Sześć kosmetycznych hitów 2016 roku

Wiem, że już luty, ale zwyczajnie zdarza mi się nie ogarniać wszystkiego na czas. Dlatego z małym opóźnieniem, bo wpis miał mieć datę styczniową, zapraszam Was do poznania moich kosmetycznych hitów 2016 roku.

Od razu Wam powiem, że o to miano – kosmetycznych hitów 2016 roku – walczyło bardzo dużo kosmetyków i miałam niemały dylemat, co wybrać do tego zestawienia.

Postawiłam jednak na te produkty, które wywołały u mnie zachwyt swoim działaniem, składami, opakowaniami, zapachami, a najczęściej wszystkim razem.

Są to też takie kosmetyki, które świetnie spisywały się w swojej roli i wspierały moją niełatwą, bo przypadającą na okres ciąży pielęgnację, oraz te, które pokochałam tak bardzo, że na pewno będę do nich wracać (a do kilku już wróciłam).

Bez zbędnych wstępów, poznajcie gwiazdy tego wpisu, czyli…

Sześć kosmetycznych hitów 2016 roku

BIO serum do twarzy z witaminą C i morwą Orientana

Kupiłam to serum jako ratunek na pojawiające się na mojej twarzy ciążowe przebarwienia. Zdawałam sobie oczywiście sprawę z tego, że są one tylko na chwilę i znikną w kilka miesięcy po porodzie, ale…uznałam, że na pewno nie zaszkodzi, gdy zadbam o to, żeby były jak najmniej widoczne, a przy okazji dostarczę też skórze cudownej witaminy C.

Wiecie, że jest to wyjątkowo lubiana przez naszą skórę witamina? Nie tylko sprzyja rozjaśnianiu przebarwień, ale dodaje też skórze blasku i działa antyoksydacyjnie. A w pewnym wieku to  właśnie antyoksydanty stają się najlepszym przyjacielem kobiety 🙂

Serum ma bardzo przyjemną, olejkową konsystencję i przepiękny zapach. W jego składzie poza witaminą C są też ekstrakty z aloesu, morwy białej i korzenia lukrecji, olej jojoba i ekstrakt z róży. Doskonale się wchłania i moja skóra je po prostu uwielbia! A raczej uwielbiała, bo już niestety się skończyło.

Ze względu na porę roku (wiosna-lato) stosowałam je głównie na noc. Witamina C może bowiem mieć działanie fotouczulające, wolałam więc nie narażać się na dodatkowe podrażnienia. Przebarwienia to i tak wystarczający problem.

Po nałożeniu serum na skórę czułam jej niesamowitą miękkość i przyjemną gładkość. Skóra była też nawilżona, podrażnienia znikały znacznie szybciej, podobnie, jak przebarwienia, których w sierpniu już niemal nie było (ich mniejszą widoczność zauważyłam natomiast już po 2 tygodniach stosowania serum). Jest jeszcze coś, czym to serum mnie kupiło. Moja skóra nabrała po nim niezwykłej świeżości i blasku!

BIO serum z witaminą C i morwą, tak jak wszystkie kosmetykiem marki Orientana jest kosmetykiem naturalnym. Kupiłam je w sklepie Triny.pl i zapłaciłam coś ok. 50 zł.

Dokładny opis produktu i skład znajdziecie klikając w ten link.

Nawilżający olejek do twarzy REPLENISHING Phenome 

Gdybym miała uporządkować kosmetyki w tym zestawieniu zaczynając od tego, który zrobił na mnie największe wrażenie, na jej szczycie byłby właśnie ten olejek. To właśnie dzięki niemu moja skóra polubiła w końcu olejową pielęgnację!

Nawilżający olejek do twarzy polskiej marki Phenome ma imponujący skład, cudowny zapach, bardzo lubiane przeze mnie szklane opakowanie z pipetką i działa tak, że och i ach!

Nie mogło go nie być na liście moich kosmetycznych hitów, dlatego, że jak żaden inny olejek ten doskonale się wchłania, nie pozostawia na mojej skórze tłustej i lepkiej powłoki, przyjemnie wygładza, relaksuje i odżywia. Skóra jest po nim super miękka, gładka, przyjemna w dotyku. Jest też bardzo dobrze nawilżona i chroniona przed utratą wilgoci.

W składzie olejku znalazły się oleje, które służą chyba wszystkim rodzajom skóry (mojej na pewno!). Są wśród nich olej jojoba, olej arganowy, olej makadamia, olej z awokado, oliwa z oliwek i olej ze słodkich migdałów.

Nie zauważyłam, żeby olejek wykazywał działanie komedogenne, a mam skórę o niezwykłej skłonności do zaskórników.

Stosowałam (i nadal stosuję, bo ten olejek jest bardzo wydajny!) olejek na noc, chociaż zdarzało mi się sięgać po niego także podczas porannej pielęgnacji skóry. Nie sprawdziłam jednak, jak się sprawdza pod makijażem.

Olejek otrzymałam w ramach współpracy z marką Phenome. Kosztuje 159 zł i możecie kupić go tutaj.

Nawilżający tonik do twarzy dla cery suchej i wrażliwej ECLAB

O tym toniku pisałam Wam już we wpisie o kosmetycznych hitach mojej wiosennej pielęgnacji i w tym zestawieniu też nie mogło go nie być.

Kończę właśnie kolejną (chyba już trzecią…) butelkę i podtrzymuję, to co już o nim pisałam – jestem w nim absolutnie zakochana!

Poza działaniem odświeżającym i tonizującym, fantastycznie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę. Sprawia, że nawet uczucie ściągnięcia, które mam często po umyciu buzi, znika błyskawicznie. Podobnie, jak podrażnienia, swędzenie, czy pieczenie.

Absolutnie cudownie pachnie i to sprawia, że mam ochotę używać go nie tylko rano i wieczorem, ale i wielokrotnie w ciągu dnia!

Ma bardzo prosty, krótki i naturalny skład. Zawiera wodę morską, ekstrakt różeńca górskiego, olej ze słodkich migdałów, olej z róży girlandowej, kwas hialuronowy i naturalną glicerynę. Poza łagodnymi konserwantami nie ma w nim nic, co można uznać za składnik o niekorzystnym wpływie na skórę.

Lubię w tym tonik wszystko, od składu i działania, na opakowaniu i cenie kończąc. I jest to kosmetyk, który będę polecać Wam pewnie jeszcze kilka razy.

Ach! Na koniec dodam jeszcze, że poza świetnym wywiązywaniem się ze swoich głównych zadań, czyli tonizowaniem, odświeżaniem i nawilżaniem, tonik radzi sobie też ze zmyciem makijażu! Miałam płyn micelarny z tej samej linii i kilka razy zdarzyło mi się pomylić butelki. Nie odczułam różnicy, nawet zmywając makijaż z oczu 🙂

Tonik kosztuje ok. 10 zł i jest to absolutnie rewelacyjna cena za kosmetyk o tak dobrym składzie i tak fantastycznym działaniu. Możecie kupić go tutaj.

MINERALNE Kuchenne mydło w płynie YOPE

Mydło w płynie wśród kosmetycznych hitów 2016? Tak, dobrze widzicie! I jeśli znacie już kosmetyki YOPE to jestem przekonana, że nie muszę Wam wyjaśniać, dlaczego to mydło się tu znalazło.

To, czym urzekło mnie to mydło to przede wszystkim jego łagodność i działanie pielęgnacyjne. Podczas mycia tworzy delikatną i bardzo przyjemną pianę, cudownie pachnie (i ten zapach jest tak niezwykły, że trudno spotkać go w innych kosmetykach), a po spłukaniu pozostawia skórę miękką, gładką, nawilżoną i super miłą w dotyku. Nie szczypie, gdy na dłoniach są jakieś drobne ranki, czy skaleczenia. Nie przesusza skóry. I do tego robi coś jeszcze i to coś też jest super!

Neutralizuje zapachy i robi to naprawdę skutecznie. Od kiedy myję nim ręce nie martwię się zapachem czosnku, cebuli i ryby na dłoniach, bo mydło mineralne YOPE skutecznie pomaga się go pozbyć.

Kolejne zalety tego produktu to oczywiście skład. W 92% oparty na składnikach pochodzenia naturalnego i o niskim stopniu przetworzenia. To, czego w nim nie ma to parabeny, PEG-i, oleje mineralne, SLS-y i silikony. A to, co znajdujemy w jego składzie to roślinna gliceryna, która cudownie nawilża i zmiękcza skórę, witamina B 5 i allantoina, które łagodzą i koją oraz kompleks minerałów, który odżywia skórę i sprzyja jej regeneracji.

I na sam koniec zostawiłam wydajność. To mydło się nie kończy! A kosztuje jedynie 16 zł!

Otrzymałam je od sklepu Eco and Well w ramach współpracy. Znajdziecie je pod tym linkiem.

Płyn micelarny z olejkiem lawendowym Oczyszczenie i Ukojenie BIOLAVEN

Przyznam, że nad umieszczeniem tego płynu w zestawieniu kosmetycznych hitów roku zastanawiałam się najdłużej. Ale to tylko dlatego, że zaczęłam używać go już w 2015 roku i to wtedy po raz pierwszy zachwycił mnie swoim działaniem. Jednak w 2016 roku, pomimo stosowania innych płynów micelarnych, w tym słynnego płynu lipowego Sylveco i bardzo fajnego płynu marki Biopha Organic, o którym pisałam w tym wpisie, zawsze wracałam właśnie do tego z Biolaven i właśnie to przesądziło, że powinien się tu znaleźć.

Płyn micelarny ma za zadanie usuwać makijaż, oczyszczać i odświeżać skórę. I moim zdaniem ten robi to wzorowo, a do tego zmiękcza skórę, pozostawią ją przyjemnie miękką i gładką. Jest bardzo łagodny dla oczu, co jest dla mnie priorytetem w kosmetykach służących do demakijażu. Ma też działanie kojące i relaksujące. Doceniam go także za wydajność oraz zapach, który chyba nigdy mi się nie znudzi.

Muszę oczywiście wspomnieć też o składzie. Jest to kosmetyk bazujący na naturalnych i roślinnych składnikach, w tym mojej ukochanej lawendzie i oleju z pestek winogron. Nie był testowany na zwierzętach i jak zapewnia producent, jest to kosmetyk hypoalergiczny. W jego składzie nie ma SLS-ów, PEG-ów, olejów mineralnych, parabenów, alkoholu, szkodliwych barwników, substancji zapachowych i konserwantów.

Płyn micelarny to zdecydowanie mój faworyt wśród wypróbowanych w 2016 roku kosmetyków do demakijażu. Kupuję go zawsze w Triny.pl, gdzie kosztuje ok. 16 zł. Akurat teraz jest promocja, więc możecie zapłacić jeszcze mniej. Tu macie link -> klik!

BB krem ze śluzem ślimaka Snail Repair Blemish Balm MIZON

Jedyny kosmetyk w tym zestawieniu, którego skład jest daleki od naturalności. Musiałam jednak go tu umieścić, bo kupiony w określonym celu, świetnie spełnił swoje zadanie i moje oczekiwania.

Na zakup koreańskiego kremu BB marki Mizon zdecydowałam się, podobnie jak na serum z Orientany, kiedy na mojej twarzy zaczęły pojawiać się przebarwienia. Sporo wcześniej czytałam na temat działania koreańskich BB i uznałam, że jest to właśnie kosmetyk, którego aktualnie potrzebuję. Miał ukryć moje przebarwienia, wyrównać koloryt skóry, dodać skórze blasku i przede wszystkim – ochronić ją przed szkodliwym działaniem promieniowania UV.

I wiecie co? Zrobił to wszystko doskonale! I chyba nawet lepiej, niż się tego spodziewałam!

Już w kilka minut po jego nałożeniu na skórę moja skóra zyskiwała zupełnie inny wygląd. Stawała się gładsza, bardziej promienna i gładsza. Przebarwienia były skutecznie ukryte, a ja w ogóle nie czułam, że na mojej skórze jest jakikolwiek kosmetyk. I nawet tego nie widziałam, bo krem idealnie się z nią stapiał i tworzył efekt całkowicie niewidocznego makijażu.

Na plus jest też to, że nie podkreślał suchych skórek, ładnie zmniejszał widoczność porów i nie spowodował wysypu zaskórników.

A na koniec zostawiłam oczywiście jego wydajność. Po pół roku stosowania nadal mam chyba pół tubki.

Krem jest do kupienia tutaj.

Jeśli nie przeszkadza Wam to, że nie jest to kosmetyk w 100% naturalny, to jak najbardziej polecam!

A więcej na temat koreańskich kremów BB możecie przeczytać w tym wpisie.

♦♦♦

Jak widzicie, wśród moich kosmetycznych hitów 2016 roku nie ma ani jednego kosmetyku do włosów. Poszukiwania idealnego szamponu, odżywki, maski, olejku i kremu do loków wciąż trwają, więc jeśli macie coś, co na suchych i bardzo osłabionych włosach dobrze się sprawdza, koniecznie mi o tym napiszcie!

Pochwalcie się też swoimi hitami kosmetycznymi ubiegłego roku. A jeśli wolicie pisać o niewypałach i totalnych porażkach zakupowych, to też śmiało! No i dajcie znać, co z moich hitów już znacie, a co wpadło Wam w oko i będziecie chcieli wypróbować. Do zobaczenia!

Fajny wpis? Śmiało! Udostępnijcie go swoim znajomym na Facebooku! Dziękuję!

Wpis zawiera linki afiliacyjne.

Olga

Cześć! Nazywam się Olga Pietraszewska i jestem autorką tego bloga. Interesuję się wszystkim, co jest związane z szeroko pojętą tematyką zdrowego stylu życia oraz naturalną pielęgnacją, której od kilku lat jestem wielką pasjonatką. Na blogu dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniami związanymi z tą tematyką, chcąc w ten sposób zainspirować swoich czytelników do wprowadzenia zmian w ich życiu oraz trochę tę drogę ułatwić. Przy okazji staram się też stworzyć w tym miejscu przyjazną i miłą atmosferę, tak, żeby blog Make Happy Day był tym, na który chce się wracać.

Może Ci się spodobać

Żel aloesowy – właściwości, działanie i 10 super sposobów wykorzystania aloesu w pielęgnacji

Dobre kremy z filtrami do twarzy, ciała i dla dzieci – ponad 60 propozycji z polskich sklepów

Kubeczek menstruacyjny – hit czy kit? Wszystko, co warto wiedzieć o kubeczkach menstruacyjnych + recenzja kubeczka OrganiCup

Kosmetyki zero waste – przegląd produktów z polskich sklepów

29 thoughts on “Sześć kosmetycznych hitów 2016 roku”

  1. oj kusisz tym Phenome, kusisz… Tonik jak widziałaś właśnie zaczęłam stosować, ale czuję że się polubimy 🙂 Z Yope zaczęłam od kremów ale mydła też są na mojej liście! A do Orientany jakoś nie mam zaufania, zupełnie bez powodu, ale czasami ich kosmetyki mają dość skrajne opinie więc podchodzę do nich z rezerwą. Ale super że u Ciebie się tak sprawdziło to serum 🙂

    1. Uważam, że Orientana to bardzo dobra marka i wszystkie produkty, które dotąd stosowałam były okej! Ale ja nie czytam opinii i recenzji 🙂

      Z tonikiem polubisz się na pewno, a mydło YOPE to zdecydowanie produkt, który warto mieć w kuchni i łazience <3

      1. To też jest sposób, sprawdzić na sobie po prostu 🙂 Choć uważam że dzięki opiniom w internecie udało mi się uniknąć kilku wpadek kosmetycznych.
        Mam Yope kuchenne goździkowe, ale chciałabym też spróbować tych kosmetycznych. Fakt że to kuchenne genialnie neutralizuje zapachy!

  2. Plyn z Biolaven miałam i jakoś mi nie podpasował. Nie wiem czy to kwestia przypadku, ale moja cera w okresie, gdy go używałam, strasznie się pogorszyła. Kosmetyki ECLAB znam i bardzo lubię, ale tego toniku jeszcze nie używałam, będąc w Polsce, na pewno się zainteresuję. 😉 No i ukochany YOPE, choć u mnie królują mydła do ciała. 🙂 Reszta kosmetyków zupełne nowość, ale super, że znalazłaś perełki, które Ci służyły w zeszłym roku, pozdrawiam Olu!

  3. Podobnie opisałabym swoje włosy i bardzo podpasował mi szampon i odżywka do włosów suchych z John Master Organic, niestety nie kupuje za często, bo są drogie i dosyć szybko się zużywają, ale polecam na spróbowanie!

    1. Miałam w ubiegłym roku przyjemność wypróbować szampon i odżywkę JMO i chociaż nie były przeznaczone do suchych włosów, spisały się świetnie! Tylko tak jak mówisz, ich ceny mogą być zaporowe i przy codziennym myciu włosów niestety są.

      Zamówiłam kilka dni temu szampon, odżywkę i krem do loków Desert Essence na iHerb. I jestem bardzo ciekawa, czy spiszą się tak dobrze, żebym mogła powiedzieć, że znalazłam idealny zestaw do włosów 🙂

      Pozdrawiam 🙂

  4. Chyba mamy podobne cery, bo składy tych kosmetyków cieszą moje oko i chyba się skuszę na dwie pierwsze pozycje:) Z płynu micelarnego Biolaven byłam średnio zadowolona, uwielbiam inne kosmetyki z tej serii, ale do twarzy dużo lepszy jest dla mnie lipowy płyn Sylveco. Mój hit to także minerały od Annabelle Minerals. Natomiast do azjatyckich kosmetyków chyba nigdy się nie przekonam, jakoś zupełnie nie mam do nich zaufania.

    1. A u mnie lipowy spisał się dobrze, ale jednak bez rewelacji. To tylko potwierdza, jak różne potrzeby i oczekiwania ma każda (i każdy) z nas 🙂

      Przymierzam się właśnie do zakupu minerałów AM, myślę, że moja cera nareszcie jest na to gotowa. Tylko, że mam problem chyba każdej początkującej – który kolor podkładu będzie odpowiedni 🙂

      A kosmetykom azjatyckim też nie do końca ufam, a ten krem BB, tak jak pisałam, był zakupem wyjątkowym i podyktowany wyjątkowymi okolicznościami 🙂

        1. U którejś z Was (tj. u Ciebie albo u Olgi) narzekałam na mój totalny fail w sprawie minerałów. Kolory dobiegałam wg tutorialu Idalii 😀 Sądzę zatem, że to ja jestem jakaś dziwna po prostu 😉

        1. Czyli własnie do moich! Póki co zdecydowałam się na zestaw kosmetyków do włosów Desert Essence – zamówiłam na iHerb i wczoraj otrzymałam przesyłkę. Jestem ich bardzo, bardzo ciekawa i liczę na to, że się sprawdzą 🙂

    1. Ja też nie lubię tej tłustości, ale na przykład po oleju arganowym wcale jej nie czuję. Mam wrażenie, że moja skóra ten olej pije i bardzo podobnie było własnie z tym serum. Polecam, bo to naprawdę bardzo fajny kosmetyk 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close