O codziennych eko-nawykach, czyli jak żyć bardziej ekologicznie

Myślę, że dość trudno byłoby mi przypiąć łatkę eko-oszołoma, czy eko-matki, bo nimi nie jestem i z wielu powodów pewnie się nimi nie stanę. Mam jednak świadomość tego, że wszystko co robimy, wpływa na jakość życia na Ziemi i to, jakim powietrzem oddychamy. Wierzę również w to, że każda moja decyzja może mieć wpływ (nawet niewielki, ale jednak) na to, w jakim otoczeniu żyjemy i w jakim stanie jest nasze środowisko. Dlatego staram się żyć bardziej ekologicznie i świadomie, w czym pomagają mi eko-przyzwyczajenia, do których chciałabym Was dzisiaj przekonać.

Szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko, gdybym uslyszała o sobie „o! to ta, co jest taka eko”. Dlaczego? Bo podziwiam wszystkich tych, którzy prowadzą ekologiczny, zdrowy i bardzo świadomy styl życia, którego celem jest bycie jak najbliżej natury i ochrona środowiska. Podziwiam ich za upór i konsekwencję, za niezłomną postawę i wiarę w to, że ich wybory (pomimo pewnie często słyszanej krytyki i nieprzychylnych opinii) są dobre dla nich samych, ich najbliższych i Ziemi. Podoba mi się to, że potrafią zrezygnować z tak wielu wartości materialnych, ale też to, że przez proste rozwiązania i wybory, czynią swoje życie harmonijnym, zdrowym i bardziej świadomym. Sama też bym chciała żyć bardziej ekologicznie, ale jestem jednak trochę za leniwa i za wygodna, często brak mi determinacji w dążeniu do jakiegoś tam celu i zdarza się, że szybko rezygnuję z podjętych działań.

Codzienne eko-nawyki, dzięki którym możemy żyć bardziej ekologicznie

Codzienne eko-nawyki, którymi chciałabym się dzisiaj z Wami podzielić, to tak naprawdę bardzo proste i wymagające niewielkiego wysiłku (a w wielu przypadkach o żadnym wysiłku nie ma nawet mowy) przyzwyczajenia, które bardzo łatwo nabyć. I choć wydają się być naprawdę bardzo błahe, to tak, jak napisałam – wierzę, że mogą mieć wpływ (i że rzeczywiście go mają) na to, w jakim otoczeniu żyjemy, w jakim stanie jest nasze środowisko i w jakim stopniu dbamy o Ziemię – planetę, na której żyjemy.

Oto moje sposoby na to, by żyć bardziej ekologicznie.

Oszczędne zużycie energii elektrycznej i wody

O tym, by wyciągać ładowarkę z kontaktu po naładowaniu telefonu i zakręcać wodę, gdy szczotkujemy zęby słyszymy od lat. Warto jednak posłuchać tych rad i zacząć się do nich stosować. Bo nie dość, że zapłacimy mniejsze rachunki za energię elektryczną i wodę, to jeszcze przysłużymy się naszej planecie.

Moje sposoby na oszczędzanie wody to poza wspomnianym już zakręcaniem wody, gdy myję zęby, zakręcanie jej także pod prysznicem, gdy myję ciało i włosy i odkręcanie dopiero wtedy, gdy chcę się spłukać. To też robienie prania 1-2 razy w tygodniu, gdy mogę maksymalnie zapełnić pralkę, a nie pranie pojedyńczych rzeczy codziennie. Nie wylewam też wody z czajnika, gdy zagotuję jej za dużo, tylko przelewam ją do dzbanka i piję, gdy ostygnie. Jeśli chodzi o oszczędzanie prądu, to poza oszczędnym praniem, pilnuję też, żeby ładowarka nie pozostawała w gniazdku, gdy telefon jest już naładowany, wieczorem nie zapalam wszystkim lamp i zwracam uwagę na energooszczędność używanych w domu sprzętów. Wciąż mam jednak problem z tym, by nauczyć się odłączać komputer od prądu, gdy bateria jest już naładowana i wyłączać telewizor ze staniu czuwania.

Na zakupy z eko-torbą

Od lat chodzę po zakupy z bawełnianą lub lnianą torbą i uzbierałam już ich niezłą kolekcję. Taka torba jest nie tylko wygodna i ładna. Dzięki niej mam pewność, że doniosę zakupy do domu w całości, bez  potrzeby zbierania ich z chodnika (gdy foliowa reklamówka pęknie) i nie dołożę kolejnej foliówki do sterty reklamówek zalegających przez lata na wysypisku śmieci. Oczywiście zdarza się, że nie wszystko zmieści mi się do mojej eko-torby i dokupuję w sklepie reklamówkę. Albo z pośpiechu nie wezmę torby wychodząc do sklepu. Wracając do domu z foliową reklamówką nie wyrzucam jej jednak do śmieci, tylko odkładam w specjalnie do tego wynaczonym kącie szafki i wykrzystuję w późniejszym czasie na przykład na śmieci.

Segregacja śmieci

Segreguję śmieci trochę z obowiązku, ale też z pełną świaodmością, że przyczyniam się w ten sposób do ochrony środowiska. Oddzielanie plastiku, szkła i papieru od odpadów komunalnych, czyli resztek jedzenia weszło mi już zresztą w nawyk i robię to automatycznie, podobnie jak mój mąż i Lena, którą tylko czasami muszę upomnieć, żeby pamiętała, co i gdzie wyrzucamy.

Kilka razy wzięliśmy też udział w bardzo fajnej akcji wymiany makulatury na sadzonki drzewek, które od kilku lat są prowadzone już chyba we wszystkich większych miastach. Pamiętam też, że na warszawskim Bio Bazarze można było wymieniać elektrośmieści na bratki (ale nie wiem, czy nadal takie akcje tam się odbywają). Uważam też, że świetną inicjatywą są przeprowadzane w szkołach akcje zbiórki baterii, czy plastikowych butelek, za które dzieciaki otrzymują fajne nagrody. To świetny sposób na to, aby uczyć dzieci segregacji śmieci i rozwijać w nich świadomość, że przez takie proste czynności mogą wpływać na ochronę środowiska i czystość na Ziemi.

O codziennych eko-nawykach, czyli jak żyć bardziej ekologicznie

Nie kupuję butelkowanej wody

Kupno dzbanka filtrującego wodę było jedną z najlepszych decyzji zakupowych, jakie podjęłam w ostatnich latach. Raz, że poczułam ogromną ulgę, gdy przestałam codziennie dźwigać butelki z wodą ze sklepu, dwa – zaoszczędziłam przy tym sporo pieniędzy, trzy – ograniczyłam ilość produkowanych przez nas śmieci. Od dwóch tygodni nie mam już potrzeby filtrowania wody w dzbanku i piję czystą kranówkę. Woda płynąca z kranu w Norwegii jest bowiem nie tylko bardzo czysta, ale i bardzo smaczna. W razie potrzeby (czyli na przykład wychodząc na spacer) nalewam ją do butelki wielorazowej, którą kupiłam w Ikei z polecenia Ewy z bloga Day whit Coffe.

Przy okazji muszę Wam wspomnieć, że podoba mi się to, że kupując w Norwegii wodę i napoje w butelkach czy puszkach, możemy puste już opakowania odnieść do sklepu. A po wrzuceniu ich do specjalnego automatu – odzyskać zapłacone za opakowanie pieniądze. Bo o tym, że kupując wodę w butelce płacimy za jej opakowanie raczej nie myślimy i ich producenci o tym nie informują. To też przyczynia się do tego, że tak bezmyślnie zgniatamy butelki i wyrzucamy je do śmieci. Tutaj za butelki i puszki się płaci (cena to na przykład 1 korona norweska za małą butelkę) i można tę kwotę odzyskać zwracając butelkę. Oczywiście można ją też wyrzucić i robi się to już ze świadomością straty własnych pieniędzy.

Nie wyrzucam ubrań

Ubrania, z których Lena wyrasta, albo które sama przestaję nosić – sprzedaję, albo oddaję. Najczęściej decyduję się na to drugie rozwiązanie i odwożę worki z ubraniami do instytucji charytatywnej, która wspiera ubogie rodziny. Do śmieci trafia tylko bielizna, a rozciągnięte podkoszulki i t-shirty zostawiam i wykorzystuję jako ścierki na przykład do mycia okien.

Kupując nowe ubrania zwracam też uwagę na materiały, z których zostały uszyte. Lubię ubrania dobrej jakości, z naturalnych materiałów, które nie rozciągają się w pierwszym praniu i nie tracą kolorów, dzięki czemu służą mi dłużej. Unikam też sztuczności w postaci akrylu i poliestru. Chętnie zaglądam też do sklepów z odzieżą używaną, gdzie za niewielkie pieniądze kupuję ubrania naprawdę świetnej jakości i dobrych marek. I nie kupuję ich tylko ze względu na metkę i oszczędność, ale też dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, jak duże ilości wody i surowców naturalnych zużywa się do produkcji nowych ubrań, w jakich warunkach są produkowane i jak niegodne warunki pracy mają szyjący moje ubrania ludzie, oraz jak proces produkcji ubrań zanieczyszcza środowisko. Kupując ubrania z drugiej ręki, czyli recyklingu mam wprawdzie niewielki, ale jednak jakiś wpływ na to, aby to wszystko ograniczyć.

Naturalna pielęgnacja

Mój kolejny eko-nawyk to naturalna pielęgnacja, której jestem wierna już od ponad trzech lat. Stosowanie organiczych, ekologicznych kosmetyków, które powstają z poszanowaniem środowiska naturalnego, nie są testowane na zwierzętach i zapakowane w buteleczki i słoiczki nadające się do recyklingu przycznia się do ochrony środowiska i ma dobry wpływ nie tylko na wygląd mojej skóry, ale i mojego zdrowia. Bo stosując eko-kosmetyki ograniczam przynajmniej w niewielkim stopniu kontakt z chemikaliami i toksynami, które z kosmetyków przenikają do mojego organizmu.

Podobnie jest z chemią w domu, czyli środkami czystości. Zawarte w proszkach do prania fosforany, substancje ropopochodne w środkach do czyszczenia mebli, czy skażony alkohol, który dodaje się do płynu do mycia szyb nie wpływają dobrze na nasze zdrowie oraz na czystość powietrza, czy wód, do których przecież dostają się przez systemy kanalizacyjne. Dlatego staram się ograniczać ich używanie do minium i zastępować łagodniejszymi eko-środkami czystości. Często też sięgam po ocet, sodę i kwasek cytrynowy, dzięki którym w domu też może być czysto.

Wiem, co jem

Świadome wybieranie produktów żywnościowych, które trafiają na mój stół, to kolejny sposób, by żyć bardziej ekologicznie. I nie mówię, że kupuję żywność tylko w eko-sklepach i tylko tą, która posiada certyfikaty ekologiczności. Staram się jeść zdrowo i nie przepłacać, co w moim odczuciu też jest eko i mam na to kilka sprawdzonych już sposobów. Planuję posiłki i sporządzam listę zakupów, kupuję lokalne produkty, rezygnuję z jedzenia żywności wysokoprzetworzonej. Jadłospis komponuję w oparciu o sezonowe produkty, robię zapasy na zimę i domowe przetwory. Sama piekę chleb i ciasta, robię pasty do chleba i piekę pyszny pasztet z soczewicy. Na tarasie mam małą hodowlę z moją ulubioną zieleniną – pietruszką, koperkiem i szczypiorkiem. W tym roku planuję też podjąć wyzwanie i posadzić pomidory, spróbuję też wysiać trochę ziół.

Próbując żyć bardziej ekologicznie często wybieram też spacer zamiast autobusu lub wsiadam na rower miejski. Szalenie cenię też sobie bliski kontakt z naturą, nie depczę trawników i nie łamię gałązek drzew dla jakiegoś tam widzimisię.

To, co robię, aby przysłużyć się środowisku, to tak naprawdę kropelka w morzu. Ale głęboko wierzę w to, że nawet i ona ma znaczenie. Moje codzienne wybory, nawyki, przyzwyczajenia mają znaczenie i wpływ na jakość życia na Ziemi. Wasze również.

Dlatego zachęcam Was do tego, aby przez takie drobne gesty i pozornie nic nie znaczące czynności, spróbowali żyć bardziej ekologicznie. Przysłuży się to nie tylko Wam, ale też kolejnym pokoleniom, które będą chodzić po naszej planecie po nas. A jeśli macie już eko-nawyki, które stosujecie na co dzień, koniecznie dajcie o tym znać 🙂

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Kasza pełna smaku. 3 przekąski z kaszą na imprezę i do lunchboxa

3 pomysły na szybkie dania i przekąski z kaszą w roli głównej. Idealne na imprezę w domu, spotkanie z przyjaciółmi i do lunchboxa!

Przeziębienie w ciąży

Przeziębienie w ciąży – co może pomóc?

Październik 2019 na zdjęciach

Podsumowanie miesiąca. Październik 2019 – ciąża i moja nowa przyjaciółka kanapa.

Naturalnie piękna jesień - listopadowe wyzwanie urodowe

Naturalnie piękna jesień – listopadowe wyzwanie urodowe

20 thoughts on “O codziennych eko-nawykach, czyli jak żyć bardziej ekologicznie”

  1. Też nie jestem eko-maniakiem, ale staram się dbać o nasze środowisko. Mam podobne nawyki do Twoich. Niestety kupuję wodę butelkowaną, chociaż mam dzbanek z filtrem, bo moja kranówka jest obrzydliwa w smaku :-/
    Od jakiegoś czasu próbuję też zlikwidować środki czyszczące na te naturalne. Zaczęłam używać orzechów piorących i zaprzyjaźniam się z sodą oczyszczoną i octem 😉

    1. Nawet jeśli nie możesz zrezygnować z wody butelkowanej (doskonale Cię rozumiem!), to mozesz przynajmniej kupować ją w 5 litrowych butlach (co pewnie robisz :)) Zawsze to jednak 3 butelki mniej 🙂 Do sody i octu polecam też kwasek cytrynowy i olejki eteryczne (zwłaszcza pomarańczowy), dzięki którym w domu pięknie pachnie, nawet gdy sprzątamy bez chemii 🙂

  2. Robię wszystko to co Ty:) Ale również używam płatków kosmetycznych wielorazowych czy kubeczka menstruacyjnego i wkładek higienicznych wielorazowych. Przekonałam się też do naturalnych środków czystości w domu. Wierzę, że nawet tak drobne kroki mogą zmienić świat na lepsze, a chociaż go nie zniszczę bardziej.

  3. Zastanawiam się od dłuższego czasu nad takim dzbankiem do filtrowania wody. Kupowanie ciągle tych butelek mnie już zaczyna powoli denerwować, Dość, że gromadzi się te plastik to jeszcze trzeba ciągle kupować, bo jednak się dużo jej pije.

  4. Eko torby zdecydowanie! Są też EKOnomiczne 😉 Zapłacimy za taką więcej, ale tylko raz, a potem używamy dużo dłużej, niż zwykłą foliówkę.
    Ostatnio też zagłębiam się w temat domowych środków czystości i kosmetyków, które możemy zrobić sami z tego, co mamy w kuchni, fajna sprawa 🙂

    1. Jeśli szukasz inspiracji na domowe kosmetyki prosto z kuchni, to polecam Ci te wpisy:
      https://makehappyday.com/naturalna-pielegnacja-najlepsze-kosmetyki-mamy-w-kuchni/
      https://makehappyday.com/naturalna-pielegnacja-kosmetyki-z-kuchennej-szafki-2/
      A co do eko-torby: od samego początku byłam zwolenniczką pomysłu płatnych foliówek w sklepach. Sądziłam, że dzieki temu ograniczymy ich używanie, bo jednak za taką torbę za każdym razem trzeba zapłacić, a kupno materiałowej torby to jeden wydatek na dłuższy czas. Myliłam się. Bo chociaż mnóstwo ludzi zaczęło dzięki temu korzystać z eko-toreb na zakupy, to jednak dużo więcej woli przy okazji każdych zakupów dopłacić te kilkadziesiąt groszy za reklamówki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close