Malta – najpiękniejsze plaże, miasteczka i atrakcje turystyczne | Subiektywny przewodnik

Malta jest piękna! Te słowa wypowiedziałam już pierwszego dnia naszego pobytu na wyspie, która – o dziwo – powitała nas deszczem. Na szczęście deszcz był tylko przelotny i poza jednym chłodnym i bardzo wietrznym dniem, Malta rozpieszczała nas słońcem i ciepłem. Ale ładna pogoda to nie jedyny prezent jaki miała dla nas Malta. Okazało się bowiem, że ten mały kraj ma naprawdę sporo do zaoferowania, w tym piękne plaże, zabytkowe i klimatyczne miasteczka, pyszne jedzenie i wspaniałe klify. Właściwie każdy nasz dzień pobytu na Malcie obfitował w niezwykłe doznania i pełne zachwytu westchnienia. Poskutkowało to tym, że już po trzech dniach pobytu nabraliśmy pewności, że kiedyś tam wrócimy i zgodnie uznaliśmy, że Malta to najpiękniejszy kraj jaki dotąd odwiedziliśmy.

Malta – kilka faktów

Malta jest główną wyspą archipelagu Wysp Maltańskich, które tworzą również Gozo, Comino i inne, dużo mniejsze wysepki. Leży na Morzu Śródziemnym, w odległości zaledwie 100 km od Sycylii. Ten niewielki kraj zajmuje powierzchnię 316 km2, czyli mniej więcej tyle ile, wynosi powierzchnia Krakowa.

Historia Malty sięga tysięcy lat. Pierwsze budowle – świątynie megalityczne – zaczęto budować tam ok. 3600 r p.n.e. Do tej pory uznaje się je za najstarsze budowle w Europie i jedne z najstarszych budowli na świecie. Podobno są  starsze nawet od egipskich piramid! Ciekawa historia Malty, jej architektura i kultura kształtowały się pod wpływem panujących tam Fenicjan, Rzymian, Arabów, Królestwa Sycylii, Zakonu Maltańskiego i Wielkiej Brytanii. Być może interesujący będzie dla Was fakt, że do 1974 roku Malta była kolonią brytyjską. Do dzisiaj obowiązuje tam zresztą ruch lewostronny, a język angielski jest tam drugim językiem urzędowym. Od 2004 roku Malta jest członkiem Unii Europejskiej, od 2008 roku obowiązującą tam walutą jest euro.

Najpiękniejsze plaże, miasteczka i atrakcje turystyczne na Malcie

W dzisiejszym wpisie opowiem Wam o najpiękniejszych i najciekawszych miejscach na Malcie, które udało nam się zobaczyć i odwiedzić podczas tygodniowego pobytu. Od razu jednak zaznaczę, że nie znajdziecie tu informacji o najważniejszych zabytkach, kościołach, muzeach i miejscach będących pomnikami historii. Nasz styl zwiedzania i poznawania miejsc, do których podróżujemy, dostosowujemy do tego, że podróżują z nami dzieci, dla których bardziej interesujące jest bieganie za gołębiami po miejskich placach, zabawy w parkach, czy na plaży. Do tego oboje z Rafałem uwielbiamy wielogodzinne spacery, wałęsanie się wąskimi uliczkami i podglądanie zwyczajnego życia mieszkańców. Wychodzimy z założenia, że na zwiedzanie kościołów i zamków jeszcze przyjdzie czas, a teraz poznajemy odwiedzane miejsca z nieco innej strony. Mam nadzieję, że i wśród Was są osoby, które zwiedzają i podróżują w ten sposób, a ten wpis będzie dla Was interesującym i inspirującym przewodnikiem po Malcie. Po informacje praktyczne zapraszam do osobnego wpisu, który ukaże się na blogu jutro.

Valletta – miasto wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco

Valletta, stolica Malty, nazywana jest „muzeum pod gołym niebem”. Znajduje się tu aż 320 zabytków, a miasto jest w całości wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco. Przyjeżdżając do Valletty można oddać się całkowicie podziwianiu zabytkowych budowli, kościołów i pomników, lub spędzić czas spacerując pięknymi uliczkami, których tu nie brakuje. My wybraliśmy właśnie tę drugą opcję, zaczynając od głównej ulicy Triq ir-Repubblika (Republic Street) i powoli oddalając się od centrum, aż doszliśmy na jeden z głównych punktów widokowych przy Forcie św. Elma. Zaskoczyło mnie to, jak cicho i spokojnie było na wszystkich mijanych uliczkach. Tak, jakby nikt tam nie mieszkał, a w mieście nie było turystów. Tę ciszę od czasu do czasu przerywał tylko nadjeżdżający samochód i siedzące na parapetach lub przelatujące nad głowami gołębie.

 

Po powrocie z Fortu Św. Elma przeszliśmy przez plac, na którym znajduje się Zajazd Kastylijski i trafiliśmy do przemiłej kawiarni, gdzie wypiliśmy pyszną kawą. Kilka minut później byliśmy już w górnych Ogrodach Barakka, gdzie powitała nas niezwykła feria barw i zapachów kwitnących tu kwiatów. Pomimo sporej ilości ludzi, panowała tu przyjemna atmosfera, którą umilały ukrywające się pod ławkami koty.

Z Ogrodów Barakka można podziwiać piękny widok na Vallettę oraz znajdującą się tu Baterię Powitalną, z której w południe oddaje się salut armatni.

 

Będąc w Vallettcie nie mogliśmy nie spróbować podobno najlepszych lodów na Malcie. Lodziarnia Amorino to znana w Europie sieć, oferująca naturalne lody, produkowane z wysokiej jakości składników, bez sztucznych dodatków i barwników. Tym, co  wyróżnia lody z Amorino, poza ich smakiem, jest ich kształt. Lody w kształcie róży jadłam pierwszy raz w życiu. Były nie tylko piękne, ale naprawdę pyszne!

Marsaxlokk i piękne łódki luzzu

Marsaxlokk jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc na Malcie, a tym, co przyciąga tam turystów jest targ rybny oraz łódki luzzu. Luzzu to tradycyjne maltańskie łodzie, budowane od czasów Fenicjan. Malowane na niebiesko, żółto i zielono, mają podwójnie wzmocniony kadłub i dzioby zdobione symbolami oczu, co ma chronić łodzie przed niebezpieczeństwem. Luzzu można spotkać na całej Malcie, ale to tu, w Marsaxlokk jest ich najwięcej. Można oglądać je spacerując wzdłuż promenady, przy której znajdują się knajpki i stragany z pamiątkami oraz lokalnymi słodkościami.

 

Niestety podczas naszej wizyty w Marsaxlokk pogoda nie dopisała. Wiał dość silny wiatr, który kołysał łodziami, niebo było zachmurzone, a później całkiem zniknęło 🙂 Łódek też wydawało się jakoś mniej, więc pomimo wielu prób nie udało mi się zrobić wymarzonego zdjęcia z wakacji na Malcie 😉 Zasmuciła mnie też ilość śmieci unosząca się na wodzie…Być może przypłynęły akurat tego dnia i nie zostały jeszcze sprzątnięte, ale i tak ich obecność w wodzie nie była miłym widokiem. Nie mniej jednak cieszę się, że udało nam się odwiedzić tę niewielką wioskę, bo okazała się bardzo klimatycznym miejscem.

Mdina – miasto ciszy i klimatyczny Rabat

Podobno, kto nie był w Mdinie, ten tak naprawdę nie był na Malcie.

Znajdująca się w centralnej części wyspy Mdina, była niegdyś stolicą Malty. Jest to swego rodzaju miasto w mieście, bo Mdina to część miasta otoczona murami, poza którymi znajdują się jej przedmieścia, czyli Rabat. Ta zamknięta część, bardzo stara, klimatyczna, wypełniona wąskimi i krętymi uliczkami, jest wyłączona z ruchu ulicznego. Oznacza to, że wjazd mają tu tylko mieszkańcy (Mdinę zamieszkuje ok. 300 osób) oraz pojazdy służb ratunkowych. To dlatego Mdina nazywa jest „miastem ciszy” lub „cichym miastem”. Jednak, jak się pewnie domyślacie, trudno tu o ciszę, bo Mdinę odwiedzają spore ilości turystów i niestety nie każdemu udziela się klimat kameralności tego miasta. Trochę szkoda, bo Mdina zwiedzana i odkrywana w ciszy to naprawdę piękne miejsce, w którym ma się ochotę zostać trochę dłużej, niż się planowało.

My zrobiliśmy do tego miasta dwa podejścia. Pierwsze – przed południem, gdy tylko dojechaliśmy. Drugie – po południu, przed powrotem do miejscowości, w której się zatrzymaliśmy. Będąc tam rano spotkaliśmy kilka wycieczek, które zrobiły spory tłok na wąskich uliczkach. Po zjedzeniu lunchu w Cafe Taverna na Pjazza Mesquita (ten plac powinien być znany widzom „Gry o tron”), na który zamówiliśmy maltański talerz z lokalnymi przysmakami (oliwki, krakersy, suszone pomidory, ser owczy, pasta z fasoli), koszyk pieczywa i pyszne maltańskie wino, postanowiliśmy wyjść za mury, do Rabatu. A tam…tam dopiero był klimat, który uwielbiam! Wąskie uliczki, urocze zaułki z rosnącymi w donicach roślinami, piękne, drewniane okiennice i kolorowe drzwi z ozdobnymi kołatkami.

Do tego kilka uroczych knajpek, w tym Ta’Doni, gdzie zjedliśmy pyszne, a do tego ogromne kanapki z lokalnymi specjałami. Rafał wybrał opcję z tradycyjną białą kiełbasą i piklami, ja z serami i przepysznymi, świeżymi pomidorami. Dzieci zjadły natomiast ciasto marchewkowe i brownie. Wszystko było naprawę dobre, a obsługa przesympatyczna. Kilka kroków dalej kupiliśmy trochę lokalnych słodyczy – nugat i chałwę oraz czekoladę z maltańskiej manufaktury. A po powrocie do Mdiny zaskoczyła nas panująca tam cisza i obecność zaledwie garstki turystów. Teraz było słychać tu już tylko stukot koni i dzwonki z przejeżdżających bryczek. Wrażenia z pobytu w Mdinie i Rabacie – niesamowite. Ale jeszcze piękniej było…na Gozo!

Gozo – idealne miejsce na wakacje w rytmie slow

Zdarzyło Wam się kiedyś pojechać w miejsce, w którym zakochujecie się od pierwszego postawionego tam kroku? Nas spotkało to na Gozo, drugiej co do wielkości maltańskiej wyspie, uważanej za perłę Morza Śródziemnego. To tam najczęściej wstrzymywałam oddech, zobaczyłam najpiękniejszą plażę z piaskiem w pomarańczowym kolorze, zakochałam się w uroczych uliczkach Victorii i zjadłam najpyszniejsze w życiu lody. To tam spod stóp co chwilę wyskakiwały mi jaszczurki, a włosy rozwiewał rozgrzany słońcem wiatr. To tam mogłabym spędzić resztę życia, prowadząc małe ekologiczne gospodarstwo, hodując kozy i przyjmując gości, którym codziennie przygotowywałabym pyszności na bazie lokalnych serów, oliwy i dojrzewających w słońcu pomidorów. To tam wrócę na dłużej, zatrzymując się w jednej z pięknych willi i spędzę najpiękniejsze wakacje w życiu. I to o tym miejscu napiszę osobny wpis, bo bardzo na to zasługuje.

A tu mały przedsmak Gozo.

Comino i słynna Błękitna Laguna

Rejs na Comino jest obowiązkowym punktem pobytu na Malcie. Ja jednak miałam spore wątpliwości, czy na pewno chcę tam popłynąć. Wiedziałam bowiem, że słynna Błękitna Laguna i znajdująca się tam plaża jest malutka, oblegana przez turystów i dość mocno skomercjalizowana. Obawiałam się więc, że Comino mnie rozczaruje i płynąc tam, stracę możliwość odwiedzenia innego, być może ciekawszego miejsca. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw ostatecznie postanowiłam, że płyniemy i w poniedziałkowy poranek stanęliśmy na Comino. Naszym oczom ukazała się woda w najpiękniejszym odcieniu błękitu, jaki można sobie wyobrazić i malutka plaża z białym, miękkim i delikatnym jak puder piaskiem. Jednocześnie zobaczyliśmy też budki z jedzeniem, parasole i leżaki mające uprzyjemniać pobyt na plaży. Ludzi było stosunkowo niewiele, ale z każdą minutą przybywały kolejne łodzie, dowożące coraz więcej turystów i po dwóch godzinach zrobiło się naprawdę tłoczno. To właśnie w tym momencie postanowiliśmy opuścić Comino.

Co mogę powiedzieć o tej maleńkiej wysepce? To, że na pewno ma swój urok i potrafi zachwycić. Że na pewno można spędzić tu fajnie czas, chociaż plażować może być trudno. Że warto mieć plan na to, jak ją odkryć i poznać, bo sama Błękitna Laguna może szybko się znudzić. I że trochę żałuję, że nie wybraliśmy się tam na dłuższy spacer, żeby zobaczyć coś więcej.

Popeye Village, czyli wielkie Hollywood na małej Malcie

Wioska Popeya została zbudowana w 1979 roku na potrzeby filmu z Robinem Williamsem w roli głównej. Film nie odniósł kasowego sukcesu, ale pozostałe po nim miasteczko stało się turystyczną atrakcją Malty. Usytuowane w pięknej zatoce Anchor Bay, niedaleko miejscowości Mellieha, zachwyca kolorowymi domkami, ciekawie stylizowanymi wnętrzami i filmowym klimatem. Podobno największą frajdę mają tu dzieciaki, z czym nie do końca się zgadzam, bo wydaje mi się, że wioska większe zainteresowanie wzbudza wśród nieco starszych turystów 😉 Część dzieci, które tam spotkałam plus moje własne, wydawały się raczej mało zafascynowane tym miejscem. Do czasu, gdy Lena wzięła udział w nagraniu kilku scen znanych z filmu, a Natan trafił do miasteczka św. Mikołaja. Te atrakcje bardzo im się podobały.

Mi natomiast najbardziej podobały się wnętrza domków, malutkie ogródki i wszystkie detale wprowadzające w tym miejscu iluzję prawdziwej wioski, w której toczy się zwyczajne życie. Przyznaję, że byłam pod wrażeniem, jak wszystko jest zadbane i ładnie utrzymane. Podobała mi się też sympatyczna obsługa tego miejsca, a film, w którym zagrała Lenka mogliśmy obejrzeć w prawdziwym kinie! Atrakcją był też rejs po zatoce. Bardzo krótki, ale obfitujący w niesamowite widoki.

Wstęp do Popeye Village dla naszej 4-osobowej rodziny kosztował 30 euro. W cenę wliczony był popcorn, rejs po zatoce i kartka pocztowa. Moim zdaniem cena jest trochę wygórowana, bo sama wioska jest malutka i po wyjściu można mieć uczucie niedosytu, że to już wszystko, chociaż liczyło się na więcej.

Wioskę Popeya można podziwiać też z punktu widokowego znajdującego się po drugiej stronie zatoczki. To z tego miejsca robi się takie zdjęcia.

Maltańskie akwarium, czyli Malta National Aquarium

Miejscem, w którym nie planowaliśmy być, a do którego trafiliśmy już pierwszego dnia, było maltańskie akwarium znajdujące się w Qawra, tuż przy plaży w miejscowości Buggiba. Jest to miejsce idealne na wycieczkę z dziećmi i nasze były przeszczęśliwe, że je tam zabraliśmy.

Malta National Aquarium to 26 basenów, w których można podziwiać wiele gatunków ryb. Są to głównie ryby żyjące w wodach Morza Śródziemnego, ale nie brakuje też gatunków zamieszkujących Ocean Indyjski. W szklanym tunelu, w którym można oglądać ryby przepływające tuż nad głową, pływa nawet kilka rekinów. Całość jest może nieco mniejsza, niż się spodziewałam, ale na pewno warto odwiedzenia i zobaczenia. W akwarium można obejrzeć filmy edukacyjne o ochronie środowiska. Moją uwagę przykuła też mini-wystawa poświęcona zanieczyszczeniom mórz i oceanów.

Wstęp do akwarium jest płatny. Za bilety dla naszej 4-0s0bowej rodziny zapłaciliśmy 33 euro.

Plaża Golden Bay

Plaża Golden Bay należy do najbardziej popularnych i najchętniej odwiedzanych plaż na Malcie. My trafiliśmy na nią przez przypadek, bo naszym celem była znajdująca się po sąsiedzku plaża Ghajn Tuffieha. Wprowadzeni w błąd przez kierowcę autobusu wysiedliśmy jednak na wcześniejszym przystanku i pół dnia spędziliśmy na Golden Bay. Plaży pięknej, dużej, piaszczystej, z przyjemnym wejściem do wody. Idealnej dla miłośników sportów wodnych, kąpieli w krystalicznie czystej wodzie, rodzin z dziećmi i plażowiczów lubiących wygrzewać się na miękkim piasku. Zamki z piasku wychodzą tu idealne, lody dobrze smakują, podobie jak kawa i ciasto podawane w znajdującej się przy parkingu i przystanku restauracji Apple’s Eye. Miejsc, gdzie można coś zjeść i wypić jest tu zresztą więcej, więc spokojnie można spędzić tu cały dzień bez obaw o to, że będzie nam burczało w brzuchu.

Po plażowaniu postanowiliśmy wybrać się na spacer i idąc wytyczoną ścieżką, dotarliśmy na klif, na którym czekał na nas taki widok.

Stąd też ujrzeliśmy plażę Ghajn Tuffieha i znajdującą się jeszcze dalej plażę Gnejna Bay. Na klifie znajduje się wieża obserwacyjna Ghajn Tuffieha Tower oraz ogród założony przez organizację non-profit Gaia Fundation. Spacerując między drzewami oliwnymi można złapać tu trochę przyjemnego cienia i natknąć na tablice upamiętniające znane osoby walczące o pokój na świecie.

Ghajn Tuffieha – idealne miejsce na niezapomniany zachód słońca

Na plażę Ghajn Tuffieha wróciliśmy kilka dni później i spędziliśmy tam cudowny wieczór w blasku zachodzącego słońca. Wcześniej jednak zaszliśmy na pizzę do pięknie położonej knajpki Singita Miracle Beach Malta. Można z niej podziwiać niesamowity widok na zatokę i plażę, a do tego zjeść naprawdę dobrą pizzę i odprężyć się przy fajnej muzyce.

Plaża Ghajn Tuffieha jest mniej oblegana od Golden Bay, a żeby się do niej dostać, trzeba zejść na dół długimi schodami. Osoby o słabszej kondycji mogą złapać lekką zadyszkę, gdy w drodze powrotnej trzeba pokonać ponad 200 stopni schodów. Trudność z dostaniem się na plażę mogą mieć też rodzice z wózkami dziecięcymi.

Ghajn Tuffieha jest naprawdę piękna! Piasek jest tu idealnie miękki i gładki, woda dość spokojna, wejście do niej jest przyjemne i bardzo długo płytkie. Plaża jest dość szeroka i długa, z tego co czytałam, nawet w sezonie nie ma tu zbyt wielu ludzi. Podobnie, jak z Golden Bay, można wejść tu na klif, z którego można podziwiać niezwykły widok. Moim zdaniem to super plaża dla rodzin z dziećmi (pomijając ewentualną trudność dostania się tu z wózkiem). Być może kogoś z Was ucieszy też fakt, że nie ma tu budek z lodami, jedzeniem i piciem.

Jeśli będziecie wybierać się tu autobusem, przystanek na którym musicie wysiąść to nie Ghajn Tuffieha, a Rivera. Bezpośrednie połączenia autobusowe są tu z miejscowości Mellieha, Sliema, Buggiba i Valletta.

Mellieha – idealne miejsce na odpoczynek z dala od zgiełku miasta

Na koniec zostawiłam miejscowość Mellieha, w której się zatrzymaliśmy na czas naszego pobytu na Malcie. Jest to mała miejscowość, dobrze skomunikowane z Vallettą i innymi miejscowościami na Malcie. Niecałe 5 km stąd znajduję się port, z którego odpływają promy na Gozo. To również w tej okolicy znajdują się plaże Golden Bay, Ghajn Tuffieha, Mellieha Bay oraz Popeye Village.

Największą atrakcją turystyczną w Mellieha jest Sanktuarium Maryjne ze stojącym na wzgórzu kościołem pod wezwaniem Matki Boskiej Zwycięskiej. Z punktu widokowego przy kościele można podziwiać piękny widok na zatokę, Gozo i Comino.

Tym, co nam się tu spodobało, to to, że panował tu stosunkowo nieduży ruch uliczny, było bardziej spokojnie i cicho niż w innych odwiedzanych przez nas miejscowościach. Jednocześnie Mellieha okazała się bardzo ładna i przyjazna dla odwiedzających ją osób. Jest tu kilka naprawę smacznych knajpek, dobrze zaopatrzone sklepiki i świetny plac zabaw dla dzieci. Dzień przed wyjazdem rozmawiałam z pracującym w naszym hotelu Polakiem, który stwierdził, że Mellieha jest w tej chwili najlepszym i najbardziej przyjaznym miejscem do życia na Malcie.

I tym pięknym akcentem ogrodu przy jednym z domów w Mellieha kończę mój subiektywny przewodnik po najciekawszych i najpiękniejszych miejscach na Malcie. Tak, jak wspomniałam wcześniej, informacje praktyczne, ceny, wskazówki dotyczące się poruszania po wyspie znajdą się w osobnym wpisie. Na blogu pojawi się też dodatkowy wpis z foto-relacją i naszymi wrażeniami z Gozo.

Malta wydaje mi się być wciąż mało popularnym kierunkiem wśród Polaków. Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojego wpisu zainteresujecie się tą niewielką wyspą, bo zdecydowanie jest warta tego by ją odwiedzić i lepiej poznać. Do tego jest tak różnorodna i ciekawa, że spodoba się osobom lubiącym zwiedzać i poznawać historię, osobom stawiającym na aktywny wypoczynek i sporty wodne oraz tym, którzy preferują wakacje w rytmie slow i lubią podróżować bez mapy w ręku. Zdecydowanie polecam!

Byliście już na Malcie? A może macie ją na liście wymarzonych kierunków na wakacje?

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Październik 2019 na zdjęciach

Podsumowanie miesiąca. Październik 2019 – ciąża i moja nowa przyjaciółka kanapa.

Naturalnie piękna jesień - listopadowe wyzwanie urodowe

Naturalnie piękna jesień – listopadowe wyzwanie urodowe

Jak przeżyć norweską jesień?

Sklep z kosmetykami naturalnymi Triny.pl

Gdzie kupuję kosmetyki naturalne? Moje ulubione sklepy on-line: Triny.pl

3 thoughts on “Malta – najpiękniejsze plaże, miasteczka i atrakcje turystyczne | Subiektywny przewodnik”

  1. Przepiękne zdjęcia Olga. Muszę przyznać, że zachęcają do wybrania się na Maltę, na której akurat nigdy nie byłam. Ma w sobie coś z miasteczek, w których bywałam. Jest mieszanką klimatów włoskich, chorwackich, hiszpańskich i wyczuwam też tutaj Cypr. Pięknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close