Kosmetyczne DIY w magicznym wydaniu. Recenzja książki „Mydło i mazidło” + konkurs

Bardzo się cieszę, że na rynku wydawniczym zaczynają pojawiać się książki związane z naturalną pielęgnacją skóry. Pięknie opracowane, dobrze i lekko napisane, wzbogacone estetycznymi zdjęciami, mogą być dla wielu z nas wstępem do świata naturalnej pielęgnacji i pomóc w uporządkowaniu zdobytej już wiedzy. Jedną z takich książek jest „Mydło i mazidło”, o której chciałabym opowiedzieć Wam w tym wpisie trochę więcej.

Jest to bowiem książka dla mnie wyjątkowa. I nie ze względu na tematykę (choć oczywiście też), ale dlatego, że kilka miesięcy temu, gdy książka powstawała, zostałam poproszona o recenzję, która miała znaleźć się na jej okładce i skrzydełku. Śmieję się teraz, że mam już swoją pierwszą okładkę, a kolejna będzie już z moim imieniem i nazwiskiem na pierwszej stronie 🙂

„Mydło i mazidło” – podręcznik współczesnej czarownicy

„Mydło i mazidło” to lekko i przystępnie napisany przewodnik po świecie kosmetyki naturalnej, zawierający świetnie opracowane receptury na kosmetyki DIY, które każda z nas, bez najmniejszego problemu, zrobi sama w domowym zaciszu. Poza bardzo prostymi przepisami na kosmetyki, do zrobienia których wystarczy nam to, co znajdziemy w kuchennych szafkach, książka zawiera też przepisy na kosmetyki wymagające użycia olejów roślinnych, hydrolatów, czy olejków eterycznych. Nie są to jednak bardzo skomplikowane receptury, a każdy etap przygotowywania kosmetyków jest bardzo dobrze opisany. Dużym plusem jest też to, że składniki wszystkich kosmetyków z tej książki są tanie i łatwo dostępne, a część z nich (np. hydrolaty, czy olejki) i tak mamy już w domu.

Receptury wiedźmy Bereniki

Przeglądając książkę chciałam wybrać kilka przepisów do polecenia Wam jako te, które zdecydowanie warto wypróbować, ale w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie umiem wybrać! Wszystkie są naprawdę bardzo dobre i trudno jest wybrać tych kilka najlepszych. Na zachętę wspomnę jedynie, że „Mydło i mazidło” zawiera receptury na kosmetyki do twarzy, ciała i włosów, wśród których znajdziecie: strasznie słodki peeling cukrowy do twarzy i dekoltu, łatwe toniki wiedźmy Bereniki, zieloną maseczkę upiększającą królewny Fiony i sekret alabastrowej skóry księżnej Xcho.

Podobają Wam się te nazwy? Jeśli poczułyście się zaintrygowane, już wyjaśniam, dlaczego peeling w tej książce nie jest po prostu peelingiem, a maseczka maseczką.

Książka „Mydło i mazidło” jest bowiem podręcznikiem współczesnej czarownicy, która w zaciszu kuchni miesza magiczne eliksiry, tworzy skomplikowane receptury, rzuca zaklęcia, które mają sprawić, że skóra będzie piękna i młoda, a włosy lśniące, miękkie i gładkie.

To pierwszy poradnik o kosmetykach naturalnych napisany w takiej stylistyce i muszę przyznać, że bardzo mi się ten pomysł podoba!

Nie tylko kosmetyczne DIY

„Mydło i mazidło” to książka, w której poza przepisami na kosmetyki naturalne znajdziecie coś jeszcze. I to coś stanowi bardzo ważną część tej książki i może wielu z nas, zwłaszcza początkującym w temacie naturalnej pielęgnacji, bardzo pomóc. Pierwsza część książki jest bowiem dość obszernym wstępem o podstawach naturalnej pielęgnacji, składach INCI kosmetyków i niezbędnych składnikach stosowanych w kosmetykach naturalnych.

Poza podstawowymi informacji o tym, czym jest INCI i dlaczego znajomość składów jest ważna, w książce zostały omówione szkodliwe składniki kosmetyków, właściwości olejów roślinnych, hydrolatów, olejków eterycznych, glinek i roślin stosowanych w składach kosmetyków naturalnych (flawonoidów, saponin, garbników, enzymów roślinnych) oraz produktów żywnościowych, które możemy wykorzystać w naszych domowych kosmetykach.

Ważną częścią jest też rozdział omawiający podstawowe zasady BHP, których należy przestrzegać robiąc kosmetyki w domu.

Dla kogo jest książka „Mydło i mazidło”?

Podsumowując chciałabym polecić Wam sięgnięcie po tę książkę, bo moim zdaniem, jest to poradnik dla każdej z nas. Jeśli jednak nie interesuje Was samodzielne robienie kosmetyków, możecie polecić tę pozycję swoim koleżankom, które stawiają pierwsze kroki w naturalnej pielęgnacji i chcą się pobawić w robienie maseczek, peelingów i toników w domu. Jestem pewna, że ta książka będzie dla nich inspiracją, dostarczy świetnych pomysłów na domowe kosmetyki i zachęci do stawiania dalszych kroków w świecie kosmetyki naturalnej. Książka dostępna jest pod tym linkiem -> klik!

A dla Was mam konkurs! Do wygrania są 3 książki „Mydło i mazidło” wydawnictwa Dlaczemu. 

Co trzeba zrobić, żeby wygrać?

Napisać w komentarzu do tego wpisu, jaki był pierwszy, samodzielnie zrobiony przez Was kosmetyk naturalny i czy podczas jego tworzenia wszystko poszło zgodnie z planem? Jeśli dodacie przepis – plus dla Was!

Spośród wszystkich zgłoszeń wybiorę 3 najbardziej interesujące, a ich autorki nagrodzę egzemplarzem książki „Mydło i mazidło”.

To jednak nie wszystko, bo książek mam więcej! Ale 2 kolejne egzemplarze będą nagrodami w konkursie, który już w środę ogłoszę w nowym newsletterze. I nie mam nic przeciwko temu, żebyście wzięły udział w obu konkursach i podwoiły swoje szanse na wygraną.

Do newslettera możecie się jeszcze dopisać tutaj:

Na Wasze zgłoszenia konkursowe, tutaj na blogu, czekam do czwartku, 23 listopada 2017 r, do godziny 15. Wyniki opublikuję w piątkowy wieczór w tym poście, o czym poinformuję również na Facebooku.

Czekam na Wasze zgłoszenia i życzę powodzenia!


WYNIKI KONKURSU

Książki „Mydło i mazidło” otrzymują:

  • Małgorzata Gawrońska
  • Dorota
  • Urszula Paczkowska

Proszę o wiadomość z danymi do wysyłki na adres: olga@makehappyday.com

Dziękuję wszystkim za udział i gratuluję zwyciężczyniom 🙂

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Hej Mazury! Weekend w sercu Mazur – Ruciane-Nida, Ukta, Mikołajki, Kadzidłowo, Pranie

Segregacja śmieci w mieszkaniu. Jak idea zero waste pomaga w utrzymaniu porządku w domu?

Wakacyjna apteczka

Wakacyjna apteczka – co do niej zapakować? Praktyczna lista do pobrania

Malta na własną rękę – ceny, wskazówki i informacje praktyczne

16 thoughts on “Kosmetyczne DIY w magicznym wydaniu. Recenzja książki „Mydło i mazidło” + konkurs”

  1. Moim pierwszym własnoręcznie poczynionym kosmetykiem były ochronne pomadki do ust 🙂 Do ich zrobienia potrzebowałam:
    * 10 ml oleju z pestek malin
    * 5 g masła awokado
    * 4 g wosku pszczelego
    * kilka kropel olejków eterycznych: cytryna i bergamotka

    Moje umiejętności chemiczne i DYI nie są nazbyt rozwinięte, jednak wszystko wyszło idealnie! Kluczem była cierpliwość i staranność. Co było najfajniejsze w przepisie? Że tak niewiele składników starczyło na stworzenie czterech pomadek, jako ich opakowania mogłam ponownie wykorzystać aplikatory z wykorzystanych pomadek oraz że oprócz siebie obdarowałam też trzy koleżanki! A dzięki dodaniu olejków eterycznych mogłam dowolnie spersonalizować pomadki, tak by każdemu się podobały – stąd mój wybór świeżej cytryny i ukochanej bergamoty <3

  2. Świetnie wygląda ta książka! Moim pierwszym kosmetykiem był balsam myjący do twarzy, zainspirowany produktem Czarszki. Powstał w połowie z masła shea, 20% rycyny oraz oliwy z oliwek, oleju z krokosza i kilku kropel olejku eterycznego lawendowego. Pięknie pachniał lawendą i delikatnie oczyszczał, chociaż trochę ciężko było go zmyć. Teraz eksperymentuję z emulgatorem, żebym nie musiała używać gorącej wody lub ściereczek 🙂

  3. Moim pierwszym własnoręcznie zrobionym kosmetykiem był peeling do ciała. Kiedyś pijąc kawę pomyślałam, że fusy pozostające po niej jakoś się marnują i można byłoby je wykorzystać. Pomysł wpadł do głowy: zrobię peeling do ciała. Tak, oto wymieszałam fusy po kawie z 100 gramami soli do tego dodałam 5 kropel olejku eterycznego bergamotkowego i uzyskałam naturalny i nieziemsko pachnący peeling.

  4. O matko! Ja też chcę! Muszę sobie kupić parę składników, bo u mnie z tym bardzo kiepsko. Ale 2 peelingi robię regularnie sama, z zaledwie paru składników, uwielbiam i serdecznie polecam! 🙂 Szczególnie polecam cukrowy z sokiem pomarańczowym. U mnie składniki bardziej na oko są, ale i tak napiszę:

    cukier
    sok z połowy pomarańczy
    olejek pomarańczowy/mandarynkowy do ciała
    3 łyżki roztopionego oleju kokosowego

    Wszystkie mieszamy, w razie potrzeby dodajemy suchych lub mokrych składników aż uzyskamy konsystencji mokrego piasku 🙂

  5. Pierwszym moim kosmetykiem był balsam do ust, który składał się z masła kakaowego, witaminy E, białego wosku pszczelego i naturalnego miodu wg Czarszki. Uratował moje wysuszone usta 🙂

  6. Puder myjący na bazie sproszkowanego mleka kokosowego polecam wszystkim wrażliwcom, przyznam się że zainspirowała się świetnym pudrem myjący Małe Me Bio

    Po 5 czubatych łyżeczek każdego że skladnikow
    – sproszkowane mleko kokosowe (np Diet food)
    – mąka owsiana (np Melvit)
    – glinka biała
    – 3-4ml bromaliny połączonej z papają(ZSK)
    Plus ulubiony olejek eteryczny kilka kropelek – u Mnie lawendą
    Czasami rano mieszam z jogurtem greckim co rewelacyjnie odświeża
    Puder jest mega delikatny i wreszcie nie mam podraznionej skory przy myciu, jest GENIALNY

  7. Mnie kosmetyki naturalne uratowały przed okropnie męczącą alergią, pokrzywką, egzemą… cokolwiek to było. Każdy sklepowy balsam mnie uczulał, zapach mnie odrzucał i już naprawdę nie wiedziałam co robić, a skóra była mocno zaczerwieniona i sucha. Jedynym wybawieniem okazał się balsam DIY czyli olej kokosowy + masło shea + masło kakaowe + olejek herbaciany + wit. E. Trochę to trwało ale skóra się zregenerowała 🙂

  8. Mimo, iż jestem maniakiem kosmetyków naturalnych bardzo długo broniłam się przed ukręceniem czegoś własnego 🙂 Nie licząc prostych peelingów kawowo cukrowych, nie eksperymentowałam za bardzo. Wszystko zmieniło się kiedy wybrałam się po raz pierwszy na takie warsztaty gdzie można było zrobić własne kosmetyki. Wyszłam wtedy z własnym kremem do twarzy, pudrem myjącym i suchą mieszanką do sporządzania maseczek. Tak mnie to zainspirowało, że chciałam zrobić krem do ciała dla synów (obydwa borykają się z bardzo suchą skórą). Podjęłam 2 próby. Za pierwszym razem mazidło wyszło za rzadkie 😉 ale za drugim razem było już super, lekki, szybko wchłaniający się, ale ładnie nawilżający kremik.
    Potrzebowałam:
    Na fazę olejową- baza emulgująca (taka roślinna, ekologiczna), masło shea, masło kakaowe, olej słonecznikowy (potem dodawałam olej z pestek moreli, czy olej śliwkowy).
    Na fazę wodną- woda różana, napar z białej herbaty i gliceryna.
    Od tamtego czasu stworzyłam już nie jeden krem, nie jeden balsam, a nawet maści i inne fajne rzeczy. Uwielbiam to 🙂

  9. Nie będę pisać o maseczkach i peelingu kawowym, bo to banał i chyba nawet nie da się nazwać ich „kosmetykiem z prawdziwego zdarzenia” 😉 Pierwszym takim trudniejszym był krem z sokiem z ogórka, gdzie w grę wchodziło już „poważne” łączenie faz na gorąco. DO dzisiaj pamiętaj ten ekscytujący moment, gdy mieszadełko zostało wyłączone, a ja czekałam jak na szpileczkach aż moje mazidło ostygnie i będę mogła spróbować co mi wyszło. O dziwo od razu byłam bardzo zadowolona, bo otrzymałam dokładnie taką konsystencję, o jakiej marzyłam – lekką, puszystą, idealną do tłustej cery. Od tamtej pory „ukręciłam” wiele kremów, balsamów, pomadek, oczywiście peelingów również. Uwielbiam to, dlatego chętnie zapoznam się z przepisami z książki 🙂

  10. Dopiero raczkuję jeśli chodzi o naturalne kosmetyki, ale cudownie, że w tym świecie pełnym nieuczciwych i pchających wszędzie chemię producentów, są ludzie, którzy pokazują, że można żyć inaczej. Jako świeżynka mam za sobą dopiero pilling cukrowy i kawowy i jestem absolutnie zachwycona „dezodorantem” z oleju kokosowego. To działa! Wystarczy tylko olej kokosowy i olejki eteryczne. Mam teraz ochotę każdemu pokazać jak mi pachnie pacha ?

  11. Hehehe kiedy przypomnę sobie mój pierwszy kosmetyk DIY mam uśmiech od ucha do ucha. Porwalam się bowiem na olejowanie włosów i wykonałam swój pierwszy olej z wyciagami z ziół. Do butelki wlałam oliwę z oliwek 100 ml i dosypałam zawartość 2 saszetek herbaty z pokrzywy i 2 saszetek herbaty ze skrzypu. Następnie zamknęłam butelkę i odstawiłam na miesiąc w ciemne miejsce. Nie mogłam doczekać się kiedy zrobi się macerat, kiedy oliwa zabarwi się na ciemnozielony kolor i wyciągnie z ziół to co najlepsze. Ciągle zaglądałam do szafki z nadzieją że olej jest już gotowy. Aż w końcu po 40 dniach wyjęłam swoje cudo do olejowania i okazało się ze w butelce urosła pleśń, ponieważ butelka była źle osuszona przed wlaniem oleju i macerat szlak trafił. Teraz już mądrzejsza o to doświadczenie robię oliwy do ciała czy włosów ale zawsze 10 razy sprawdzam czy butelka/słoik są w 100% suche.

  12. Dzień dobry!

    Moim pierwszym kosmetykiem, który wykonałam był preparat do OCM (Oil Cleansing Method) oraz serum nawilżające po takim zabiegu.
    Zakupiłam wszystkie potrzebne składniki oraz szklane buteleczki, żeby kosmetyk utrzymał swoją świeżość i można było go przechowywać w lodówce.

    Skład preparatu do OCM :
    50 ML – Oliwa z oliwek kupiona i przywieziona z Chorwacji
    30 ML – Olej z Dzikiej Róży Zimnotłoczony Nierafinowany
    20 ML – Olejek rycynowy

    Wszystkie składniki mieszamy i przelewamy do szklanej buteleczki.

    Skład serum nawilżającego:
    10 ML – hydrolat z kwiatów pomarańczy
    10 ML – olej awokado nierafinowany zielony
    1 ML – ekstrakt suchy z pszenicy 1 miarka
    10 ML – żel hialuronowy 1%

    Ekstrakt suchy z pszenicy łączymy z hydrolatem z kwiatów pomarańczy, następnie dodajemy żel hialuronowy 1 %, i mieszamy.
    Dolewamy olej z awokado. Przelewamy do szklanej butelki z pipetką i gotowe.

    Serum rewelacyjnie nawilża i odżywia naszą skórę, wspaniały naturalny kosmetyk po porządnym oczyszczaniu twarzy.
    A jaka radość, że się go samemu wykonało. Serdecznie polecam!

    Książka warta zainteresowania- świetne propozycje. Cieszyłabym się ogromnie gdybym mogła ją przeczytać i wypróbować nowe przepisy na naturalne kosmetyki czego w dzisiejszych czasach naprawdę nam brakuje. Natura daje nam tyle DOBREGO trzeba tylko kreatywności, chęci i wykorzystać jej MOC!

    pozdrawiam
    Agata activeagata

  13. Zainteresowałem się kosmetykami naturalnymi ze względu na moją dziewczynę (obecnie już narzeczoną). Miała duży problem ze skórą twarzy – drobne, podskórne chrostki, niedające się w żaden sposób usunąć. Lekarze polecali coraz to nowe maści, które dawały tyle co nic, a nawet było coraz gorzej..
    Jedna z lekarek zasugerowała problemy hormonalne, badania pod tym kątem i do czasu wyjaśnienia poleciła poszukać bardziej naturalnych kosmetyków. Z dostępnością tego typu produktów kilka lat temu w małym miasteczku w Polsce nie było zbyt łatwo, więc zacząłem szukać w internecie jakichś naturalnych sposobów, które wyleczyłyby, albo chociaż nie zaogniły jeszcze bardziej tego stanu (moja dziewczyna była tak załamana, że całkowicie się poddała i nie chciała już nic próbować, ani wymyślać). Pierwszą próbą był tonik do twarzy (ze względu na instrukcje kremów, które były dla mnie mniej zrozumiałe niż całki na studiach, postanowiłem nie porywać się za bardzo ;D); był to raczej, prosty, niewyszukany przepis (z opisu wynikało, że ciężko go zepsuć…). Tonik był z kozieradki – wystarczyło Łyżkę nasion kozieradki zalać wrzątkiem (szklanką) wrzątku i odstawić na 10 minut. Tonik (co zaskakujące ;P) wyszedł, a mnie wciągnął w dalsze poszukiwania, moja dziewczyna się przekonała do takich specyfików (na początku kręciła nosem, że na pewno nie pomoże; ale jednak dała się namówić). Później w sieci pojawiło się coraz więcej specyfików, coraz więcej instrukcji do samodzielnego kręcenia kosmetyków, a nas to bardzo wkręciło i teraz jak mamy chwilę wolnego (i siły na eksperymenty) to szukamy, kombinujemy, mieszamy, używamy i cieszymy się z odkrycia takich prostych, tanich i przede wszystkim skutecznych kosmetyków 🙂

  14. Jednym z pierwszych własnoręcznie robionych przeze mnie kosmetyków była Cudowna Maseczka Marchewkowa Poprawiająca Koloryt Skóry (tak właśnie ją nazwałam). Wybrałam jak najprostszy przepis z minimalnej ilości składników, aby mieć pewność, że wszystko się uda. Musiał to być też oczywiście kosmetyk, który zmieni moje życie, ponieważ zawsze walczyłam z wujkami i ciotkami wypominającymi mi, że „jestem taka blada”.

    Składniki: marchewka 😉 Sposób wykonania: zetrzeć marchewkę na drobnych oczkach, nałożyć na twarz na 15 minut. Źródło pochodzenia przepisu: jedna z babskich gazetek typu Pani domu czy inna Klaudia.

    Dodam, że maseczkę wykonywałam jakieś 15 lat temu, jako młoda studentka. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Koloryt skóry bardzo się poprawił… na pomarańczowo-czerwono-fioletowy. Muszę przyznać, że na pewno ciekawie wyglądałam. A całości dopełniły wielkie bolesne krosty na całej skórze twarzy, które następnie otrzymały towarzystwo chropowatej kaszki zalewającej czoło, policzki i brodę. Co poszło nie tak? W całym swoim zapale do stworzenia cudownej maseczki, zapomniałam, że mam uczulenie na marchewki… No cóż, pocieszające w tej historii jest to, że przeżyłam, a moja skóra obecnie wygląda nie najgorzej. I moje szare komórki po tych wszystkich latach troszeczkę lepiej już teraz pracują. Chyba… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close