Nie ufam Ci, bo jesteś gruba!

Kilka dni temu na bardzo dużym fanpage’u na Facebooku przeczytałam komentarz, który mnie rozzłościł, zasmucił, oburzył (kolejność dowolna). Postanowiłam jednak nie zabierać głosu w sprawie, chciałam żeby emocje opadły. Ale nie opadają i dlatego powstał ten wpis.

Wspomniany komentarz pojawił się na oficjalnym fanpage programu TVN Style „Wiem, co jem i wiem, co kupuję”. Znalazłam go pod tekstem z bloga DrLifestyle o diecie dla całej rodziny. Autorka komentarza nie odniosła się jednak do tekstu Moniki, a do wyglądu Katarzyny Bosackiej. Przekaz był taki: nie ufam radom pani Bosackiej, bo niby wie, co je, a wygląda jak wygląda… Kiedy to przeczytałam, to jak możecie się domyślić, trochę się we mnie zagotowało. Bo czy naprawdę wygląd fizyczny decyduje dzisiaj o wszystkim? O tym, komu ufamy, w czyje porady wierzymy, z kogo chcemy brać przykład? I czy ufamy tylko szczupłym osobom?

O zdrowym stylu życia

Zdrowy styl życia nie ma jasno sprecyzowanej definicji i dla każdego z nas będzie oznaczał coś innego. Ważne jest, żeby był to przede wszystkim sposób życia, który my sami uważamy za zdrowy, który jest zgodny z naszym trybem życia, upodobaniami kulinarnymi, potrzebami, oczekiwaniami i oczywiście stanem zdrowia. Jasne, że zdrowy styl życia powinien być też zgodny z ogólnymi zaleceniami żywieniowymi, które uważa się za zdrowe, że powinniśmy czytać etykiety kupowanych produktów, zwracać uwagę na to, co jemy, co kupujemy, ile śpimy, jak wiele czasu poświęcamy aktywności fizycznej. Jednak w tym wszystkim musimy być przede wszystkim my i musimy to czuć. Musimy mieć pewność, takie wewnętrzne przekonanie, które mogą jednocześnie potwierdzać wyniki naszych badań, czy kontrola wagi, że to, w jaki sposób żyjemy i się odżywiamy jest dla nas dobre i zdrowe. I powinniśmy zachowywać jak najwięcej zdrowego rozsądku i zdrowego podejścia do zdrowego stylu życia. Naszego życia. Bo nawet jeśli nie wyglądamy, jak modelka z okładki Women’s Health, nie znaczy, że z naszym stylem życia coś jest nie tak i powinniśmy go uzdrowić, bo to nie tak. Na to, jak wyglądamy, ma bowiem wpływ nie tylko to co i w jakiej ilości jemy. Ale to, że nie jesteśmy szczupli nie oznacza, że nie prowadzimy zdrowego stylu życia.

Nie zawsze prowadząc zdrowy styl życia będziemy bardzo szczupli

Ja też nie jestem szczupła, a przecież zwracam uwagę na to, co jem, czytam etykiety kupowanych produktów, gotuję w domu, nie jem wysokoprzetworzonych produktów, jem regularnie, piję dużo wody, jestem aktywna fizycznie, jem dużo produktów pełnoziarnistych i warzyw, unikam cukru, unikam mięsa, więcej piekę niż smażę. Dbam o siebie, stosuję tylko naturalne kosmetyki, nie piję alkoholu, nie palę papierosów. Mam świetne wyniki i poza drugą ciążą, gdy musiałam uzupełnić poziom żelaza, nigdy nie miałam żadnych niedoborów. Nie choruję. Jedyne, nad czym mogłabym popracować to większa ilość snu, bo notorycznie nie dosypiam. Prowadzę więc zdrowy i higieniczny tryb życia, a szczupła nie jestem. Dlaczego?

Bo o tym, czy jesteśmy szczupli decyduje często nie nasz styl życia, który oczywiście ma tu olbrzymie znaczenie, ale też budowa naszego ciała, uwarunkowania genetyczne i stan zdrowia.

Obecnie wiele kobiet ma problemy z chorobami tarczycy i insulinoopornością, wiele nie wraca też do swojej wagi sprzed ciąży. I chociaż może wylewać tony potu na siłowni, suplementować spalacze tłuszczu, zjadać codziennie 1300 kcal, żeby tę szczupłą sylwetkę sobie wypracować, to raz, że nie zawsze się to udaje, a dwa – w imię czego to robić? Tego, żeby dopasować się do ideału? Żeby inni mogli oceniać nas jako osoby zdrowe i godne do naśladowania?

Czy tylko szczupłe osoby wzbudzają nasze zaufanie?

Katarzyna Bosacka urodziła czwórkę dzieci. Jest po 40-tce, czyli w wieku, kiedy ciało kobiece zaczyna się zmieniać. Jest świetną dziennikarką i dobrym ekspertem. Od lat edukuje nas, jak czytać składy produktów, uświadamia, jak wybierać dobre i zdrowe produkty. Jej program wzbudza zaufanie i cieszy się ogromną popularnością. Nie jest drobną, szczupłą kobietą i przez wiele lat mogliśmy obserwować, jak jej wygląd zewnętrzny się zmienia. Widać było, że chce schudnąć i że chudnie. Ale zaraz potem wracała do swojego normalnego wyglądu. Tak, jak tysiące innych kobiet na całym wiecie, które codziennie podejmują walkę o to, żeby schudnąć, a później wracają do swojej wyjściowej wagi. Bo natura często z nami wygrywa i o ile nasza waga nie wskazuje na nadwagę i otyłość, które są już wynikiem poważnych zaniedbań i wymagają pomocy specjalisty, to nie ma sensu z nią walczyć. Ale to, że Katarzyna Bosacka nie jest szczupła, nie oznacza, że codziennie objada się toną chipsów, które zapija napojami gazowanymi. A tak robi wiele osób, które są bardzo szczupłe i prowadząc właśnie taki styl życia, dalej pozostaną szczupłe. I czy to właśnie takim osobom powinniśmy ufać?

Wychudzone modelki, osoby walczące z zaburzeniami odżywiania, szczupłe, ale jedzące śmieciowe jedzenie osoby – czy to takie osoby wzbudzają nasze zaufanie? Bo jeśli nie jest taką osobą doskonała dziennikarka prowadząca zdrowy styl życia, ale ważąca jednak więcej niż 48 kilogramów, to kto?

Wygląd zewnętrzny nie może decydować o wszystkim

Ja ufam Katarzynie Bosackiej. Ufam też szczupłym osobom, które mają za sobą długą walkę z nadwagą. Takim przykładem jest dla mnie np. Agata, która schudła ponad 30 kilogramów. Ufam dietetyczkom, które same prowadzą walkę o swój szczupły wygląd, bo zmagają się z zaburzeniami hormonalnymi. Ufam też osobom, które pomimo tego, że szczupłe z natury, prowadzą zdrowy styl życia, bo chcą cieszyć się zdrowiem i dobrym samopoczuciem. Nie ufam natomiast poradom osób, które nigdy nie miały problemów z utrzymaniem wagi, a udzielają mi porad dietetycznych (o ile oczywiście nie są dietetykami i lekarzami) i takim, które cieszą się szczupłą sylwetką i jednocześnie zmagają z zaburzeniami odżywiania. I myśląc o tym, jak została oceniona Katarzyna Bosacka, zastanawiam się, jak wiele z Was nie darzy zaufaniem mnie.

Jest mi smutno, że wygląd zewnętrzny decyduje już nawet nie o tym, jak oceniamy atrakcyjność danej osoby, ale też to, jakim jest fachowcem i ekspertem w danej dziedzinie. Że prowadzenie zdrowego stylu życia przypisujemy tylko osobom szczupłym. Że tak łatwo jest nam oceniać, nie znając czyjejś historii. I że postrzegając innych tylko przez pryzmat wyglądu zewnętrznego, wyrządzamy im krzywdę. 

Zdrowy styl życia to świadome dokonywanie wyborów żywieniowych i zamieniania złego na dobre, a dobrego na lepszego. To dobre samopoczucie, radość czerpana z jedzenia i aktywności fizycznej, uśmiechanie się do siebie w lustrze. To świadomość ograniczeń i możliwości własnego ciała. Zdrowym stylem życia nie jest natomiast histeryczne liczenie kalorii, zarzynanie się na siłowni, suplementowanie 15 pigułek dziennie, opieranie jadłospisu na ryżu, warzywach i białku w proszku oraz wyrzuty sumienia po każdym większym posiłku, tylko po to, żeby wzbudzać zaufanie oceniających nas osób.

A co Wy o tym myślicie? Zgadzacie się ze mną, czy macie jednak zupełnie odmienne zdanie na ten temat?

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Woskowijka - less waste w kuchni

Woskowijka – ekologiczna i wielorazowa alternatywa dla folii spożywczej i aluminiowej

Jagodzianki z kruszonką – przepis na najlepsze drożdżówki z jagodami

Gofry gryczane bezglutenowe

Gofry z mąki gryczanej

Wakacyjna apteczka

Wakacyjna apteczka – co do niej zapakować? Praktyczna lista do pobrania

17 thoughts on “Nie ufam Ci, bo jesteś gruba!”

  1. Akurat w tym przypadku wygląd osoby, która nas do czegoś przekonuje MA ZNACZENIE. Gdyby malarz (ścian) przekonywał mnie jak powinno się malować, a w domu miał nierówno pomalowane ściany, ze smugami i odpadającą farbą, to raczej nie ufałbym mu. A jeżeli osoba ze sporą nadwagą dawała mi porady dotyczące np. komputera to nie miałbym powodu mu nie ufać, bo wygląd z tą dziedziną nie ma nic wspólnego. Miałbym wątpliwości w stosunku do jakości usług wykonanych przez mechanika samochodowego, który jeździ rozklekotanym samochodem.

    Tak się nieszczęścliwie składa, że pani Bosacka próbuje przekonywać nas do czegoś czego efekt ma być widoczny w naszym ciele. Dlatego nie rozumiem dlaczego się bulwersuje, że ludzie oceniają jej wygląd. W tym przypadku wygląd jest jakąś formą potwierdzenia (albo zaprzeczenia) tego co mówi…

  2. a czy to nie jest zupelnie naturalne? Czy wiarygodny bedzie dla nas pijak nauczajacy o zaletach trzezwosci, czy dermatolog caly w pryszczach ? Nasze cialo nas reprezentuje i ta nieufnosc jest naturalna, chetniej przyjmiemy rady od osob zdrowych , o pieknej skorze i zadbanej sylwetce. Jest np znanany weganin promujacy zdrowa kuchnie, jednak widzac jak szybko starzeje sie jego skora zniechcecilam sie do weganizmu..

  3. Zgadzam się całkowicie! Największą krzywda jaką można komukolwiek wyrządzić jest ocenianie go poprzez pryzmat wyglądu! Sama nigdy nie przekroczyłam wagi 50 kg, bo takie mam geny, ale ze wzgledu na to, że od siedmiu lat jestem wegetarianką i oganiczam nabiał to ludzie moja niską wagę interpretują zazwyczaj jako „niedożywienie” gdyz nie jem mięsa. I niezbyt często udaje mi się wytłumaczyć, że mam książkowe wyniki i po prostu taka budowe…
    Wiec i tak źle i tak niedobrze. Myślę, że to główna cecha Polaków. Takie ocenianie każdego, na wssystkie mozliwe sposoby – ile waży, w co się ubrał ewentualnie czemu próbuje się jakkolwiek wyróżniać.
    W XXI wieku najważniejszy stał się przekaz graficzny, co za tym idzie ocenianie przede wszystkim wyglądu. Niestety zbyt mało ludzi zwraca uwagę na to jaką ktoś posiada wiedzę i ile czasu zajęło mu jej nabycie. Minusem wszelakich portali społecznościowych czy forów jest to, że można kogoś prawie anonimowo obrazić bez większych konsekwencji, a osoba obrażana nie ma się jak bronić.
    Podsumowując uważam, że z jednej strony nie można się przejmować glupimi komentarzami, a z drugiej uświadamiać społeczeństwo co sie tak naprawdę liczy.

  4. Przepraszam, że piszę nie w temacie: dzisiaj napisałam tutaj komentarz, który został oznaczony jako spam. Chciałam dać znać, że choć pewnie wielkiej wartości merytorycznej mój komentarz nie miał, to jednak nie był spamem 🙂

  5. Miałam taki czas, kiedy ważyłam 8 kg względem swojej wagi optymalnej – takiej, przy której najlepiej się czuję. Poszłam do świetnej dietetyczki, zaczęłam ćwiczyć 4 razy w tygodniu. Mijał miesiąc za miesiącem, a ja… tyłam. I to jeszcze tak, że spadała mi masa mięśniowa, a kilogramy tłuszczu szły do góry. Z Asią – moją dietetyczką – próbowałyśmy różnych wariantów diety, oczywiście na tyle długo, żeby to miało sens. Miałam przerwę w ćwiczeniach, wracałam na ćwiczenia, ćwiczyłam inne partie, zrobiłam sobie wszystkie możliwe badania, nic nie wyszło, a ja dalej tyłam. Moja dietetyczka już na początku sugerowała, że to może być stres, przemęczenie – to również może mieć wpływ na dietę. No i kiedy w końcu odpuściłam i z tym odchudzaniem i nieco z pracą to wróciłam do swojej wagi optymalnej, żyjąc zdrowo jak do tej pory, ale w zasadzie bez żadnego dodatkowego kombinowania 🙂 I to, że wyglądałam jak pączuś wcale nie oznaczało, że opychałam się pączkami.

    To tak w skrócie 😀 Przeczytałam tekst już kilka dni temu i te wszystkie myśli kotłowały się w głowie – znam ludzi, którzy próbują schudnąć, a nie mogą. Odczułam ten problem na własnej skórze – u mnie to prawdopodobnie był wynik stresu, może też kwestia wieku bo upływający czas też robi swoje dla metabolizmu (oczywiście są szczęściarze, którzy zawsze będą fit bo mają takie geny). To jest naprawdę frustrujące, w pewnym momencie człowiek jest w stanie tylko odpuścić bo sama dieta zaczyna stresować.
    Dla mnie Katarzyna Bosacka to piękna, zadbana kobieta. Jeżeli ktoś czepia się jej wyglądu to naprawdę nie wiem o co mu chodzi 🙂 I niewątpliwie jest świetną specjalistką.

  6. Idąc tym tropem – nie pójdę się leczyć do zdrowego lekarza?… To jakaś farsa. Liczy się kompetencje i wiedza, nie wygląd. A samą Panią Bosacką uwielbiam. I jest dla mnie bardziej wiarygodna w swoich poglądach i opiniach niż niejedna Perfekcyjna Szczupła Pani Domu 🙂

  7. No niestety, jakoś sporej części osób łatwiej zaufać kosmetyczce z piękną, zdrową cerą, szczupłemu dietetykowi czy bardzo umięśnionemu trenerowi, zapominając o tym, że to, jak oni wyglądają, niekoniecznie musi znaczyć o braku wiedzy itp. Ci ludzie powinni patrzeć na to, co dane osoby MÓWIĄ, a nie JAK WYGLĄDAJĄ. Dla mnie ten tekst o Kasi Bosackiej był bardzo chamski, tym bardziej, że kobieta WIE, CO MÓWI i NIE GADA GŁUPOT – więc ja jej ufam. A to, że ma parę kg nadwagi? Trzeba wziąć poprawkę na to, że zdrowa dieta, to nie wszystko (choć to spory % sukces) – choroby cywilizacyjne, insulinoodporność, problemy z hormonami – no na niektóre rzeczy nie mamy wpływu. Znam kobietę, po 40, nie wiem jak teraz, ale parę lat temu jak ją widziałam to chodziła 3x w tygodniu na siłownię, dieta zdrowa, można się od niej uczyć co wolno, a czego nie, a mimo to nawet nie ma paru kg za dużo, a znacznie więcej. A przez leczenie chorej tarczycy przytyła jeszcze więcej, więc mi było bardzo przykro patrzeć jak próbowała schudnąć :/. Moja koleżanka miała bardzo podobnie – dziewczyna bardzo ładna, ale też ma jakieś problemy z hormonami. W liceum regularnie ćwiczyła (i była tak dobra, że szkołę reprezentowała), ale później praca, następnie dziecko, brak czasu to i szybko przybrała na wadze. No ale każdy ‚wie lepiej’…

  8. Zgadzam się z Tobą w 100%! To na prawdę przykre, że ktoś coś takiego napisał (a myślę, że pewnie osób tak uważających może być o wiele więcej)… Jak można w ogóle patrzeć na kogoś przez perspektywę wagi (a mi się wydaje osobiście, że w ogóle pani Bosacka nie jest osobą otyłą!) i oceniać na tej podstawie czyjeś kompetencje?!

  9. Zgadzam się z Tobą. Ja również pomimo, że z roku na rok ćwiczę więcej, bardziej skupiam się na tym co ląduje na moim talerzu, nie mogę schudnąć. Niedoczynność tarczycy, a teraz jeszcze podejrzenie insulinooponości, czekam właśnie na wyniki krwi. I aż ryczeć mi się chce, gdy pomimo tych wielu starań, efektów nie ma. Pocieszają mnie najbliżsi – „ale może chociaż nie przytyłaś więcej, bo jesteś aktywna”, dla mnie to marne pocieszenie… chociaż może i mają rację. A toczę walkę ze sobą codziennie, podczas każdych zakupów, wyborów dań w restauracji, czy picia…

  10. Świetny wpis, lepiej nie mogłaś tego ująć! Jako osoba, która 7-8 lat temu zrzuciła 30 kilogramów i po dojściu do właściwej wagi otarła się o anoreksję podpisuję się zdecydowanie pod tym, że chudość nie oznacza zdrowia. Do dietetyka wybrałam się dopiero wtedy kiedy zaczęły się u mnie problemy z gospodarką hormonalną i pierwszym zaleceniem było jedzenie więcej. Niestety niektóre kobiety nie mogą być zdrowe ważąc 50 kg i dla nich odpowiedniejsze i zdrowsze jest utrzymywanie wyższej wagi. Teraz czuję się zdrowiej, mam więcej energii i inne cele w życiu niż trzymanie się diety 1100 kcal (tyle jadłam przez pół roku) i trenowanie codziennie. Przymierzam się do napisania wpisu, żeby uczcić 8 lat mojej drogi. Bardzo dziękuję Ci za ten głos rozsądku Olga!

  11. Dla mnie wyznacznikiem nigdy nie była waga. Jeśli ktoś uważa się za specjalistę od zdrowego odżywiania, może mieć i 50 kg nadwagi pod warunkiem, że jego ciało jest zdrowe, skóra zadbana a włosy promienieją blaskiem. I przyznaję, że nie wzbudzi mojego zaufania dermatolog czy dietetyk np. z trądzikiem czy (może trochę przesadzam ale) z grzybicą paznokci albo widocznym łupieżem i tłustymi włosami.
    Dla mnie istoniejsza jest higiena i zadbane ciało. I jeśli dotyczy to osób promujących zdrowy tryb życia to w moim odczuciu wpływa to znacząco na ich wiarygodność. 🙂

  12. Niedawno zastanawiałam się nad tym w kontekście zaufania do kosmetologa, bo moja kosmetolożka ma ostatnio stresujący czas i mało czasu dla siebie i w związku z tym pogorszyła jej się cera. I czy to znaczy, że mam jej nie ufać, bo skoro ma problem ze swoją skórą, to jak ma ogarnąć moją? No właśnie moim zdaniem nie, a wiem, że mnóstwo ludzi tak pomyśli… To takie płytkie i krzywdzące spojrzenie na jakąś sprawę, bardzo niesprawiedliwe.

  13. Rzeczywiście Olu, masz rację, od dłuższego czasu da się zauważyć swoisty ” kult ciała „, który bardzo mocno wpisał się w naszą rzeczywistość. Wszechobecne dążenie do szczupłej sylwetki, niektórym potrafi odebrać rozum, co widać i słychać z każdych stron internetu. Niejedna już awantura na tym punkcie była, ostatnio nawet p. Dorota Welman została obrzucona ” błotem ” tylko dlatego, że zapytała, dlaczego na wielu Instagramowych profili częściej pokazuje się dupę niżeli twarz. Jedno jest pewne, nie warto oceniać po wyglądzie, szczególnie nie znając danej osoby, jej życia, problemów i t.p. Wiarygodność, inteligencja czy sympatia nie mają nic wspólnego z wyglądem zewnętrznym, a jak wiadomo, pozory często mylą. Piękne, zadbane ciało nie zawsze jest oznaką zdrowia, często jest wynikiem ciężkiej pracy, wyrzeczeń, a nawet fobii, tak samo jest z osobami ” przy kości ” – nadwaga nie zawsze wiąże się z lenistwem.
    Pozdrawiam Cię ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close