Przegląd tygodnia – gdzie ta wiosna, pierwsze szkolne występy i poweekendowa depresja

Nie uwierzycie, ale nad wstępem do tego wpisu siedzę od 20 minut! Dlatego żeby w końcu zacząć napiszę po prostu tak: zapraszam na pierwszy blogowy przegląd tygodnia. A nie, czekajcie! Przecież to już było, ale czy jest tu ktoś, kto o tym pamięta?

Dawno, dawno temu, gdy tego bloga czytał tylko mój mąż, pisałam podsumowania tygodnia, w których w punktach (tak, w punktach…) streszczałam, jak mi minął tydzień. Wpisy z tej serii nazywały się Happy Week, opublikowałam ich 12, po czym uznałam, że mam tak nudne życie, że dalsze pisanie takich podsumowań nie ma sensu. Dzisiaj moje życie nie jest jakoś specjalnie ciekawsze, ale zachęcona przez Agnieszkę i Karolinę postanowiłam wrócić do tej formy wpisów. Tylko zamiast punktów będą zdjęcia, krótkie teksty, moje przemyślenia, linki do wartościowych wpisów innych blogerów i przypomnienie o wpisach opublikowanych na blogu. Chciałabym, żeby było ciekawie i różnorodnie. I żeby te wpisy były okazją do tego, żebyście poznali mnie trochę lepiej.

Gdzie ta wiosna i poweekendowa depresja

W poniedziałek wróciłam z Poznania i wpadłam w wielkiego doła! Bo tam w Polsce piękna wiosna, wszystko kwitnie, trawa jest tak soczyście zielona, a tu u mnie…szaro, buro i wciąż jakby tak zimowo. Tak, tak, wiem, w Polsce w tym roku zamiast wiosny od razu zrobiło się lato. Za to u mnie wiosna przechodzi wszystkie swoje etapy i nadal jest niestety w zalążku. W tym tygodniu w ciągu dnia było 6-8 st. C, na drzewach wciąż nie ma liści, trawa dopiero nieśmiało zaczyna się zielenić. Jest mi zimno, nie wychodzę z domu bez kurtki, a wieczorami okrywam stopy kocem. I chyba właśnie przez to po raz pierwszy od przeprowadzki do Norwegii (a 11 kwietnia minęły 2 lata od kiedy tu mieszkam) poczułam tęsknotę za Polską. I to taką, która otworzyła w mojej głowie zaryglowane dotąd drzwiczki z napisem „wracamy do Polski”.

Na poprawę nastroju robiłam sobie pyszne jedzenie, czytałam, starałam się czymś zająć głowę. I chodziłam na długie spacery, żeby może jednak tę wiosnę gdzieś wypatrzeć.

Tutaj możecie zobaczyć kilka zdjęć ze spaceru, na który wybrałam się z Natanem w piątek. Tak naprawdę wybraliśmy się nad morze powrzucać kamienie do wody, a przy okazji złapaliśmy trochę słońca, ładnych ujęć i przeszliśmy 7,5 km (raczej ja przeszłam, bo Natan przejechał całą drogę w wózku).

W niedzielę z kolei wybrałam się z dziećmi na ponad 2-godzinny spacer nad rzekę. Dzieciaki dzielnie szukały ze mną oznak wiosny, a Natan wyrwał chyba wszystkie kwiatki, które były w jego zasięgu. Ten, kto poszedł na spacer za nami, już tych pierwszych oznak wiosny mógł nie odnaleźć 😉

Nowości

W tym tygodniu dotarły do mnie dwie książki: „Hotel Varsovie. Bunt chimery” Sylwi Zientek i „Soki i koktajle w minutę” Agaty Ziemnickiej. Tę o sokach i koktajlach już przeczytałam i znalazłam w niej kilka fajnych pomysłów na koktajle, smoothie bowl i zupy krem. Myślę, że napiszę Wam o niej trochę więcej na Facebooku albo Instagramie, tylko najpierw muszę zrobić kilka zdjęć.

Z Polski przywiozłam (jak zawsze) mój ulubiony magazyn dla kobiet „Uroda życia”, z ciekawości kupiłam też magazyn „Well”, którego redaktor kreatywną jest Dorota Wellman. Póki co jednak zrobiłam tylko szybki przegląd obu gazet, bo na czytanie nie miałam za bardzo czasu.

Pierwsze szkolne występy Leny

W środę Lenka miała swoje pierwsze szkolne przedstawienie. Był to dla niej bardzo ważny dzień, bo miała być narratorem w opowiadaniu o „Złotowłosej i trzech misiach”, śpiewać piosenkę z Ludvikiem i Emmą H. oraz powiedzieć krótki wierszyk o kotku. Wierszyk był po angielsku, a cała reszta oczywiście po norwesku. Na przedstawienie zaproszone były całe rodziny, dzieci miały być ubrane w ciemne ubrania i wyglądać jak trolle, a chętni rodzice mieli przygotować słodkości na poczęstunek. Ja zgłosiłam się do upieczenia kanellboller, więc całe środowe przedpołudnie spędziłam w kuchni i przyznam, że miałam małą tremę, bo nie wiedziałam, czy bułeczki cynamonowe w moim wykonaniu przypadną do gustu Norwegom. Na szczęście obawy były bezpodstawne, bułeczki wyszły perfekcyjne i prawie wszystkie zostały zjedzone. A Lena wypadła w swoich rolach świetnie, dając nam naprawdę ogromny powód do dumy.

Co na blogu?

W tym tygodniu na blogu ukazały się 3 wpisy:

Zdrowy sen – o co zadbać, żeby spać dobrze, poprawić higienę i jakość snu

Poznań na weekend – gdzie jeść, gdzie spać i co zobaczyć

Substancje myjące w kosmetykach – co warto wiedzieć o SLS, SLES, SCS i innych środkach powierzchniowo-czynnych

A na Youtube pojawił się nowy vlog:

Polecam!

A do przeczytania u innych blogerów polecam Wam:

Na dzisiaj to wszystko. Dajcie mi znać, jak podobał Wam się mój pierwszy, testowy przegląd tygodnia i czy lubicie czytać tego rodzaju wpisy? Mam też prośbę! Szukam pomysłu na nazwę tego cyklu wpisów, jeśli coś Wam wpadnie do głowy, dajcie mi znać! Moje pierwsze pomysły to powrót do nazwy Happy Week, Tygodnik, albo tak jak dzisiaj Przegląd Tygodnia. Co o nich myślicie?

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Jak nie marnować jedzenia? Poznaj 10 sprawdzonych sposób, dzięki którym będziesz wyrzucać mniej jedzenia i zaoszczędzisz nawet 2,5 tys.zł rocznie!

Podsumowanie miesiąca. Wrzesień 2019 – czas powrotów i zmian.

Pożegnanie lata na Bruviknipa (822 m n.p.m.)

50 powodów, dla których warto polubić jesień

10 thoughts on “Przegląd tygodnia – gdzie ta wiosna, pierwsze szkolne występy i poweekendowa depresja”

  1. Happy Week to super nazwa ☺ Też zawsze uwielbiałam takie bardzo bardzo długie spacery z wózkiem! Szkoda, ze nasze wózki nie miały liczników, pewnie obeszliśmy Ziemię dookoła! 🙂

  2. Kochana „emigracyjna depresja” mnie też czasem dopada. I też jestem na emigracji jak Ty 2 lata. W razie smutków pisz 🙂 Zrozumiem bez większego tłumaczenia o co chodzi 🙂 A cykl świetny. Ja bardzo lubię czytać takie podsumowania 🙂

  3. Cieszę się, że jednak wróciłaś do tego cyklu. Ja osobiście jestem fanką i bardzo lubię czytać takie posty więc jedną wierną czytelniczkę już masz 😉
    Oczywiście bezdyskusyjnie jestem za nazwą happy week jest bardzo spójna z Twoim blogiem 🙂
    I cóż no piękne masz tam widoki, czasem aż nie wierzę, że to rzeczywistość. Pewnie jest tam cisza, spokój można zresetować głowę.

  4. Co za pyszności:) Miałam podobny nastrój, kiedy w styczniu wróciłam z wakacji w Portugalii do zimowej Polski.. Pamiętam jak się czułam, mam nadzieję że wkrótce się u Ciebie ociepli:) Dzięki za podlinkowanie <3

  5. Ja byłam wielką fanką nazwy Happy Week, bo fajnie pasuje do twojej nazwy bloga i w ogóle jakoś tak ładnie brzmi :D. Bardzo się cieszę, że powróciłaś do tego cyklu :). Ja widzę na Twoich zdjęciach bardzo ładną wiosnę, tylko jeszcze taką nieśmiałą 😉 u nas w tym roku lato zmiażdżyło wiosnę, która trwała chyba tylko ze 3 dni, więc wiesz… Nie ma co porównywać, bo to trochę pod anomalie podchodzi 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close