albo biegunką, albo zaparciami. Do tego zakwasza organizm i powoduje nadmierną produkcję śluzu. Na przykład z tego powodu powinno się go unikać w przypadku przeziebień. Poza tym masa w nim zanieczyszczeń i hormonów. Badania wykazują zwiększone ryzyko zachorowania na cukrzycę u dzieci, które od wczesnych lat były karmione nabiałem. No i do tego jeszcze osłabienie kości. Paradoksalnie największa zachorowalność na osteoporozę jest w krajach, gdzie występuje największe spożycie mleka. To co piszesz o jogurcie (może tak być również w przypadku kefiru i maślanki) to faktycznie jest tak, że lepiej tolerujemy te produkty z tego względu, że są ona nadtrawione przez bakterie – coś w podobie kiszonek :).

        Ja kupuje swój probiotyk w lokalnym sklepie ze zdrową żywnością i zazwyczaj wybieram te które są na promocji i mają jak najwięcej kultur bakterii. To właśnie na to trzeba zwracać uwagę przy wyborze. Na początek możesz brać rano i wieczorem jedną kapsułkę, a po kilku tygodniach raz dziennie. No i probiotyk to coś co powinno brać się przed długi okres czasu. Podobno nawet do roku, bo bardzo trudno odbudować florę bakteryjną w szczególności jeśli braliśmy w swoim życiu antybiotyki. Mój naturopata powiedział mi, że wystarczy jeden raz w życiu wziąć antybiotyk, a już nigdy możemy nie powrócić do takiej flory jaką mieliśmy. 🙁 Polecił mi też Bio-Kult (były niezłe), a teraz biorę (o ile się nie mylę) firmy Lifeplan. Niezłe proiotyki sa na iHerb, więc może tam popatrz jeśli będziesz ponownie coś zamawiać.

        Ja kiszonki nawet lubię, ale raz na jakiś czas 🙁 W Polsce jadłam częściej, bo miałam lepszy dostęp. Tutaj tylko polskie sklepy zostają, a te kwaszone produkty w plastikowych foliach mnie nie zachęcają.

        1. To, co napisałaś o mleku i nabiale niestety wiem. I przez bardzo długi czas, gdy Lena przechodziła infekcję za infekcją ograniczyłam je niemal do zera, ale teraz, jak już jest dobrze, pozwalamy sobie i to dość często. Chcę jednak z nabiału w znacznym stopniu zrezygnować i będę próbować to robić.

          Zainteresowałaś mnie tymi probiotykami bardzo. Czy mogłabyś w wolnej chwili popatrzeć ofertę iHerb i podesłać mi kilka, Twoim zdaniem dobrych, probiotyków? Jest ich tam dużo i nie wiem, czym się kierować. Na pewno chcę coś dla siebie, dla męża i dla Lenki 🙂

          Będę zobowiązana!

    1. popieram! jeśli chcesz zjadać przynajmniej jedną taką sałatkę to proponuję robić to właśnie wieczorem (choć oczywiście możesz jeść dodatkowo i na obiad lub nawet do każdego posiłku mini surówkę)
      Udało ci się zrzucić już tyle kilogramów że i te 7 pójdzie szybko w zapomnienie ale najważniejsze to to abyś wróciła do zdrowych nawyków i czuła się dobrze ze sobą! No i dodatkowa energia, sprawność zwinność- to będzie najlepsza nagroda za wytrwałość:)
      3mam kciuki!

  7. Ostatnio sam do mnie przyszedł sposób na podjadanie między posiłkami. Po demontażu aparatu ortodontycznego muszę nosić przez jakiś czas płytki na dolnej szczęce całą dobę, mogę je ściągać tylko do jedzenia, no więc nie ma mowy, aby coś podjadać. A problem z regularnością mam ogromny, a już nie karmię piersią. Niby jem 4 posiłki dziennie, ale bardzo nieregularnie i niestety odczuwa to mój żołądek 🙁 Niby jadam warzywa, ale mimo wszystko czuję, że moja dieta nie jest odpowiednio zróżnicowana. Przetestowałam dietę zgodną z grupą krwi, teraz prowadzę dziennik obserwacji organizmu, aby wykluczyć produkty, które mi szkodzą. Trzymam za Ciebie mocno kciuki! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close